Uśmiechnąłem się lekko. Nie lubiłem zabijać. Z zasady nawet tego unikałem. Ale niestety musiałem przyznać, że nie było innego wyjścia. Cóż... dzisiejszej nocy poleje się wiele krwi. Szybko zaczęliśmy śmiercionośny taniec. Kastiel, musiałem przyznać, jak na bez łuskowego ssaka uwijał się zaskakująco zręcznie. Nie pozostawałem mu dłużny mimo, że wciąż nie podobała mi się opcja zabijania tych stworzeń. Nie widziałem wiele chwały w uśmiercaniu nie mogących się obronić dzieci. Ile oni mogli mieć lat? 30? 40? Może nieco więcej. Po prostu śmieszne...
Generał z niedobitkami ludzi zaczął się cofać. Mimo okropnej sytuacji wydawał się zachowywać spokój. Dodawał tym sił reszcie zbieraniny, co w nim podziwiałem.
- Generale! Zmiotą nas! - wykrzyknął młodzik ten co wcześniej mnie skanował.
Miał teraz paskudną szramę na ramieniu z której sączyła się krew. Jeśli ktoś tego nie zatamuje, już długo nie pożyje.
Mężczyzna kiwnął tylko głową z zaciętą miną. Zmrużył niebezpiecznie oczy i szepnął coś do chłopaka. Ten jakby nieco zbladł, co wydało mi się dziwne. Co gorszego bowiem mogło go spotkać? Wyraźnie wahał się jeszcze chwilę, po czym kiwnął głową i zaczął biec w kierunku niewielkiego obozu. Nie zostało z niego wiele. Ot, kilka rozrzuconych namiotów, zniszczonych już nieco przez szaleńczą ucieczkę części oddziału. Miałem jednak wrażenie, że niebawem wrócą z jeszcze większymi siłami. Odwróciłem się do walczącego Kastiela, jednocześnie odtrącając nadciągającego żołnierza. Złamałem mu nogę uderzając niezbyt mocno Khakkharą.
- Może zarządzimy mały odwrót? Dranie wyraźnie coś kombinują. - powiedziałem, starając się przekrzyczeć ogólną wrzawę.
- Co!? - słowa zostały zagłuszone, bowiem w tym samym momencie Generał zarządził niewielkie bombardowanie.
Najwyraźniej za nic miał niedobitki żołnierzy zaścielających pole bitwy. W naszym kierunku mknęło kilka pocisków. Rozbijały się wokół, powodując istne piekło. Największe jednak straty ponieśli sami ludzie. Nigdy nie widziałem jeszcze takiej broni. Była niczym skondensowany smoczy ogień i musiałem przyznać, że zupełnie mi się nie podobała. Nawet nie chciałem wiedzieć jakim cudem ją stworzyli. To była na pewno magia. Uniknąłem z trudem wystrzelonemu pociskowi który wybuchł zaraz za mną. Powiew gorąca rzucił mnie do przodu. Poczułem na plecach niesamowity żar który jednak niewiele mógł zrobić. W końcu smoki były jako tako odporne na ogień. Zaryłem twarzą w błoto i chwilę zabrało mi zorientowanie się co tu robię. Tymczasem gdzieś daleko od strony obozu zobaczyłem nadciągające posiłki. Wydało mi się strasznie śmieszne, że tylu ludzi musi atakować tylko dwie istoty. Zaraz potem zrobiło mi się zimno, gdy coś wychynęło z namiotu. Było wielkie, paskudne i... na pewno nie należało do rasy ludzkiej. Spojrzałem na Generała który również powiódł za moim wzrokiem. Uśmiechnął się wyjątkowo paskudnie. Nie wiem jak, ale tym razem usłyszałem wszystko co powiedział.
- Podziwiajcie! Enigmę! Myśleliście, że pozostaniemy bezbronni?! MY i nasi naukowcy rozgryźli wasz kod genetyczny. - jak dla mnie to brzmiało zupełnie bez sensu, ale nie przerywałem. - Teraz możemy zmieniać normalne gatunki zwierząt w posłuszne nam bestie, które przyniosą waszą zgubę!
<Kastiel? xD Wiem pojechałam xD
Ps. wybacz, że tak długo odpisywałam ale niedawno skończyłam praktyki i dopiero wracam do siebie ^^>
Ludzie kontra Mistycy. Kto wygra? Może to od ciebie będzie zależał wynik tej potyczki? Sprawdź swoje umiejętności i zabaw się z nami w świecie rodem z legend!
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Od Righy - Cd. Setha
Przyjrzałam się uważnie szczelinie. Nie byłam w stanie przez nią przejść, miała rozmiar co najwyżej połowy mojej twarzy.
- Czujesz to? - Zapytałam skrzywiona, kiedy do mojego nosa dotarła kolejna fala zapachu.
Pomijając fakt, że powietrze w tunelu jest pełne wilgoci i śmierdzi stęchlizną, ta woń niosła ze sobą niepokój i obawę. To tak jak z kłótnią, która wisi w powietrzu., podsumowałam w myślach, To się po prostu czuje.
- Trudno tego nie poczuć - Odpowiedział Seth.
Przylgnęłam do ściany i zerknęłam w szczelinę. Czułam cień, który krążył wokół nas nerwowo. Jakby się o coś martwił. O siebie, o nas?
- Widzisz coś? - Usłyszałam pytanie smoka zza moich pleców.
- Cmentarz, ale nie ten, na którym się spotkaliśmy. Ten jest chyba o wiele starszy. Jakby chowali całe pokolenia. - Powiedziałam. - Zresztą sam zobacz.
Odstąpiłam od szczeliny.
- Przecież tu jest kompletnie ciemno!
- Umiem widzieć w ciemności. - Wzruszyłam beztrosko ramionami.
Dopiero teraz zorientowałam się, że tunel jest cały obwieszony pochodniami. Jak tym wszystkim istotom musi być trudno bez światła!
- Pochodnie... - Szepnęłam zafascynowana i pociągnęłam za jedną z nich.
Kawałek ściany ze szczeliną odsunął się do tyłu i rozdzielił niczym kurtyna. Przed nami otworem stał starożytny cmentarz. Podbiegłam do jednej ze ścian, zdjęłam z niej pochodnię i wręczyłam Sethowi. W chwili, kiedy mieliśmy przekraczać próg, przed nami stanął cień i powiedział kilka słów o tym, że to niebezpieczne i nie powinniśmy tam iść, ale w sumie i tak go zignorowałam. Prawie że na palcach podeszłam do pierwszego nagrobka i zerknęłam na napis.
- Seth, znasz runy? - Odwróciłam się do smoka.
Skinął głową i podszedł do mnie. Palcem wskazującym pokazałam płytę nagrobka. Seth machnął przede mną pochodnią i oświetlił napis.
< Seth? Cóżeś tam przeczytał?>
- Czujesz to? - Zapytałam skrzywiona, kiedy do mojego nosa dotarła kolejna fala zapachu.
Pomijając fakt, że powietrze w tunelu jest pełne wilgoci i śmierdzi stęchlizną, ta woń niosła ze sobą niepokój i obawę. To tak jak z kłótnią, która wisi w powietrzu., podsumowałam w myślach, To się po prostu czuje.
- Trudno tego nie poczuć - Odpowiedział Seth.
Przylgnęłam do ściany i zerknęłam w szczelinę. Czułam cień, który krążył wokół nas nerwowo. Jakby się o coś martwił. O siebie, o nas?
- Widzisz coś? - Usłyszałam pytanie smoka zza moich pleców.
- Cmentarz, ale nie ten, na którym się spotkaliśmy. Ten jest chyba o wiele starszy. Jakby chowali całe pokolenia. - Powiedziałam. - Zresztą sam zobacz.
Odstąpiłam od szczeliny.
- Przecież tu jest kompletnie ciemno!
- Umiem widzieć w ciemności. - Wzruszyłam beztrosko ramionami.
Dopiero teraz zorientowałam się, że tunel jest cały obwieszony pochodniami. Jak tym wszystkim istotom musi być trudno bez światła!
- Pochodnie... - Szepnęłam zafascynowana i pociągnęłam za jedną z nich.
Kawałek ściany ze szczeliną odsunął się do tyłu i rozdzielił niczym kurtyna. Przed nami otworem stał starożytny cmentarz. Podbiegłam do jednej ze ścian, zdjęłam z niej pochodnię i wręczyłam Sethowi. W chwili, kiedy mieliśmy przekraczać próg, przed nami stanął cień i powiedział kilka słów o tym, że to niebezpieczne i nie powinniśmy tam iść, ale w sumie i tak go zignorowałam. Prawie że na palcach podeszłam do pierwszego nagrobka i zerknęłam na napis.
- Seth, znasz runy? - Odwróciłam się do smoka.
Skinął głową i podszedł do mnie. Palcem wskazującym pokazałam płytę nagrobka. Seth machnął przede mną pochodnią i oświetlił napis.
< Seth? Cóżeś tam przeczytał?>
Od Righy - Cd. Argony
Spojrzałam na nieznajomą z lekkim oburzeniem i zebrałam w sobie resztki odwagi.
- Akurat tak się składa, że ten garnek nie śmierdzi, a ja jem co jest, bo pomimo stanowiska tropiciela, rzadko mam co do tego garnka włożyć. - Wcisnęłam jej pretensjonalnie naczynie przed twarz.
Kobieta zaśmiała się cicho.
- Tropiciel, jakaż wysoka pozycja! Naprawdę, wzruszyłam się twoją historią. Sprawdził cię w ogóle dowódca zanim zostałaś tu wpuszczona i jakiś idiota przydzielił ci to stanowisko?
- A wiesz, że tym idiotą był dowódca tropicieli? - Podciągnęłam rękawy koszuli.
< Argona? Coś mi brakuje pomysłu na ciągnięcie tej rozmowy>
- Akurat tak się składa, że ten garnek nie śmierdzi, a ja jem co jest, bo pomimo stanowiska tropiciela, rzadko mam co do tego garnka włożyć. - Wcisnęłam jej pretensjonalnie naczynie przed twarz.
Kobieta zaśmiała się cicho.
- Tropiciel, jakaż wysoka pozycja! Naprawdę, wzruszyłam się twoją historią. Sprawdził cię w ogóle dowódca zanim zostałaś tu wpuszczona i jakiś idiota przydzielił ci to stanowisko?
- A wiesz, że tym idiotą był dowódca tropicieli? - Podciągnęłam rękawy koszuli.
< Argona? Coś mi brakuje pomysłu na ciągnięcie tej rozmowy>
wtorek, 15 lipca 2014
od Nimirelii - CD Setha
- W porządku. - wzruszam ramionami, chowając sztylet, którym jeszcze przed chwilą miałam zamiar pokiereszować atakującego Setha. No, a przynajmniej spróbować to zrobić, bo jednak byłby z tym spory problem. - Wojny z reguły źle się wspomina. Zostawiają zwykle rany na psychice nawet nam, smokom. - dodaję z zadumą, a potem uśmiecham się złośliwe. - Tak swoją drogą to jeśli wszyscy z tego twojego klanu piorunów byli aż tak narwani jak ty, to ja chyba nawet wiem, kto tą wojnę wywołał.
- Jak śmiesz! - Seth obrzuca mnie wściekłym spojrzeniem i rusza w moim kierunku, ignorując zupełnie swego cienistego towarzysza.
- Widzisz? O tym właśnie mówię! - stwierdzam z wyrzutem w głosie, wycofując się tyłem. Nie chcę na razie z nim walczyć. Jeśli zrobię sobie z niego wroga, oboje przestaniemy czerpać przyjemność z przychodzenia w to miejsce. - Poczucia humoru też raczej nie macie. Dałbyś już spokój, no! Przepraszam. Żartowałam tylko.
- Następnym razem powinnaś uważać na to, z czego żartujesz. - prycha, ewidentnie obrażony. Wraca do swojego cienia i przysiada na jednym z kamieni otaczających jeziorko gorącej wody.
- Nie wiem jak ty, ale ja przyszłam tu popływać - stwierdzam, zdejmując płaszcz. - Wprawdzie mam ludzki... hmm, jak to... strój kąpielowy? Tak czy siak byłabym wdzięczna, gdybyś na chwilę się odwrócił. Ty i ten twój cienisty przyjaciel też.
< Seth? x'D>
- Jak śmiesz! - Seth obrzuca mnie wściekłym spojrzeniem i rusza w moim kierunku, ignorując zupełnie swego cienistego towarzysza.
- Widzisz? O tym właśnie mówię! - stwierdzam z wyrzutem w głosie, wycofując się tyłem. Nie chcę na razie z nim walczyć. Jeśli zrobię sobie z niego wroga, oboje przestaniemy czerpać przyjemność z przychodzenia w to miejsce. - Poczucia humoru też raczej nie macie. Dałbyś już spokój, no! Przepraszam. Żartowałam tylko.
- Następnym razem powinnaś uważać na to, z czego żartujesz. - prycha, ewidentnie obrażony. Wraca do swojego cienia i przysiada na jednym z kamieni otaczających jeziorko gorącej wody.
- Nie wiem jak ty, ale ja przyszłam tu popływać - stwierdzam, zdejmując płaszcz. - Wprawdzie mam ludzki... hmm, jak to... strój kąpielowy? Tak czy siak byłabym wdzięczna, gdybyś na chwilę się odwrócił. Ty i ten twój cienisty przyjaciel też.
< Seth? x'D>
poniedziałek, 14 lipca 2014
Od Kastiela C.d. Setha
Cholerny Seth! A już myślałem, że obejdziemy się bez przemocy. Oczywiście w głębi ducha jestem za, ale czasem trzeba słuchać rozsądku.
Kiedy tylko usłyszałem głośną, jak diabli, syrenę, instynktownie przeniosłem się w bezpieczne miejsce. Wylądowałem za pobliskim drzewem. Odchyliłem lekko głowę i zobaczyłem ludzi otaczających Setha. Złapałem głęboki wdech. Jeden... siedmiu... dwunastu...czterdziestu... Namierzyłem czterdzieści ludzi w promieniu stu metrów, ale cały szwadron jeszcze nadciągał od wschodu i tego urwiska. Normalna osoba w takim momencie pewnie złapałaby się za głowę i załamała. Niestety... na nieszczęście ludzi ja nie jestem taka osobą. Wziąłem kolejny wdech, zamknąłem oczy i skumulowałem możliwie jak najwięcej energii. Kiedy otworzyłem oczy ponownie miałem je w kolorze krwi. Wyszedłem powolnym krokiem zza drzewa, ale w celu zmylenia ludzi miałem zamknięte oczy. Oni czujni już mnie otoczyli. Gdzieś pomiędzy tyli robakami udało mi się dojrzeć Setha.
- Tylko spokojnie, ludzie... - Podniosłem rękę tak, aby Seth mógł mnie dostrzec.
Dobry z niego smok. Wiedziałem, że nie zrobi nic na tyle lekkomyślnego w takiej chwili. Póki co stałem spokojny wśród kręgu ludzi. Nagle poczułem, że jeden się do mnie zbliża, za to w promieniu dwustu metrów wyczułem posiłki.
- Ej! Tak ty, do ciebie mówię! - Wykrzyczał ten, który do mnie podszedł.
Po odznaczeniach i postawie wyczułem, że był kimś ważnym, nie tak jak generał, który stał obok Setha, ale to był może jego zastępca? Od podszedł do mnie z karabinem w ręku i podłożył mi go pod szyję. Jakiś czas później przeskanował mnie śmiesznym urządzeniem i stwierdził, że jestem potworem. Przyznam, że to stwierdzenie bardzo mnie rozśmieszyło. Zacząłem się śmiać w najlepsze. Już wiem, dlaczego wampiry od wieków przebywały wśród ludzi.
- Co cię tak bawi?! - Wykrzyczał ponownie.
- Ja jestem potworem? A kto pierwszy zaatakował? - Podniosłem się i powiedziałem to w pewien sposób złowieszczym tonem.
Zacząłem powoli podchodzić do żołnierza, a ten spanikował i wystrzelił we mnie z broni. Na chwilę głowa poszła mi na bok, ale kiedy tylko wróciła na miejsce wszyscy ludzie zaczęli wykrzykiwać: Potwór!. Kiwnąłem na Setha, bo generał już zabierał się do strzału. Smok szybko uporał się z tym i podbiegliśmy do siebie stając plecami.
- Gotowy? Ty bierzesz tych z bliska, a ja cie będę osłaniał. - Powiedziałem do Setha wreszcie otwierając oczy. - i nie zmieniaj się w smoka, nadciąga tutaj cały szwadron. - Dodałem.
O razu zabraliśmy się do roboty. Seth za pomocą swojej Khakkhary, a ja używając mocy kontrolowania materii rozszczepiałem ludzi.
[...] W ten sposób zostało około dwudziestu ludzi, a co najmniej 15 osób zwiało. Został generał, jego zastępca i pewnie porucznicy.
Seth? Alem się rozpisał xD
Kiedy tylko usłyszałem głośną, jak diabli, syrenę, instynktownie przeniosłem się w bezpieczne miejsce. Wylądowałem za pobliskim drzewem. Odchyliłem lekko głowę i zobaczyłem ludzi otaczających Setha. Złapałem głęboki wdech. Jeden... siedmiu... dwunastu...czterdziestu... Namierzyłem czterdzieści ludzi w promieniu stu metrów, ale cały szwadron jeszcze nadciągał od wschodu i tego urwiska. Normalna osoba w takim momencie pewnie złapałaby się za głowę i załamała. Niestety... na nieszczęście ludzi ja nie jestem taka osobą. Wziąłem kolejny wdech, zamknąłem oczy i skumulowałem możliwie jak najwięcej energii. Kiedy otworzyłem oczy ponownie miałem je w kolorze krwi. Wyszedłem powolnym krokiem zza drzewa, ale w celu zmylenia ludzi miałem zamknięte oczy. Oni czujni już mnie otoczyli. Gdzieś pomiędzy tyli robakami udało mi się dojrzeć Setha.
- Tylko spokojnie, ludzie... - Podniosłem rękę tak, aby Seth mógł mnie dostrzec.
Dobry z niego smok. Wiedziałem, że nie zrobi nic na tyle lekkomyślnego w takiej chwili. Póki co stałem spokojny wśród kręgu ludzi. Nagle poczułem, że jeden się do mnie zbliża, za to w promieniu dwustu metrów wyczułem posiłki.
- Ej! Tak ty, do ciebie mówię! - Wykrzyczał ten, który do mnie podszedł.
Po odznaczeniach i postawie wyczułem, że był kimś ważnym, nie tak jak generał, który stał obok Setha, ale to był może jego zastępca? Od podszedł do mnie z karabinem w ręku i podłożył mi go pod szyję. Jakiś czas później przeskanował mnie śmiesznym urządzeniem i stwierdził, że jestem potworem. Przyznam, że to stwierdzenie bardzo mnie rozśmieszyło. Zacząłem się śmiać w najlepsze. Już wiem, dlaczego wampiry od wieków przebywały wśród ludzi.
- Co cię tak bawi?! - Wykrzyczał ponownie.
- Ja jestem potworem? A kto pierwszy zaatakował? - Podniosłem się i powiedziałem to w pewien sposób złowieszczym tonem.
Zacząłem powoli podchodzić do żołnierza, a ten spanikował i wystrzelił we mnie z broni. Na chwilę głowa poszła mi na bok, ale kiedy tylko wróciła na miejsce wszyscy ludzie zaczęli wykrzykiwać: Potwór!. Kiwnąłem na Setha, bo generał już zabierał się do strzału. Smok szybko uporał się z tym i podbiegliśmy do siebie stając plecami.
- Gotowy? Ty bierzesz tych z bliska, a ja cie będę osłaniał. - Powiedziałem do Setha wreszcie otwierając oczy. - i nie zmieniaj się w smoka, nadciąga tutaj cały szwadron. - Dodałem.
O razu zabraliśmy się do roboty. Seth za pomocą swojej Khakkhary, a ja używając mocy kontrolowania materii rozszczepiałem ludzi.
[...] W ten sposób zostało około dwudziestu ludzi, a co najmniej 15 osób zwiało. Został generał, jego zastępca i pewnie porucznicy.
Seth? Alem się rozpisał xD
niedziela, 13 lipca 2014
2. Admin
Uwaga! Dostałem 6 zgłoszeń na drugiego admina bloga! Jedno było od członka naszego bloga - Setha, za bo bardzo dziękuję.
Jako, że dostałem potwierdzenie uczciwości tylko trzech osób, miałem bardzo łatwy wybór.
Wszem i wobec mogę ogłosić, że 2. administratorem, a raczej administratorką, zostaje graczka (na howrse) Hafaza. (Lub jak kto woli Seth)
O teraz wysyłajcie do niej wszystkie opowiadania i tak dalej. Ja tylko odpiszę na swoje i jadę na obozik ^^ Nie będzie mnie do 26. ogółem to tyle.
~Kastiel. Dziękuję i gratuluję, liczę na owocną współpracę ^^
Kontakt do niej:
(howrse.pl) Hafaza
(email) saladira13@gmail.com
Od Setha C.d. Nimirelii
Uśmiechnąłem się niechętnie i nagle uderzyło mnie, że ta dziewczyna
wydaje mi się... znajoma. Czy to szósty zmysł, czy po prostu przeczucie,
już po chwili wiedziałem. Zrobiłem wielkie oczy i gdyby nie cień, który
natychmiast stanął mi na drodze, zapewne ruszyłbym na nią.
- TY jesteś smokiem!? - warknąłem wściekły.
No jasne! Zielone włosy, oczy, nietypowa aura i ta dziwna bliskość. Dziewczyna wydawała się lekko zaskoczona. Odeszła na bezpieczną odległość.
- Masz z tym jakiś problem?
Odepchnąłem cień ze wściekłym grymasem. Drań się jednak nie poddawał. Zastanowiłem się nagle dlaczego tak ją broni?
- Nie możesz jej zaatakować. To byłoby... nierozsądne. Zapominasz, że wojna dawno się skończyła. - powiedział, irytująco drażniącym głosem.
- Skończyła się, to prawda. Ale nie mam zamiaru tolerować kogoś, kto był po przeciwnej stronie konfliktu. A ona nie wygląda mi na smoka z klanu piorunów! - wykrzyknąłem, krążąc wokół niczym rozjuszone zwierzę.
- Jeśli Kastiel dowie się o tym, będziesz miał problemy. Wystarczy nam ofiar które dostarczają ludzie, codziennie zabijając naszych. Nie pomagaj im. - tłumaczył mi.
Nie powiem, byłam zdumiony jego racjonalnością. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywał, ale akurat on był dość zmienny. Zależnie jak wiatr zawiał, mógł cię zabić a potem jednak wyciągnąć z największej matni. Uspokoiłem się nieco, ale nadal wolałem utrzymywać bezpieczny dystans.
- Wybacz. Wciąż źle wspominam przeszłą wojnę między smokami. - powiedziałem nie widząc czy to ją przekona.
Sam siebie ledwo przekonywałem. Poza tym zawsze mogłem wepchnąć ją do gorących źródeł.
Nimerilia?
- TY jesteś smokiem!? - warknąłem wściekły.
No jasne! Zielone włosy, oczy, nietypowa aura i ta dziwna bliskość. Dziewczyna wydawała się lekko zaskoczona. Odeszła na bezpieczną odległość.
- Masz z tym jakiś problem?
Odepchnąłem cień ze wściekłym grymasem. Drań się jednak nie poddawał. Zastanowiłem się nagle dlaczego tak ją broni?
- Nie możesz jej zaatakować. To byłoby... nierozsądne. Zapominasz, że wojna dawno się skończyła. - powiedział, irytująco drażniącym głosem.
- Skończyła się, to prawda. Ale nie mam zamiaru tolerować kogoś, kto był po przeciwnej stronie konfliktu. A ona nie wygląda mi na smoka z klanu piorunów! - wykrzyknąłem, krążąc wokół niczym rozjuszone zwierzę.
- Jeśli Kastiel dowie się o tym, będziesz miał problemy. Wystarczy nam ofiar które dostarczają ludzie, codziennie zabijając naszych. Nie pomagaj im. - tłumaczył mi.
Nie powiem, byłam zdumiony jego racjonalnością. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywał, ale akurat on był dość zmienny. Zależnie jak wiatr zawiał, mógł cię zabić a potem jednak wyciągnąć z największej matni. Uspokoiłem się nieco, ale nadal wolałem utrzymywać bezpieczny dystans.
- Wybacz. Wciąż źle wspominam przeszłą wojnę między smokami. - powiedziałem nie widząc czy to ją przekona.
Sam siebie ledwo przekonywałem. Poza tym zawsze mogłem wepchnąć ją do gorących źródeł.
Nimerilia?
piątek, 11 lipca 2014
Od Setha C.d. Kastiel
Gdy tylko odeszliśmy kawałek od obozu, a zapach smażonego mięsiwa i dymu z ogniska już do nas nie dochodził, zapytałem szeptem.
- Dlaczego nie możemy z nimi negocjować? W końcu to tylko ludzie. - powiedziałem, ale dla pewności obejrzałem się za siebie.
- Taaa... tylko ludzie. Ludzie, którzy bez wahania rozbili w pył Środkowe Podziemie. Ludzie uzbrojeni po zęby w broń, o której nawet ci się nie śniło! Oni nie chcą negocjować Seth. Jest jedna zasada której się trzymają. Czego nie znasz, tego się boisz, a czego się boisz, to niszczysz.
Przystanąłem zaskoczony. Jakże chciałem odpocząć od wojen i bezsensownych rzezi. Najwyraźniej jednak los chciał inaczej. My smoki, swego czasu wyznawaliśmy podobne zasady. Na szczęście to już minęło. Nie chciałem mimo wszystko mówić mu, że zupełnie nie zgadzam się z tą teorią. W swoim czasie miałem zamiar przeprowadzić własny zwiad. Tymczasem jednak musieliśmy iść dalej. Ruszyłem pewniej i szybciej, gdyż przez przemyślenia zostałem nieco z tyłu. Nagle usłyszałem głośny szczęk metalu. Coś jak "Pstryk" i cisza. Skrzywiłem się i rozejrzałem.
- Kastiel... - wyszeptałem. - Chyba w coś... - nie dokończyłem, gdyż zaraz potem rozwyły się syreny alarmowe.
Uniosłem ręce do uszu. Jeszcze nigdy nie słyszałem podobnego jazgotu! Na Bogów! Cóż mógł tworzyć takie okropieństwo?! Nie dane mi było zbadać, gdyż z lasu zaczynali wychodzić uzbrojeni ludzie. Wykrzykiwali jakieś polecenia, ale przez hałas nic nie słyszałem. Czułem, że jeśli się ruszę, to coś na co nadepnąłem wybuchnie. Zastanawiając się czy zdążę przybrać formę smoka, przyjąłem z trudem postawę obronną.
- Otoczyć go! I niech ktoś mi wyłączy tą cholerną syrenę! - warknął jeden z nich celując mi w pierś z długiej, dziwnej rurki. - No proszę. Co też przywiało cię bratku do nas? - zapytał z paskudnym uśmiechem.
Wyglądał nie młodo. Miał lekko przerzedzone, brązowe włosy, haczykowaty nos i bystre, zielone oczy. Przez twarz przechodziła paskudna, stara blizna. Zaczynała się od czoła i biegła w dół do policzka. Ubrany był w strój wojskowy którego zieleń idealnie zlewała się z lasem. Do niego podszedł drugi mężczyzna, a raczej młody chłopak. Mógł mieć nie więcej niż 17-18 lat. Skierował na mnie jakieś urządzenie.
- Generale. On nie jest człowiekiem.
Kastiel?
- Dlaczego nie możemy z nimi negocjować? W końcu to tylko ludzie. - powiedziałem, ale dla pewności obejrzałem się za siebie.
- Taaa... tylko ludzie. Ludzie, którzy bez wahania rozbili w pył Środkowe Podziemie. Ludzie uzbrojeni po zęby w broń, o której nawet ci się nie śniło! Oni nie chcą negocjować Seth. Jest jedna zasada której się trzymają. Czego nie znasz, tego się boisz, a czego się boisz, to niszczysz.
Przystanąłem zaskoczony. Jakże chciałem odpocząć od wojen i bezsensownych rzezi. Najwyraźniej jednak los chciał inaczej. My smoki, swego czasu wyznawaliśmy podobne zasady. Na szczęście to już minęło. Nie chciałem mimo wszystko mówić mu, że zupełnie nie zgadzam się z tą teorią. W swoim czasie miałem zamiar przeprowadzić własny zwiad. Tymczasem jednak musieliśmy iść dalej. Ruszyłem pewniej i szybciej, gdyż przez przemyślenia zostałem nieco z tyłu. Nagle usłyszałem głośny szczęk metalu. Coś jak "Pstryk" i cisza. Skrzywiłem się i rozejrzałem.
- Kastiel... - wyszeptałem. - Chyba w coś... - nie dokończyłem, gdyż zaraz potem rozwyły się syreny alarmowe.
Uniosłem ręce do uszu. Jeszcze nigdy nie słyszałem podobnego jazgotu! Na Bogów! Cóż mógł tworzyć takie okropieństwo?! Nie dane mi było zbadać, gdyż z lasu zaczynali wychodzić uzbrojeni ludzie. Wykrzykiwali jakieś polecenia, ale przez hałas nic nie słyszałem. Czułem, że jeśli się ruszę, to coś na co nadepnąłem wybuchnie. Zastanawiając się czy zdążę przybrać formę smoka, przyjąłem z trudem postawę obronną.
- Otoczyć go! I niech ktoś mi wyłączy tą cholerną syrenę! - warknął jeden z nich celując mi w pierś z długiej, dziwnej rurki. - No proszę. Co też przywiało cię bratku do nas? - zapytał z paskudnym uśmiechem.
Wyglądał nie młodo. Miał lekko przerzedzone, brązowe włosy, haczykowaty nos i bystre, zielone oczy. Przez twarz przechodziła paskudna, stara blizna. Zaczynała się od czoła i biegła w dół do policzka. Ubrany był w strój wojskowy którego zieleń idealnie zlewała się z lasem. Do niego podszedł drugi mężczyzna, a raczej młody chłopak. Mógł mieć nie więcej niż 17-18 lat. Skierował na mnie jakieś urządzenie.
- Generale. On nie jest człowiekiem.
Kastiel?
Od Nimirelii C.d. Seth
- Mówią na mnie Lullaby. - przedstawiam się i gaszę magiczny ognik,
którym sobie dotąd przyświecałam. Teraz jego wątłe światełko nic mi nie
da, po za tym fosforyzujące grzyby (których, nawiasem mówiąc, ostatnio
tu nie było...) sprawdzają się znacznie lepiej.
W półmroku i wśród kłębów pary nie mogę zobaczyć z takiej odległości z kim dokładnie mam do czynienia. Zwłaszcza, że grzyby oświetlają Setha od tyłu. Wydaje mi się też, że oprócz niego jest tam ktoś jeszcze.
- A sprowadza mnie tu to, co zwabiłoby każdego ognistego smoka. - kontynuuję z lekkim uśmiechem, powoli zbliżając się do niewyraźnej postaci. Ani na chwilę nie spuszczam jej z oczu. Z każdym krokiem robi się coraz wyraźniejsza i w końcu staję twarzą w twarz z ciemnowłosym chłopakiem. Towarzyszy mu dziwny cień. Nie wydają się wrogo nastawieni, ale wiem dobrze, że pozory często mylą. Instynktownie przygotowuję się więc do wykonania uniku i odparcia ewentualnego ataku.
- Wydaje się, że to miejsce nie jest jednak tak do końca zapomniane. - stwierdzam, przystając. - W końcu my wiemy jak tu trafić.
- Prawdopodobnie od wieków nikt tu nie zaglądał. Jesteśmy pierwsi. - oznajmia Seth, chowając miecz. Jestem ciekawa po co w ogóle go wyciągał.
Czyżbym wyglądała aż tak groźnie?, zastanawiam się z rozbawieniem. Wciąż uważnie przyglądam się mojemu rozmówcy, próbując określić dlaczego jego twarz wydaje mi się znajoma. Zapewne po prostu kiedyś go gdzieś widziałam i jakoś tak wyszło, że go zapamiętałam. W końcu całkiem przystojny jest... Nie żeby coś.
- Właściwie to dobrze. - wzruszam ramionami i uśmiecham się. - Dzięki temu to miejsce ma swój urok. Gdyby oblegały je tłumy, zupełnie nie opłacałoby się tu przychodzić, nieprawdaż?
<Seth? :3>
W półmroku i wśród kłębów pary nie mogę zobaczyć z takiej odległości z kim dokładnie mam do czynienia. Zwłaszcza, że grzyby oświetlają Setha od tyłu. Wydaje mi się też, że oprócz niego jest tam ktoś jeszcze.
- A sprowadza mnie tu to, co zwabiłoby każdego ognistego smoka. - kontynuuję z lekkim uśmiechem, powoli zbliżając się do niewyraźnej postaci. Ani na chwilę nie spuszczam jej z oczu. Z każdym krokiem robi się coraz wyraźniejsza i w końcu staję twarzą w twarz z ciemnowłosym chłopakiem. Towarzyszy mu dziwny cień. Nie wydają się wrogo nastawieni, ale wiem dobrze, że pozory często mylą. Instynktownie przygotowuję się więc do wykonania uniku i odparcia ewentualnego ataku.
- Wydaje się, że to miejsce nie jest jednak tak do końca zapomniane. - stwierdzam, przystając. - W końcu my wiemy jak tu trafić.
- Prawdopodobnie od wieków nikt tu nie zaglądał. Jesteśmy pierwsi. - oznajmia Seth, chowając miecz. Jestem ciekawa po co w ogóle go wyciągał.
Czyżbym wyglądała aż tak groźnie?, zastanawiam się z rozbawieniem. Wciąż uważnie przyglądam się mojemu rozmówcy, próbując określić dlaczego jego twarz wydaje mi się znajoma. Zapewne po prostu kiedyś go gdzieś widziałam i jakoś tak wyszło, że go zapamiętałam. W końcu całkiem przystojny jest... Nie żeby coś.
- Właściwie to dobrze. - wzruszam ramionami i uśmiecham się. - Dzięki temu to miejsce ma swój urok. Gdyby oblegały je tłumy, zupełnie nie opłacałoby się tu przychodzić, nieprawdaż?
<Seth? :3>
czwartek, 10 lipca 2014
Od Kastiela C.d. Seth
- Na Zachód. - Wskazałem dłonią kierunek.
Seth tylko przytaknął z poważna miną i ruszyliśmy.
Jak na razie nie potrzebowaliśmy kryjówek ani przechodzenia cieniem. Mój nos, a w końcu jako wampir mam bardzo czuły węch, nie wyczuł żadnej istoty żyjącej poza Sethem. Szliśmy więc tak spokojnie. Nagle poczułem to. Zatrzymałem się gwałtownie tak, że Seth przypadkowo na mnie wpadł. Kiedy on rozmasowywał obolały nos ja wskoczyłem na większą skałę i się rozejrzałem. Tak jak czułem - to był obóz ludzi.
- Seth... - Wyszeptałem.
Machnął ręką, aby do mnie dołączył. On również dostał się na skałę.
- Wow... ile ludzi... - Wymamrotał jakby do siebie.
Nic nie mówiłem tylko uśmiechnąłem się pod nosem, a moje oczy zrobiły się czerwone.
- Idziemy dalej czy do ludzi? - Spytałem patrząc w jego stronę.
On również spojrzał w moja stronę, ale z wielkim zdziwieniem.
- Daj spokój, żartowałem. - Podniosłem ręce i zeskoczyłem z głazu.
Ups... Przypadkowo potrąciłem jeden z mniejszych kamieni, a ten zaczął spadać w stronę ludzi. Seth się temu przyglądał, a ja prychnąłem niezadowolony. Uniosłem rękę i po chwili po kamieniu nie było śladu.
- Chodźże już. - Powiedziałem.
Seth?
Seth tylko przytaknął z poważna miną i ruszyliśmy.
Jak na razie nie potrzebowaliśmy kryjówek ani przechodzenia cieniem. Mój nos, a w końcu jako wampir mam bardzo czuły węch, nie wyczuł żadnej istoty żyjącej poza Sethem. Szliśmy więc tak spokojnie. Nagle poczułem to. Zatrzymałem się gwałtownie tak, że Seth przypadkowo na mnie wpadł. Kiedy on rozmasowywał obolały nos ja wskoczyłem na większą skałę i się rozejrzałem. Tak jak czułem - to był obóz ludzi.
- Seth... - Wyszeptałem.
Machnął ręką, aby do mnie dołączył. On również dostał się na skałę.
- Wow... ile ludzi... - Wymamrotał jakby do siebie.
Nic nie mówiłem tylko uśmiechnąłem się pod nosem, a moje oczy zrobiły się czerwone.
- Idziemy dalej czy do ludzi? - Spytałem patrząc w jego stronę.
On również spojrzał w moja stronę, ale z wielkim zdziwieniem.
- Daj spokój, żartowałem. - Podniosłem ręce i zeskoczyłem z głazu.
Ups... Przypadkowo potrąciłem jeden z mniejszych kamieni, a ten zaczął spadać w stronę ludzi. Seth się temu przyglądał, a ja prychnąłem niezadowolony. Uniosłem rękę i po chwili po kamieniu nie było śladu.
- Chodźże już. - Powiedziałem.
Seth?
Od Setha C.d. Nimirelii
- Co mam zrobić?! Nie ma mowy! - oburzyłem się porządnie, widząc cienistą postać sunącą w moją stronę.
W dość sporej jaskini był nas zbyt wielu. Dziś wyjątkowo dali mi się we znaki. Na prawdę nie mogłem pobyć nieco sam!? A teraz co gorsza jeden z nich ubzdurał sobie, że mnie czegoś nauczy. Wolne żarty... Machnąłem mu ręką przed nosem i zbliżyłem się do gorących źródeł. Niedawno odkryłem to iście magiczne miejsce. Musiało być nieużywane przez lata gdyż korytarze prowadzące do niego były w opłakanym stanie. Wczoraj odkopałem jeden dodatkowy, aby łatwiej mi było tu schodzić. Jaskinia ciągnęła się daleko w głąb. Podłoga podzielona została na kilka sporych basenów o różnych kształtach. Ściany porastał grzyb a ja wiedziałem, że jeśli dodam do niego nieco siarki zacznie świecić na zielono. Dawno temu mój klan używał takich u siebie. Dlatego pewnie poczułem się tu niemal... jak w domu. Westchnąłem, dotykając gorącej tafli wody. Nieco duszące opary unosiły się z wody.
- Gdybym przyniósł z sobą zioła, zrobiłbym niezłą kąpiel. - powiedziałem do stojącego nieopodal cienia.
Odetchnąłem z ulgą gdy spostrzegłem, że został już tylko jeden. Oczywiście, ten sam który towarzyszył mi zawsze, od kiedy pamiętam. Nie mam pojęcia jak go rozpoznaję. W końcu inne istoty są właściwie identyczne, ale jednak, zawsze nieomylnie wiem z kim mam do czynienia. Będę musiał mu kiedyś naleźć jakieś imię.
- Nie powinieneś się zajmować takimi błahostkami. - wymruczał, sunąc nad wodą.
I znowu to samo. Za każdym razem gdy się odzywał czułem jakby ktoś pazurami orał szybę. Irytujące...
- A co niby mam robić? Póki co, nic się nie dzieje. Nie chcę bezmyślnie zabijać ludzi. - wzruszyłem ramionami i wstałem.
Dopiero teraz spostrzegłem, że nie jestem sam. Nieopodal przy przejściu którego jeszcze nie zbadałem stała dziewczyna o intensywnie zielonych włosach. Interesujący kolor, nie powiem. Mimo wszystko dobyłem Khakkharę gdyż z bronią czułem się nieco pewniej.
- Witam. Jestem Seth. Co cię sprowadza w to zapomniane przez wszystkich miejsce? - zapytałem, siląc się na uśmiech.
Nie wyszło i wyglądałem jakby ktoś dał mi w brzuch. Przynajmniej tak pomyślałem widząc minę cienia. Pewnie miał niezły ubaw.
<Lullaby?>
W dość sporej jaskini był nas zbyt wielu. Dziś wyjątkowo dali mi się we znaki. Na prawdę nie mogłem pobyć nieco sam!? A teraz co gorsza jeden z nich ubzdurał sobie, że mnie czegoś nauczy. Wolne żarty... Machnąłem mu ręką przed nosem i zbliżyłem się do gorących źródeł. Niedawno odkryłem to iście magiczne miejsce. Musiało być nieużywane przez lata gdyż korytarze prowadzące do niego były w opłakanym stanie. Wczoraj odkopałem jeden dodatkowy, aby łatwiej mi było tu schodzić. Jaskinia ciągnęła się daleko w głąb. Podłoga podzielona została na kilka sporych basenów o różnych kształtach. Ściany porastał grzyb a ja wiedziałem, że jeśli dodam do niego nieco siarki zacznie świecić na zielono. Dawno temu mój klan używał takich u siebie. Dlatego pewnie poczułem się tu niemal... jak w domu. Westchnąłem, dotykając gorącej tafli wody. Nieco duszące opary unosiły się z wody.
- Gdybym przyniósł z sobą zioła, zrobiłbym niezłą kąpiel. - powiedziałem do stojącego nieopodal cienia.
Odetchnąłem z ulgą gdy spostrzegłem, że został już tylko jeden. Oczywiście, ten sam który towarzyszył mi zawsze, od kiedy pamiętam. Nie mam pojęcia jak go rozpoznaję. W końcu inne istoty są właściwie identyczne, ale jednak, zawsze nieomylnie wiem z kim mam do czynienia. Będę musiał mu kiedyś naleźć jakieś imię.
- Nie powinieneś się zajmować takimi błahostkami. - wymruczał, sunąc nad wodą.
I znowu to samo. Za każdym razem gdy się odzywał czułem jakby ktoś pazurami orał szybę. Irytujące...
- A co niby mam robić? Póki co, nic się nie dzieje. Nie chcę bezmyślnie zabijać ludzi. - wzruszyłem ramionami i wstałem.
Dopiero teraz spostrzegłem, że nie jestem sam. Nieopodal przy przejściu którego jeszcze nie zbadałem stała dziewczyna o intensywnie zielonych włosach. Interesujący kolor, nie powiem. Mimo wszystko dobyłem Khakkharę gdyż z bronią czułem się nieco pewniej.
- Witam. Jestem Seth. Co cię sprowadza w to zapomniane przez wszystkich miejsce? - zapytałem, siląc się na uśmiech.
Nie wyszło i wyglądałem jakby ktoś dał mi w brzuch. Przynajmniej tak pomyślałem widząc minę cienia. Pewnie miał niezły ubaw.
<Lullaby?>
Od Nimirelii
Biegnę. Las jest gęsty, wiem, że coś w nim na mnie czyha. A teraz patrzy. Czuję na sobie jego wzrok.
Nie mogę zejść ze ścieżki. Powoli zaczynam opadać z sił, ale muszę biec dalej. Nie mogę dać się złapać.
Są tuż za mną. Dlaczego nie mogę zmienić postaci? Magia nie chce mnie słuchać! Słyszę ujadanie psów. A może to wcale nie psy?
Przed sobą dostrzegam jaskinię. Moje leże, ratunek! Wbiegam do niej szybko, nie zastanawiając się skąd się tu wzięła.
Udaje mi się zmienić postać! Przyczajam się, czekając na zbliżający się pościg. Teraz nie maja ze mną szans. Psy słychać coraz głośniej i głośniej. A oprócz tego słyszę także świszczący, chrapliwy oddech. Charkot. On również się zbliża. Powoli, bardzo powoli. Co to może być? I skąd nadejdzie? Na pewno nie towarzyszy pościgowi.
Podrywam gwałtownie łeb, nagle doznając olśnienia. To jest tutaj, ze mną! Ostrożnie oglądam się za siebie. Czuję strach, jakiego dawno nie przyszło mi czuć. Dostrzegam to. W ciemności po mojej lewej coś się na mnie czai. Przez ułamek sekundy, który trwa dla mnie niemalże wieczność, patrzę w pomarańczowe ślepia. Potem rzuca się na mnie, zatapia szpony w moim karku. Szarpię się, chcę go strząsnąć. Nie potrafię.
Upadam, gdy kilka owczarków wpada do jaskini. Dogonili mnie...
Z przytłumionym wrzaskiem wyrywam się ze snu, zgrzytając szponami o kamienną posadzkę. Podrywam szybko łeb i przez chwilę rozglądam się czujnie po moim leżu, szukając stwora z mojego snu. Oddycham z ulgą. Na szczęście nie ma tu ani jego ani psów i ich właścicieli.
Przeciągam się z głośnym westchnieniem, szczerze rozbawiona swoją reakcją na koszmar. Przez chwilę mam zamiar iść spać dalej, ale po krótkiej chwili zastanowienia postanawiam wybrać się nad gorące źródła, które znajdują się w jaskiniach pod Zachodnim Podziemiem. Jestem tu od niedawna, ale już zdążyłam pokochać to miejsce. Bardzo często tam bywam. Gorącą kąpielą rekompensuję sobie brak możliwości wygrzewania się na słońcu. Po za tym rzadko zdarza się, że pojawia się tam ktoś jeszcze, więc mam większy spokój niż tutaj.
Zmieniam postać i niespiesznie doprowadzam się do porządku. Sprawdzam jeszcze magiczne zabezpieczenia przed nieproszonymi gośćmi i wychodzę.
Wąskie i ciasne korytarze, które prowadzą do gorących źródeł na dole, są bardzo zapuszczone. Skała kruszy się, a ściany pokryte są pajęczynami i jakimś dziwnym grzybem. Rzadko kiedy można tu kogoś spotkać. Dziś jednak jest inaczej.
Ciche echo czyjegoś głosu uświadamia mi, że nie jestem sama. Przyspieszam, by dogonić tego kogoś. Jestem bardzo ciekawa kto to. W sumie nie miałam jeszcze okazji (chęci też nie) poznać mieszkańców tej części podziemi. Miło by było to w końcu zmienić. Mam też nadzieję, że ta istota nie obrzydzi mi wizyt w jaskiniach pod Zachodnim Podziemiem i uda mi się z nią jakoś dogadać, jeśli ona również okaże się być stałym bywalcem źródeł.
<Skończy ktoś? :3>
Nie mogę zejść ze ścieżki. Powoli zaczynam opadać z sił, ale muszę biec dalej. Nie mogę dać się złapać.
Są tuż za mną. Dlaczego nie mogę zmienić postaci? Magia nie chce mnie słuchać! Słyszę ujadanie psów. A może to wcale nie psy?
Przed sobą dostrzegam jaskinię. Moje leże, ratunek! Wbiegam do niej szybko, nie zastanawiając się skąd się tu wzięła.
Udaje mi się zmienić postać! Przyczajam się, czekając na zbliżający się pościg. Teraz nie maja ze mną szans. Psy słychać coraz głośniej i głośniej. A oprócz tego słyszę także świszczący, chrapliwy oddech. Charkot. On również się zbliża. Powoli, bardzo powoli. Co to może być? I skąd nadejdzie? Na pewno nie towarzyszy pościgowi.
Podrywam gwałtownie łeb, nagle doznając olśnienia. To jest tutaj, ze mną! Ostrożnie oglądam się za siebie. Czuję strach, jakiego dawno nie przyszło mi czuć. Dostrzegam to. W ciemności po mojej lewej coś się na mnie czai. Przez ułamek sekundy, który trwa dla mnie niemalże wieczność, patrzę w pomarańczowe ślepia. Potem rzuca się na mnie, zatapia szpony w moim karku. Szarpię się, chcę go strząsnąć. Nie potrafię.
Upadam, gdy kilka owczarków wpada do jaskini. Dogonili mnie...
Z przytłumionym wrzaskiem wyrywam się ze snu, zgrzytając szponami o kamienną posadzkę. Podrywam szybko łeb i przez chwilę rozglądam się czujnie po moim leżu, szukając stwora z mojego snu. Oddycham z ulgą. Na szczęście nie ma tu ani jego ani psów i ich właścicieli.
Przeciągam się z głośnym westchnieniem, szczerze rozbawiona swoją reakcją na koszmar. Przez chwilę mam zamiar iść spać dalej, ale po krótkiej chwili zastanowienia postanawiam wybrać się nad gorące źródła, które znajdują się w jaskiniach pod Zachodnim Podziemiem. Jestem tu od niedawna, ale już zdążyłam pokochać to miejsce. Bardzo często tam bywam. Gorącą kąpielą rekompensuję sobie brak możliwości wygrzewania się na słońcu. Po za tym rzadko zdarza się, że pojawia się tam ktoś jeszcze, więc mam większy spokój niż tutaj.
Zmieniam postać i niespiesznie doprowadzam się do porządku. Sprawdzam jeszcze magiczne zabezpieczenia przed nieproszonymi gośćmi i wychodzę.
Wąskie i ciasne korytarze, które prowadzą do gorących źródeł na dole, są bardzo zapuszczone. Skała kruszy się, a ściany pokryte są pajęczynami i jakimś dziwnym grzybem. Rzadko kiedy można tu kogoś spotkać. Dziś jednak jest inaczej.
Ciche echo czyjegoś głosu uświadamia mi, że nie jestem sama. Przyspieszam, by dogonić tego kogoś. Jestem bardzo ciekawa kto to. W sumie nie miałam jeszcze okazji (chęci też nie) poznać mieszkańców tej części podziemi. Miło by było to w końcu zmienić. Mam też nadzieję, że ta istota nie obrzydzi mi wizyt w jaskiniach pod Zachodnim Podziemiem i uda mi się z nią jakoś dogadać, jeśli ona również okaże się być stałym bywalcem źródeł.
<Skończy ktoś? :3>
poniedziałek, 7 lipca 2014
Od Josephine C.d. Kastiel
Na to określenie sztuczności nie zdenerwowała się i milczała, a on
wytłumaczył się w samą porę. Uważnie słuchała jego słów i kolejne
podobieństwo do ojca. Kto by pomyślał, że jej ojciec był praktycznie
taki sam jak ona. Teraz gdy pomyśli o swych braciach to dochodzi do
wniosku, iż o wiele bardziej wrodzili się w matkę. No chyba, że w tym co
ją zgwałcił.
- To trochę zabawne, gdy dowiaduje się o swym ojcu tylu rzeczy od kogoś prawie obcego. A ponad to, był żywy do jakiegoś czasu i mógł mi poopowiadać o sobie.
Zauważyła z lekkim zamyśleniem, lecz zaraz wróciła do myślami na miejsce.
- Uważasz, że mogłabym? Cóż, nigdy nie próbowałam, więc nie wiem jak by mi to szło. Poza tym, zazwyczaj miłość zmienia wszystko.
Uśmiechnęła się delikatnie. Skoro ojciec przestał, gdy poznał matkę to co tu dużo gadać? To właśnie to uczucie popycha wszystkich do różnych decyzji.
Kastiel?
- To trochę zabawne, gdy dowiaduje się o swym ojcu tylu rzeczy od kogoś prawie obcego. A ponad to, był żywy do jakiegoś czasu i mógł mi poopowiadać o sobie.
Zauważyła z lekkim zamyśleniem, lecz zaraz wróciła do myślami na miejsce.
- Uważasz, że mogłabym? Cóż, nigdy nie próbowałam, więc nie wiem jak by mi to szło. Poza tym, zazwyczaj miłość zmienia wszystko.
Uśmiechnęła się delikatnie. Skoro ojciec przestał, gdy poznał matkę to co tu dużo gadać? To właśnie to uczucie popycha wszystkich do różnych decyzji.
Kastiel?
Od Sky C.d. Lestat
Popatrzyłam się na niego i uświadomiłam sobie.
DZIWNY JEST.
- Jestem szpiegiem zachodniego podziemia. Muszę śledzić tych ludzi i zdać raport szefowi.
- Czym jesteś? - zapytał spokojnie.
- Tym czym ty jesteś.
Uniósł brwi.
- Niezgadłbym.
Wzruszyłam ramoonami.
- Bo nigdy nie daję tego po sobie poznać.
Zaśmiał się szyderczo.
- A może wiedziałem?
- To fajnie, ale ja już muszę lecieć.
I wyszłam zostawiając Lestata, albo inaczej dziwnego kolesia.
Zaczełam skradac się w stronę osady.
Wida skapywała z liści prosto na mnie.
Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię i obraca.
<Lestat? Napisałeś więcej tłumacząc się, ale okay. Po prostu inaczej piszemy, ale spróbuję lepiej>
DZIWNY JEST.
- Jestem szpiegiem zachodniego podziemia. Muszę śledzić tych ludzi i zdać raport szefowi.
- Czym jesteś? - zapytał spokojnie.
- Tym czym ty jesteś.
Uniósł brwi.
- Niezgadłbym.
Wzruszyłam ramoonami.
- Bo nigdy nie daję tego po sobie poznać.
Zaśmiał się szyderczo.
- A może wiedziałem?
- To fajnie, ale ja już muszę lecieć.
I wyszłam zostawiając Lestata, albo inaczej dziwnego kolesia.
Zaczełam skradac się w stronę osady.
Wida skapywała z liści prosto na mnie.
Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię i obraca.
<Lestat? Napisałeś więcej tłumacząc się, ale okay. Po prostu inaczej piszemy, ale spróbuję lepiej>
Od Setha C.d. Kastiel
Seth rozglądał się wokół z miną męczennika. Taaak, zdecydowanie sporo go
ominęło. Kiedyś wszystko wyglądało inaczej. Zastanawiał się czy gdyby
jego arogancka rasa nie zachowała się w ten sposób, gdyby nie byli tak
zajęci eliminowaniem własnej rasy, to może... może Środkowe Podziemie
nie zostałoby zdobyte? Szybko jednak pozbył się dręczących myśli. Nie
pora ani miejsce były na to. Tymczasem z wysokości kilkunastu metrów
wszystko wyglądało jeszcze gorzej.
- Dlaczego ludzie nie pilnują tego miejsca? - zapytał nagle i zamachał nerwowo rękami.
Nie był przyzwyczajony do latania bez skrzydeł. Ale nie mógł powiedzieć, żeby mu się to nie podobało.
- Dlatego właśnie kazałem ci zgasić pochodnię. - wyszeptał nagle Dowódca. - I jakbyś mógł, staraj się nie krzyczeć. Kto wie co czai się w mroku.
Seth westchnął ale posłuchał. Wolał nie ryzykować, że za jego sprawą popadną w kłopoty. Poza tym, strasznie ciągło go do otwartych przestrzeni. Nie pamiętał właściwie kiedy ostatnio zobaczył niebo, poczuł delikatny wiatr na skórze. Uśmiechnął się lekko i zamknął oczy z zachwytem. Odetchnął pełną piersią i nagle zachwiał się, gdy poczuł pod stopami stały grunt. Natychmiast stał się czujny. W końcu wylecieli z wielkiej wyrwy w ziemi. Teraz pozostało już tylko dotarcie do kolejnego wejścia prowadzącego w głąb Podziemi. Nie spieszno mu jednak było do tego. Chciał jeszcze trochę pobyć w lesie. Usłyszał najróżniejsze odgłosy nocy o których już zapomniał. Krzątaninę zwierząt i cykanie świerszczy. Gdzieś w oddali musiał być staw, gdyż żaby rozpoczynały koncert.
- W którą stronę teraz? - zapytał szeptem.
Starał się dostrzec coś w iście egipskich ciemnościach, ale póki nie był pod postacią smoka miał bardziej ludzkie oczy.
Kastiel?
- Dlaczego ludzie nie pilnują tego miejsca? - zapytał nagle i zamachał nerwowo rękami.
Nie był przyzwyczajony do latania bez skrzydeł. Ale nie mógł powiedzieć, żeby mu się to nie podobało.
- Dlatego właśnie kazałem ci zgasić pochodnię. - wyszeptał nagle Dowódca. - I jakbyś mógł, staraj się nie krzyczeć. Kto wie co czai się w mroku.
Seth westchnął ale posłuchał. Wolał nie ryzykować, że za jego sprawą popadną w kłopoty. Poza tym, strasznie ciągło go do otwartych przestrzeni. Nie pamiętał właściwie kiedy ostatnio zobaczył niebo, poczuł delikatny wiatr na skórze. Uśmiechnął się lekko i zamknął oczy z zachwytem. Odetchnął pełną piersią i nagle zachwiał się, gdy poczuł pod stopami stały grunt. Natychmiast stał się czujny. W końcu wylecieli z wielkiej wyrwy w ziemi. Teraz pozostało już tylko dotarcie do kolejnego wejścia prowadzącego w głąb Podziemi. Nie spieszno mu jednak było do tego. Chciał jeszcze trochę pobyć w lesie. Usłyszał najróżniejsze odgłosy nocy o których już zapomniał. Krzątaninę zwierząt i cykanie świerszczy. Gdzieś w oddali musiał być staw, gdyż żaby rozpoczynały koncert.
- W którą stronę teraz? - zapytał szeptem.
Starał się dostrzec coś w iście egipskich ciemnościach, ale póki nie był pod postacią smoka miał bardziej ludzkie oczy.
Kastiel?
niedziela, 6 lipca 2014
Od Lestata- C.D Sky
Dziwna jest.
Zmierzyłem ją podejrzliwym spojrzeniem.
- Właściwie, jesteś... kim? Jakim mistykiem? Co tu robisz? Jakaś rola?- spytałem szybko, będąc podejrzliwy. To chyba nic dziwnego, nie?
<Sky?>
Wybacz, ze taki krótki, ale chyba tracę wenę, prowadząc rozmowę w taki sposób. Dość dziwny sposób. Chociaż chyba po prostu nie mogę pisać odpowiedzi Sky, bo nie umiem pisać jej odpowiedzi. Jej rozmowy. Rozumiesz? xD
sobota, 5 lipca 2014
Od Setha C.d. Argenta
Nieznajomy będący najwyraźniej władcą tego Podziemia, uśmiechnął się
samymi kącikami ust. Wydawał się starszy i zdystansowany. Nieco surowy z
wyglądu. Miał jednak zmarszczki śmiechu po czym można było sądzić, że
rzadziej się gniewa niż uśmiecha.
- Podejdź, nie bój się. - powiedział łagodnie.
Ubrany był w wygodny strój w kolorach jesiennych liści który pasował do jego brązowych oczu. Dziewczyna podeszła i również uklękła. Mężczyzna tymczasem prychnął jakby zdenerwowany, ale widać było, że takie oddanie szacunku bardzo mu odpowiadało. Pozwolił szybkim ruchem ręki powstać im obojgu.
- Co cię tu sprowadza...
- Argenta. - wtrącił szybko Seth.
Natychmiast czoło mężczyzny poprzecinały gniewne zmarszczki. Zmrużył niebezpiecznie oczy. Seth warknął coś cicho, ale nic nie powiedział, tylko spuścił głowę. Najwyraźniej wcale nie podobało mu się odpowiadanie przed kimkolwiek.
- Dobrze Argento. Co sprowadza cię do naszego Podziemia? - zapytał, ponownie nieco rozpogodzony.
- Uciekam i chciałabym prosić o azyl. - powiedziała szybko.
Władca pokiwał chwilę głową jakby zastanawiając się nad czymś. Mógł oczywiście wypytać ją o wszystko. Co tu robi? Skąd przybywa? Dlaczego chciano ją dopaść? Tylko niekoniecznie mu się chciało... Poza tym podziemie było wystarczające sporym miejscem aby każdy mógł w nim znaleźć swój kąt.
- Otrzymasz go. Będziesz mogła wybrać w której części zamieszkać. Mamy podział na cztery strony świata. - powiedział władca i skinął lekko na stojącego nieopodal niewielkiego karzełka.
- To jest Otton. Odpowie na twoje wszystkie pytania i dostarczy ci możliwej pomocy. A teraz... - machnął lekceważąco ręką. - ... zostawcie mnie.
Argenta?
- Podejdź, nie bój się. - powiedział łagodnie.
Ubrany był w wygodny strój w kolorach jesiennych liści który pasował do jego brązowych oczu. Dziewczyna podeszła i również uklękła. Mężczyzna tymczasem prychnął jakby zdenerwowany, ale widać było, że takie oddanie szacunku bardzo mu odpowiadało. Pozwolił szybkim ruchem ręki powstać im obojgu.
- Co cię tu sprowadza...
- Argenta. - wtrącił szybko Seth.
Natychmiast czoło mężczyzny poprzecinały gniewne zmarszczki. Zmrużył niebezpiecznie oczy. Seth warknął coś cicho, ale nic nie powiedział, tylko spuścił głowę. Najwyraźniej wcale nie podobało mu się odpowiadanie przed kimkolwiek.
- Dobrze Argento. Co sprowadza cię do naszego Podziemia? - zapytał, ponownie nieco rozpogodzony.
- Uciekam i chciałabym prosić o azyl. - powiedziała szybko.
Władca pokiwał chwilę głową jakby zastanawiając się nad czymś. Mógł oczywiście wypytać ją o wszystko. Co tu robi? Skąd przybywa? Dlaczego chciano ją dopaść? Tylko niekoniecznie mu się chciało... Poza tym podziemie było wystarczające sporym miejscem aby każdy mógł w nim znaleźć swój kąt.
- Otrzymasz go. Będziesz mogła wybrać w której części zamieszkać. Mamy podział na cztery strony świata. - powiedział władca i skinął lekko na stojącego nieopodal niewielkiego karzełka.
- To jest Otton. Odpowie na twoje wszystkie pytania i dostarczy ci możliwej pomocy. A teraz... - machnął lekceważąco ręką. - ... zostawcie mnie.
Argenta?
piątek, 4 lipca 2014
Od Kastiela C.d. Seth
Właśnie byliśmy przed wejściem do środkowego Podziemia. Stali przed nami strażnicy.
- Kto tam?! - Krzyknął jeden wymachując włócznią w naszą stronę.
- Uważaj, bo przez ciebie komuś stanie się krzywda. - Podniosłem włócznie.
- Ten głos. - Wyszeptał strażnik poprawiając hełm na głowie i usiłując dojrzeć w ciemności moja postać.
Dopiero drugi ze strażników uderzył go w głowę.
- Rozum ci odjęło? - Szeptał. - To Dowódca, okaż szacunek! - Po raz kolejny uderzył go w głowę.
- Jesteś nowy? - Spytałem badając wzrokiem pierwszego strażnika. - Nie wyglądasz na silnego, będę musiał cię z kimś zamienić. - Wzruszyłem ramionami.
Pierwszy ze strażników pośpiesznie i nerwowo otworzył bramę. O dziwo miał dużo siły, ale był niski jak krasnolud oraz owłosiony jak wilkołak w czasie pełni. Jeszcze bardziej nerwowo stanął pod ścianą i zasalutował. Wolnym krokiem razem z Sethem przeszliśmy przez bramę.
Kiedy się za nami zamknęła Seth nie wytrzymał i od razu spytał.
- Po co pilnują Środkowego Podziemia i czemu tylko dwaj. - Obejrzał się za siebie, ale przez ciemność nic nie zobaczył.
- W Podziemiu mogą być ludzie, a tylko dwaj? Oni tylko pomagają. W całym ,,Środku" porządku pilnuje czterech wojowników, każdy z innego Podziemia. W naszym przypadku jest to jeden z moich przyjaciół, był moim zastępcą, ale zrezygnował i postanowił pilnować Środka. - Wytłumaczyłem.
- A jest silny? Jest gdzieś tutaj? - Seth znów zaczął się rozglądać.
- Zaraz po mnie jest najsilniejszym wojownikiem Północnego Podziemia. Gdzie jest? Kto wie... - Wzruszyłem ramionami.
Po chwili wyszliśmy z tunelu i znaleźliśmy się w wielkim pomieszczeniu. To był Środek. Stare, zrujnowane domu, sklepy, budynki, bałagan wszędzie, ale za to światło dawały świecące na turkusowo kryształy umieszczone w skałach.Co Setha zdziwiło, a raczej zaciekawiło najbardziej było to, że Środek nie miał dachu. Widać z niego było całe niebo.
- Zgaś pochodnię, idziemy Powierzchnią. - Powiedziałem i zacząłem się unosić w górze.
Kiedy Seth wyrzucił pochodnię jego także uniosłem. Kolejna z zalet mojej mocy.
Seth? x3
- Kto tam?! - Krzyknął jeden wymachując włócznią w naszą stronę.
- Uważaj, bo przez ciebie komuś stanie się krzywda. - Podniosłem włócznie.
- Ten głos. - Wyszeptał strażnik poprawiając hełm na głowie i usiłując dojrzeć w ciemności moja postać.
Dopiero drugi ze strażników uderzył go w głowę.
- Rozum ci odjęło? - Szeptał. - To Dowódca, okaż szacunek! - Po raz kolejny uderzył go w głowę.
- Jesteś nowy? - Spytałem badając wzrokiem pierwszego strażnika. - Nie wyglądasz na silnego, będę musiał cię z kimś zamienić. - Wzruszyłem ramionami.
Pierwszy ze strażników pośpiesznie i nerwowo otworzył bramę. O dziwo miał dużo siły, ale był niski jak krasnolud oraz owłosiony jak wilkołak w czasie pełni. Jeszcze bardziej nerwowo stanął pod ścianą i zasalutował. Wolnym krokiem razem z Sethem przeszliśmy przez bramę.
Kiedy się za nami zamknęła Seth nie wytrzymał i od razu spytał.
- Po co pilnują Środkowego Podziemia i czemu tylko dwaj. - Obejrzał się za siebie, ale przez ciemność nic nie zobaczył.
- W Podziemiu mogą być ludzie, a tylko dwaj? Oni tylko pomagają. W całym ,,Środku" porządku pilnuje czterech wojowników, każdy z innego Podziemia. W naszym przypadku jest to jeden z moich przyjaciół, był moim zastępcą, ale zrezygnował i postanowił pilnować Środka. - Wytłumaczyłem.
- A jest silny? Jest gdzieś tutaj? - Seth znów zaczął się rozglądać.
- Zaraz po mnie jest najsilniejszym wojownikiem Północnego Podziemia. Gdzie jest? Kto wie... - Wzruszyłem ramionami.
Po chwili wyszliśmy z tunelu i znaleźliśmy się w wielkim pomieszczeniu. To był Środek. Stare, zrujnowane domu, sklepy, budynki, bałagan wszędzie, ale za to światło dawały świecące na turkusowo kryształy umieszczone w skałach.Co Setha zdziwiło, a raczej zaciekawiło najbardziej było to, że Środek nie miał dachu. Widać z niego było całe niebo.
- Zgaś pochodnię, idziemy Powierzchnią. - Powiedziałem i zacząłem się unosić w górze.
Kiedy Seth wyrzucił pochodnię jego także uniosłem. Kolejna z zalet mojej mocy.
Seth? x3
Od Setha C.d. Kastiel
Seth chwycił pochodnię z ledwo skrywaną wdzięcznością. Nie, żeby bał się
ciemności, ale jednak zbyt długo przyszło mu w niej przebywać w
przeszłości. Teraz, wolał unikać tego typu doświadczeń. Chwilę szli w
milczeniu. Przez głowę smoka przemykały różne myśli, jedne gorsze od
drugich.
- Dlaczego nas nienawidzą? - zapytał nagle.
Słowa poniosło natychmiast echo powtarzając, zdawałoby się, w nieskończoność.
- Kto? - zapytał Kastiel.
- Wybacz, czasami zapominam że nie każdy potrafi czytać w myślach jak cienie. Chodziło mi o ludzi. W moich czasach, niektóre klany smoków ochraniały wybranych śmiertelników. Zapewnialiśmy im wszystko czego chcieli. Nie rozumiem, dlaczego ktoś chciałby z tego rezygnować. - pokręcił zniesmaczony głową.
Kastiel zaśmiał się cicho.
- Powiedz mi w jaki sposób ich "ochranialiście".
Seth wzruszył ramionami.
- Cóż, zapewnialiśmy im bezpieczny dom, z dala od walk innych klanów. Mieli dostęp do jedzenia i przestrzeni. Czego można chcieć więcej?
- Wolności? Jak dla mnie, to wyglądało bardziej na więzienie.
Seth nachmurzył się nieco. Mimo wszystko, w głowie zasiano mu niepewność. Może faktycznie smoki nie były takie wspaniałe dla innych ras? W końcu oddawały się niszczeniu i unicestwianiu tylko po to, aby zapanować nad większą częścią podziemi i terenów. Ludzie, nie mogli się wtedy bronić. Gdy tak rozmyślał, dotarli do kolejnych wrót. Te pokryte zostały pięknymi malowidłami. Pilnowało ich dwóch strażników. Nie spodziewał się, że przejście do Środkowego Podziemia będzie strzeżone.
Kastiel? ^^
- Dlaczego nas nienawidzą? - zapytał nagle.
Słowa poniosło natychmiast echo powtarzając, zdawałoby się, w nieskończoność.
- Kto? - zapytał Kastiel.
- Wybacz, czasami zapominam że nie każdy potrafi czytać w myślach jak cienie. Chodziło mi o ludzi. W moich czasach, niektóre klany smoków ochraniały wybranych śmiertelników. Zapewnialiśmy im wszystko czego chcieli. Nie rozumiem, dlaczego ktoś chciałby z tego rezygnować. - pokręcił zniesmaczony głową.
Kastiel zaśmiał się cicho.
- Powiedz mi w jaki sposób ich "ochranialiście".
Seth wzruszył ramionami.
- Cóż, zapewnialiśmy im bezpieczny dom, z dala od walk innych klanów. Mieli dostęp do jedzenia i przestrzeni. Czego można chcieć więcej?
- Wolności? Jak dla mnie, to wyglądało bardziej na więzienie.
Seth nachmurzył się nieco. Mimo wszystko, w głowie zasiano mu niepewność. Może faktycznie smoki nie były takie wspaniałe dla innych ras? W końcu oddawały się niszczeniu i unicestwianiu tylko po to, aby zapanować nad większą częścią podziemi i terenów. Ludzie, nie mogli się wtedy bronić. Gdy tak rozmyślał, dotarli do kolejnych wrót. Te pokryte zostały pięknymi malowidłami. Pilnowało ich dwóch strażników. Nie spodziewał się, że przejście do Środkowego Podziemia będzie strzeżone.
Kastiel? ^^
czwartek, 3 lipca 2014
Od Sky - Wśród ludzi - C.d. Lestata
Mężczyzna stał przede mną.
Westchnęłam.
- Co sobie zrobiłeś - zapytałam po raz drugi.
Dopiero teraz tak jakby mnie zauważył.
- Kim jesteś?
- Tak ciężko odpowiedzieć na zadane pytanie?
- Nic mi nie jest - zacisnął usta tak mocno, iż powstała cienka kreska.
Zeskoczyłam lekko i stanęłam naprzeciwko.
Długo się nie zastanawiając podeszłam i szybkim ruchem oderwałam kawał odzieży z jego ramienia.
Syknął, ale nic po za tym nie powiedział.
- Zrobione - rzekłam i pokazałam mu zabandażowane miejsce.
Podniósł brew.
- Co tu jeszcze robisz? - warknął w moją stronę.
- Czekam na ładne "dziękuję" - uśmiechnęłam się szyderczo.
Nie wiem co on sobie o mnie pomyśli, ale co z tego?
Przecież uratowałam mu tyłek.
- Dziękuję - wydukał.
- No widzisz, ciężko nie było. A tak odbiegając od tematu. Co robisz na tych ziemiach?
- Możesz podać mi swe imię?
- A czy wrogowi można ufać?
- Nie.
- Masz już odpowiedź na własne pytanie. Jeśli jednak przyrzekniesz, że nikomu nic nie powiesz o mym imieniu... to podzielę się nim z tobą.
Widziałam jak rozmyślał nad tym dłuższą chwilkę.
- To działa w obie strony?
Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się ukazując szereg kłów.
- Jeśli ci na tym zależy...
- Zgoda - odpowiedział i wyciągnął rękę.
Uściskałam ją więc.
- Mam na imię Sky Mia Toretto
- Lestat de Lincourt
<Lestat?>
Westchnęłam.
- Co sobie zrobiłeś - zapytałam po raz drugi.
Dopiero teraz tak jakby mnie zauważył.
- Kim jesteś?
- Tak ciężko odpowiedzieć na zadane pytanie?
- Nic mi nie jest - zacisnął usta tak mocno, iż powstała cienka kreska.
Zeskoczyłam lekko i stanęłam naprzeciwko.
Długo się nie zastanawiając podeszłam i szybkim ruchem oderwałam kawał odzieży z jego ramienia.
Syknął, ale nic po za tym nie powiedział.
- Zrobione - rzekłam i pokazałam mu zabandażowane miejsce.
Podniósł brew.
- Co tu jeszcze robisz? - warknął w moją stronę.
- Czekam na ładne "dziękuję" - uśmiechnęłam się szyderczo.
Nie wiem co on sobie o mnie pomyśli, ale co z tego?
Przecież uratowałam mu tyłek.
- Dziękuję - wydukał.
- No widzisz, ciężko nie było. A tak odbiegając od tematu. Co robisz na tych ziemiach?
- Możesz podać mi swe imię?
- A czy wrogowi można ufać?
- Nie.
- Masz już odpowiedź na własne pytanie. Jeśli jednak przyrzekniesz, że nikomu nic nie powiesz o mym imieniu... to podzielę się nim z tobą.
Widziałam jak rozmyślał nad tym dłuższą chwilkę.
- To działa w obie strony?
Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się ukazując szereg kłów.
- Jeśli ci na tym zależy...
- Zgoda - odpowiedział i wyciągnął rękę.
Uściskałam ją więc.
- Mam na imię Sky Mia Toretto
- Lestat de Lincourt
<Lestat?>
Od Kastiela C.d. Josephine
- Jesteś tak samo sztuczna jak on. - Zaśmiałem się.
Spodziewałem się negatywnej reakcji ze strony Josephine, ale o dziwo tylko krzywo na mnie spojrzała.
- Jesteś wspaniałą aktorką. Mogłabyś występować. Zresztą twój ojciec to robił. Oczywiście zanim jeszcze poznał Sophie. - Dodałem tłumacząc się.
Dziewczyna znów spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Kiedy był jeszcze młody podróżował po całym podziemiu i występował na estradzie. Kiedyś spacerowałem z rodzicami ulicami podziemia i wtedy go poznałem. To było na dwa lata przed atakiem ludzi. - Mówiłem. (Retrospekcja xD)
Josephine?
Spodziewałem się negatywnej reakcji ze strony Josephine, ale o dziwo tylko krzywo na mnie spojrzała.
- Jesteś wspaniałą aktorką. Mogłabyś występować. Zresztą twój ojciec to robił. Oczywiście zanim jeszcze poznał Sophie. - Dodałem tłumacząc się.
Dziewczyna znów spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Kiedy był jeszcze młody podróżował po całym podziemiu i występował na estradzie. Kiedyś spacerowałem z rodzicami ulicami podziemia i wtedy go poznałem. To było na dwa lata przed atakiem ludzi. - Mówiłem. (Retrospekcja xD)
Josephine?
Okey, pare ogłoszeń!
1. No cóż, już wróciłem z tych dwudniowych wakacji xP już wszystko wstawiam itd.
2. Zdecydowałem się urządzić krótką ankietę, którą każdy chętny może wypełnić. Dotyczyć będzie ona... pozycji drugiego admina bloga! Zdecydowałem się na to, ponieważ 15 lipca znów wyjeżdżam, ale tym razem na obóz, więc nie będzie mnie dłużej. Nie chciałbym, żeby stronka umierała przeze mnie :< Więc tak:
<Osoby spoza bloga także mogą się ubiegać o stanowisko>
2. Zdecydowałem się urządzić krótką ankietę, którą każdy chętny może wypełnić. Dotyczyć będzie ona... pozycji drugiego admina bloga! Zdecydowałem się na to, ponieważ 15 lipca znów wyjeżdżam, ale tym razem na obóz, więc nie będzie mnie dłużej. Nie chciałbym, żeby stronka umierała przeze mnie :< Więc tak:
W ZAKŁADCE ,,INNE" NA SAMEJ GRZE BĘDZIE ANKIETA, KTÓRĄ UZUPEŁNIONĄ TRZEBA MI WYSŁAĆ NA howrse, lub e-mail.
<Osoby spoza bloga także mogą się ubiegać o stanowisko>
Przejrzę ankiety i zdecyduje kto będzie drugim adminem. Jeśli nie chcecie być na stałe to przynajmniej mianuję kogoś na okres mojej nieobecności :)
3. Myślałem także, czy nie zrobić by konkursu. I... tak, będzie konkurs. Będzie on polegał na stworzeniu naszego Bannera. Jeśli bannery, które są obecnie z zakładce ,,Inne" tez maja brac udział, autorzy muszą do mnie napisać. Wytyczne są w zakładce ,,Inne" pod ankietą.
~Dziękuję, Kastiel
wtorek, 1 lipca 2014
Od Lestata- wśród ludzi
Powinienem coś zrobić...pójść poprosić o jakieś zlecenia zabójstwa... jeśli nie, to i tak pójdę zabijać...
Zacisnąłem dłonie w pięści,przypomniawszy sobie jakiegoś łowcę. Zbyt się opierał i zginął śmiercią męczeńską...bardzo bolesną śmiercią męczeńską. Trochę mnie wtedy poniosło... Bo się wściekłem.
Był wieczór,krążyłem po wiosce nad częścią Północy i nikt nie rozpoznał,że jestem Mistykiem...
Tyle, że jakieś dziecko mnie przez przypadek dotknęło i aż krzyknęło, że jestem zimny. Nie zdawało sobie, jakie zamieszanie sprowadzi tym krzykiem. Mogłem się napić zanim wyszedłem, żeby skóra miała choć trochę bardziej ludzką barwę, tak samo ciepło.
Natychmiast skierowałem się w stronę pierwszego zejścia, choć naprawdę miałem przemożną chęć by wybić całą ludność. Nie zrobiłem tego tylko dla tego,że inni by zauważyli i wszczęli poszukiwania Mistyków.
Syknąłem, gdy kula przebiła moje ramię,a od strony prześladowców- kilkunastu ludzi, a do nich wciąż dołączali inni- rozległ się tryumfalny krzyk. Zaśmiałem się cicho.Niektórzy dalej traktowali nas, jakbyśmy mogli zginąć od pierwszej lepszej rany...
Poczułem ból w ramieniu, mocniejszy niż normalnie. Tak, użyli jakiejś silnej trucizny,która człowieka powaliłaby zanim zrobiłby krok.
Pobiegłem wampirzym tempem do lasu, a tam znalazłem przykryte wejście.
- Co sobie zrobiłeś?- usłyszałem nieznajomy głos, gdy byłem na dole, więc obróciłem się w stronę Mistyka.
<Ktoś?>
specjalnie nie napisałem czy kobieta czy mężczyzna, chce ktoś dokończyć?
Zacisnąłem dłonie w pięści,przypomniawszy sobie jakiegoś łowcę. Zbyt się opierał i zginął śmiercią męczeńską...bardzo bolesną śmiercią męczeńską. Trochę mnie wtedy poniosło... Bo się wściekłem.
Był wieczór,krążyłem po wiosce nad częścią Północy i nikt nie rozpoznał,że jestem Mistykiem...
Tyle, że jakieś dziecko mnie przez przypadek dotknęło i aż krzyknęło, że jestem zimny. Nie zdawało sobie, jakie zamieszanie sprowadzi tym krzykiem. Mogłem się napić zanim wyszedłem, żeby skóra miała choć trochę bardziej ludzką barwę, tak samo ciepło.
Natychmiast skierowałem się w stronę pierwszego zejścia, choć naprawdę miałem przemożną chęć by wybić całą ludność. Nie zrobiłem tego tylko dla tego,że inni by zauważyli i wszczęli poszukiwania Mistyków.
Syknąłem, gdy kula przebiła moje ramię,a od strony prześladowców- kilkunastu ludzi, a do nich wciąż dołączali inni- rozległ się tryumfalny krzyk. Zaśmiałem się cicho.Niektórzy dalej traktowali nas, jakbyśmy mogli zginąć od pierwszej lepszej rany...
Poczułem ból w ramieniu, mocniejszy niż normalnie. Tak, użyli jakiejś silnej trucizny,która człowieka powaliłaby zanim zrobiłby krok.
Pobiegłem wampirzym tempem do lasu, a tam znalazłem przykryte wejście.
- Co sobie zrobiłeś?- usłyszałem nieznajomy głos, gdy byłem na dole, więc obróciłem się w stronę Mistyka.
<Ktoś?>
specjalnie nie napisałem czy kobieta czy mężczyzna, chce ktoś dokończyć?
Nieobecność
Wszem i wobec niestety muszę zapowiedzieć trzydniową nieobecność. Mam na mysli dni:
- dzisiaj, 1.08. od godziny 12.00
- cały jutrzejszy dzień, 2.08
- i czwartek, 3.08. do godziny mniej więcej 16.00
Przez ten czas nie będą pojawiać się posty ani żadne nowości.
~Przepraszam, Kastiel
- dzisiaj, 1.08. od godziny 12.00
- cały jutrzejszy dzień, 2.08
- i czwartek, 3.08. do godziny mniej więcej 16.00
Przez ten czas nie będą pojawiać się posty ani żadne nowości.
~Przepraszam, Kastiel
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Od Argenty C.d. Seth
Przed nami były wielkie schody. Powolnym krokiem doszłam do Seth'a i
zaczęliśmy schodzić. Ściany były strasznie zakurzone, oblepione w stare
pajęczyny. Pachniało trupem i nie było zbyt przyjemnie. Kiedy zeszliśmy
znaleźliśmy się w dużym holu. Doszliśmy do drzwi. Seth otworzył je i
przeszedł przez próg. Zatrzymałam się myśląc czy zrobić kolejny krok.
- Choć - Seth pokiwał głową w prawą stronę
- Myślisz - Spojrzałam w jego błękitne oczy - Czy będę tu pasować ?
Seth zaśmiał się głośno. Odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam i czułam, że jego śmiech dotyczy tego, że będę pasować do podziemia. Poszłam za Seth'em. Pojawiliśmy się w ogromnej sali. Wyglądała jak sala tronowa, no i może to była sala tronowa. Przed nami siedział wysoki, czarno-włosy mężczyzna. Seth podszedł bliżej niego i ukłonił się.
- Witaj Seth - Uśmiechnął się lekko - Co Cię tu sprowadza
- Przyprowadziłem pewną dziewczynę - Odwrócił się i spojrzał na mnie po czym dodał...
<Seth ? xd Znów brak Weny >
- Choć - Seth pokiwał głową w prawą stronę
- Myślisz - Spojrzałam w jego błękitne oczy - Czy będę tu pasować ?
Seth zaśmiał się głośno. Odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam i czułam, że jego śmiech dotyczy tego, że będę pasować do podziemia. Poszłam za Seth'em. Pojawiliśmy się w ogromnej sali. Wyglądała jak sala tronowa, no i może to była sala tronowa. Przed nami siedział wysoki, czarno-włosy mężczyzna. Seth podszedł bliżej niego i ukłonił się.
- Witaj Seth - Uśmiechnął się lekko - Co Cię tu sprowadza
- Przyprowadziłem pewną dziewczynę - Odwrócił się i spojrzał na mnie po czym dodał...
<Seth ? xd Znów brak Weny >
Od Kastiela C.d. Setha
- Kto wie... Niektórzy z własnej woli, niektórzy z woli Podziemia... Jestem Dowódcą, więc starają się wkraść w moje łaski, a może nie maja domu? - Uniosłem ręce i uśmiechnąłem się lekko. - Kto ich tam wie? Chcesz tą Khakkharę czy włócznia wystarczy? - Spojrzałem na niego.
- Jeśli jednak masz nie pogardziłbym... - Wzruszył ramionami.
- Przynieś Khakkharę z głównej zbrojowni. - Powiedziałem do lokaja, a ten ukłonił się i rozmył z cieniu.
- Demony tak mają. - Powiedziałem do Setha i wskazałem głową drzwi wyjściowe.
nie uszliśmy daleko, a lokaj przyniósł broń. Seth wziął ja w ręce i zaczął sprawdzać. To obracał nią w rękach, to tnąc powietrze.
- Podoba mi się. - Uśmiechnął się i podbiegł do mnie.
Skoro kierowaliśmy się na Zachód postanowiłem najpierw wyruszyć do Środkowego Podziemia, a potem wydostać się na Powierzchnię.
Wyszliśmy przez największe wrota, jakie były w naszym Podziemiu i weszliśmy w sieć podłużnych, może się wydawać, że niekończących się, tuneli. Już na samym początku wziąłem kawałek drewna z ziemi i podpaliłem go mocą. Podałem go Sethowi.
- Dzięki, Jak to zrobiłeś? - Spytał zaciekawiony.
- Kontrola materii. Wystarczy sprawić, aby powietrze wokół przedmiotu szybciej się poruszało, aż w końcu tak się nagrzeje, że powstanie ogień. To jeden ze sposobów ludzi na wzniecenie ognia, ale oni potrzebują do tego maszyn. - Wyjaśniłem. - Tylko nie idź zbyt blisko mnie z tym ogniem. Daje za dużo światła... - Spojrzałem pod katem na ogień i zrobiłem skwaszona minę.
Seth?
- Jeśli jednak masz nie pogardziłbym... - Wzruszył ramionami.
- Przynieś Khakkharę z głównej zbrojowni. - Powiedziałem do lokaja, a ten ukłonił się i rozmył z cieniu.
- Demony tak mają. - Powiedziałem do Setha i wskazałem głową drzwi wyjściowe.
nie uszliśmy daleko, a lokaj przyniósł broń. Seth wziął ja w ręce i zaczął sprawdzać. To obracał nią w rękach, to tnąc powietrze.
- Podoba mi się. - Uśmiechnął się i podbiegł do mnie.
Skoro kierowaliśmy się na Zachód postanowiłem najpierw wyruszyć do Środkowego Podziemia, a potem wydostać się na Powierzchnię.
Wyszliśmy przez największe wrota, jakie były w naszym Podziemiu i weszliśmy w sieć podłużnych, może się wydawać, że niekończących się, tuneli. Już na samym początku wziąłem kawałek drewna z ziemi i podpaliłem go mocą. Podałem go Sethowi.
- Dzięki, Jak to zrobiłeś? - Spytał zaciekawiony.
- Kontrola materii. Wystarczy sprawić, aby powietrze wokół przedmiotu szybciej się poruszało, aż w końcu tak się nagrzeje, że powstanie ogień. To jeden ze sposobów ludzi na wzniecenie ognia, ale oni potrzebują do tego maszyn. - Wyjaśniłem. - Tylko nie idź zbyt blisko mnie z tym ogniem. Daje za dużo światła... - Spojrzałem pod katem na ogień i zrobiłem skwaszona minę.
Seth?
Od Setha C.d. Righy
Od Setha - Cd. Righy
Seth spojrzał na cienia i skrzywił się znacznie.
- Obawiam się, że z nim nigdy nic nie wiadomo. Raz może chcieć, a za chwilę zniknąć nam z oczu. - powiedział speszony.
Cień zaś nie poruszył się, zupełnie jakby nie wiedział, że mówią o nim. Tymczasem Seth skierował się w stronę odległego tunelu prowadzącego w stronę Północnych Podziemi.
- Często chodzisz na tak długie spacery? - zapytał po chwili, odwracając się do niej.
Z ulgą stwierdził jeszcze, że istota mroku pozostała na swym miejscu. Wyglądało na to, że nie uznała ich za wystarczająco interesujących. Oczywiście w ciemnościach żyło ich wystarczająco wielu aby nigdy nie być samym, niemniej Seth cieszył się z tej chwili spokoju.
- Czasami... wiesz, chadzam własnymi ścieżkami. - powiedziała z uśmiechem.
Przystanęła nagle, gdy na karku poczuła powiew zimnego powietrza. Niosło ze sobą odrażającą zatęchłą nutę, podobną do grobowej aury. Seth również przystanął.
- Coś nie tak?
- Nie czujesz tego? - uniosła palec w górę, jakby dla podkreślenia słów.
- Ja nic nie...- zawahał się i chyba również poczuł odór.
Skrzywił się nieco i zaczął rozglądać z zakłopotaniem.
- Co to może być? - zapytał chodząc w kółko i badając ściany.
- Nie wiem...
Gdy tuż obok niej pojawił się cień, pisnęła cicho i odskoczyła zwinnie. Seth spostrzegł to i spojrzał karcąco na stworzenie.
- Mógłbyś tak nie robić?! Jesteśmy nieco zajęci.
- Wracajcie. Nie powinniście tu przebywać. To przeklęte miejsce. - mamrotał pod nosem tym swoim drażniącym głosem.
- Co on bredzi? - zapytała dziewczyna.
Tymczasem odór stawał się coraz bardziej wyraźny. W końcu ich oczom ukazała się niewielka szczelina w murze.
<Righa?>
Seth spojrzał na cienia i skrzywił się znacznie.
- Obawiam się, że z nim nigdy nic nie wiadomo. Raz może chcieć, a za chwilę zniknąć nam z oczu. - powiedział speszony.
Cień zaś nie poruszył się, zupełnie jakby nie wiedział, że mówią o nim. Tymczasem Seth skierował się w stronę odległego tunelu prowadzącego w stronę Północnych Podziemi.
- Często chodzisz na tak długie spacery? - zapytał po chwili, odwracając się do niej.
Z ulgą stwierdził jeszcze, że istota mroku pozostała na swym miejscu. Wyglądało na to, że nie uznała ich za wystarczająco interesujących. Oczywiście w ciemnościach żyło ich wystarczająco wielu aby nigdy nie być samym, niemniej Seth cieszył się z tej chwili spokoju.
- Czasami... wiesz, chadzam własnymi ścieżkami. - powiedziała z uśmiechem.
Przystanęła nagle, gdy na karku poczuła powiew zimnego powietrza. Niosło ze sobą odrażającą zatęchłą nutę, podobną do grobowej aury. Seth również przystanął.
- Coś nie tak?
- Nie czujesz tego? - uniosła palec w górę, jakby dla podkreślenia słów.
- Ja nic nie...- zawahał się i chyba również poczuł odór.
Skrzywił się nieco i zaczął rozglądać z zakłopotaniem.
- Co to może być? - zapytał chodząc w kółko i badając ściany.
- Nie wiem...
Gdy tuż obok niej pojawił się cień, pisnęła cicho i odskoczyła zwinnie. Seth spostrzegł to i spojrzał karcąco na stworzenie.
- Mógłbyś tak nie robić?! Jesteśmy nieco zajęci.
- Wracajcie. Nie powinniście tu przebywać. To przeklęte miejsce. - mamrotał pod nosem tym swoim drażniącym głosem.
- Co on bredzi? - zapytała dziewczyna.
Tymczasem odór stawał się coraz bardziej wyraźny. W końcu ich oczom ukazała się niewielka szczelina w murze.
<Righa?>
Od Setha C.d. Kastiel
Seth uśmiechnął się z zakłopotaniem.
- Nie masz tego co najbardziej lubię, ale i tak sobie poradzę. - powiedział, sięgając po dobrze wyważoną włócznię i kilka sztyletów, które wsunął sobie za pas.
Kastiel spojrzał zaskoczony.
- A co byś chciał? Mam dobry i szeroki ekwipunek. Znajdziesz tu wszystko. Od broni białej, poprzez miotaną, aż po palną.
Seth ponownie zaczął oceniać to co widział. Nie miał pojęcia co to jest broń palna, ale po niezbyt imponującym widoku tejże, zdecydował, że nie jest dla niego.
- Ja zwykle walczę Khakkharą. Wiesz, to taka tyczka podobna do włóczni, ale zakończona połączonymi kółkami. - starał się wytłumaczyć.
Dowódca uniósł rękę, uciszając go.
- Wiem co to jest. Mało kto nimi walczy, dlatego ich u mnie nie ma. - skierował się w stronę drzwi.
Seth dopiero teraz spostrzegł lokaja.
- Masz służących? Super. - powiedział z szacunkiem w głosie. - To człowiek w niewoli czy po prostu zgodził się ci służyć i jest Mistykiem? A może mu zagroziłeś?
Kastiel? ^^
- Nie masz tego co najbardziej lubię, ale i tak sobie poradzę. - powiedział, sięgając po dobrze wyważoną włócznię i kilka sztyletów, które wsunął sobie za pas.
Kastiel spojrzał zaskoczony.
- A co byś chciał? Mam dobry i szeroki ekwipunek. Znajdziesz tu wszystko. Od broni białej, poprzez miotaną, aż po palną.
Seth ponownie zaczął oceniać to co widział. Nie miał pojęcia co to jest broń palna, ale po niezbyt imponującym widoku tejże, zdecydował, że nie jest dla niego.
- Ja zwykle walczę Khakkharą. Wiesz, to taka tyczka podobna do włóczni, ale zakończona połączonymi kółkami. - starał się wytłumaczyć.
Dowódca uniósł rękę, uciszając go.
- Wiem co to jest. Mało kto nimi walczy, dlatego ich u mnie nie ma. - skierował się w stronę drzwi.
Seth dopiero teraz spostrzegł lokaja.
- Masz służących? Super. - powiedział z szacunkiem w głosie. - To człowiek w niewoli czy po prostu zgodził się ci służyć i jest Mistykiem? A może mu zagroziłeś?
Kastiel? ^^
Od Argony do Kastiela i Righy
Usłyszałam jak drzwi zamykają się za wampirem. Pozostawił mnie samą
wewnątrz zamku. Cóż za brak ostrożności. Przecież mogłam przejść na
stronę ludzi i chcieć zebrać informacje o mieszkańcach podziemia, by ich
zniszczyć. W tym momencie mogłam przeszukać zamek, wejść do jego
gabinetu i wykraść "tajne akta:. Wzruszyłam ramionami. A czego
spodziewałam się po wampirze?
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do wyjścia w ślad za Kastielem. Wyjątkowo nie miałam ochoty pomagać ludziom. Wyszłam z zamku na pustą ulicę. Teraz zostawało mi znaleźć sobie jakiś dogodny punkt obserwacyjny...
(...) Budynek położony najbardziej w północnej części groty okazał się idealny. Wybrałam dla siebie mieszkanie na ostatnim piętrze masywnego bloku. Było ono spore, ale puste. Betonowe ściany były zimne i ponure. Jego okna wychodziły na trzy strony, a tylną ściana była ścianą jaskini, w której znajdowało się miasto. W ramach okiennych brakowało szkła, więc było dość zimno. Idealne miejsce. Jakby przygotowane pod szachownicę, po której będę przesuwać moje figury. Uśmiechnęłam się do siebie. Czas wziąć się do roboty!
(...) Po kilku tygodniach do podziemia zaczęli przybywać masowo uchodźcy. Stworzenia z rożnych stron świata tłoczyły się w jednej jaskini, szukając choćby skrawka miejsca dla siebie. Kastiel musiał mieć z nimi urwanie głowy. W końcu wśród tej bezimiennej masy niepostrzeżenie do podziemia mogły wtargnąć Hybrydy.
Na razie nie miałam wiele do roboty. Niedawno skończyłam wyposażać pomieszczenie i wszystko było już gotowe. Nie otrzymałam jeszcze żadnych rozkazów, więc przypuszczałam, że ludzie jeszcze nie odkryli lokalizacji podziemia, ani nie zbliżyli się zbytnio do żadnego z wejść.
Większość czasu spędzałam na patrolowaniu ulic i zbieraniu informacji o wszystkich mieszkańcach podziemia, o dokładnym położeniu budynków.
Tego dnia również ruszyłam na zwiad. Szłam ulicami miasta niemal wtapiając się w tłum. Wtem niespodziewanie wpadła na mnie jakaś kobieta wyglądająca dość dziecinnie. Może przez białe uszy na głowie?
Garnek wypadł jej z rąk i potoczył się po drodze. Pobiegła za nim i wzięła z powrotem do ręki, po czym podeszła do mnie i powiedziała niepewnie "Przepraszam"
- Lepiej uważaj jak chodzisz - warknęłam cicho odnotowując w pamięci wygląd kotołaczki i jej niezdarność
- Ja... - zaczęła, ale machnęłam ręką
- Nieważne, nie mówmy o tym - przybrałam zimny, obojętny wyraz twarzy - Powiedz lepiej czemu ten garnek śmierdzi szczurami? Czyżbyś jadła myszki jak inne kotki?
Zobaczyłam jak kobieta lekko się czerwieni ze wstydu lub... oburzenia?
(Right?)
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do wyjścia w ślad za Kastielem. Wyjątkowo nie miałam ochoty pomagać ludziom. Wyszłam z zamku na pustą ulicę. Teraz zostawało mi znaleźć sobie jakiś dogodny punkt obserwacyjny...
(...) Budynek położony najbardziej w północnej części groty okazał się idealny. Wybrałam dla siebie mieszkanie na ostatnim piętrze masywnego bloku. Było ono spore, ale puste. Betonowe ściany były zimne i ponure. Jego okna wychodziły na trzy strony, a tylną ściana była ścianą jaskini, w której znajdowało się miasto. W ramach okiennych brakowało szkła, więc było dość zimno. Idealne miejsce. Jakby przygotowane pod szachownicę, po której będę przesuwać moje figury. Uśmiechnęłam się do siebie. Czas wziąć się do roboty!
(...) Po kilku tygodniach do podziemia zaczęli przybywać masowo uchodźcy. Stworzenia z rożnych stron świata tłoczyły się w jednej jaskini, szukając choćby skrawka miejsca dla siebie. Kastiel musiał mieć z nimi urwanie głowy. W końcu wśród tej bezimiennej masy niepostrzeżenie do podziemia mogły wtargnąć Hybrydy.
Na razie nie miałam wiele do roboty. Niedawno skończyłam wyposażać pomieszczenie i wszystko było już gotowe. Nie otrzymałam jeszcze żadnych rozkazów, więc przypuszczałam, że ludzie jeszcze nie odkryli lokalizacji podziemia, ani nie zbliżyli się zbytnio do żadnego z wejść.
Większość czasu spędzałam na patrolowaniu ulic i zbieraniu informacji o wszystkich mieszkańcach podziemia, o dokładnym położeniu budynków.
Tego dnia również ruszyłam na zwiad. Szłam ulicami miasta niemal wtapiając się w tłum. Wtem niespodziewanie wpadła na mnie jakaś kobieta wyglądająca dość dziecinnie. Może przez białe uszy na głowie?
Garnek wypadł jej z rąk i potoczył się po drodze. Pobiegła za nim i wzięła z powrotem do ręki, po czym podeszła do mnie i powiedziała niepewnie "Przepraszam"
- Lepiej uważaj jak chodzisz - warknęłam cicho odnotowując w pamięci wygląd kotołaczki i jej niezdarność
- Ja... - zaczęła, ale machnęłam ręką
- Nieważne, nie mówmy o tym - przybrałam zimny, obojętny wyraz twarzy - Powiedz lepiej czemu ten garnek śmierdzi szczurami? Czyżbyś jadła myszki jak inne kotki?
Zobaczyłam jak kobieta lekko się czerwieni ze wstydu lub... oburzenia?
(Right?)
Od Righy C.d. Seth
- Um... Jasne, masz fajnych znajomych.
Ponownie spojrzałam na cień. Łypał na mnie jaskrawo zielonymi oczami.
- No! To ja już pójdę! Dziękuję za rozmowę i tak dalej. - Huśtałam się stawiając raz na pięcie, raz na palcach.
Klasnęłam energicznie i zaczęłam iść.
- Nie w tę stronę. Północ jest bardziej tam. - Seth chwycił mnie za ramiona i przekręcił w odpowiednią stronę.
- Tam, oczywiście. - Wysunęłam rękę i pokazałam na wprost.
Po plecach przeleciał mi lekki wiatr. W Podziemiu, wiatr.
- Odprowadzić cię? - Zaproponował Seth.
Zamruczałam.
- Wybacz, nie panuje nad tym. - Powiedziałam speszona.
- To odprowadzić cię czy nie?
- Jasne, nie widzę problemu. - Wyruszyłam ramionami próbując udawać, że jest mi to zupełnie obojętne.
Chłopak zaśmiał się lekko.
- A ten twój uroczy przyjaciel też z nami idzie? - Wskazałam ruchem głowy na cień.
<Seth?>
Ponownie spojrzałam na cień. Łypał na mnie jaskrawo zielonymi oczami.
- No! To ja już pójdę! Dziękuję za rozmowę i tak dalej. - Huśtałam się stawiając raz na pięcie, raz na palcach.
Klasnęłam energicznie i zaczęłam iść.
- Nie w tę stronę. Północ jest bardziej tam. - Seth chwycił mnie za ramiona i przekręcił w odpowiednią stronę.
- Tam, oczywiście. - Wysunęłam rękę i pokazałam na wprost.
Po plecach przeleciał mi lekki wiatr. W Podziemiu, wiatr.
- Odprowadzić cię? - Zaproponował Seth.
Zamruczałam.
- Wybacz, nie panuje nad tym. - Powiedziałam speszona.
- To odprowadzić cię czy nie?
- Jasne, nie widzę problemu. - Wyruszyłam ramionami próbując udawać, że jest mi to zupełnie obojętne.
Chłopak zaśmiał się lekko.
- A ten twój uroczy przyjaciel też z nami idzie? - Wskazałam ruchem głowy na cień.
<Seth?>
niedziela, 29 czerwca 2014
Od Josephine C.d. Kastiel
Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Jej ojciec i on znali się? Czemu
nawet nie wspomniał o nim? Jak zwykle, te tajemnice... Nie wierzy w to,
że od tak zapomniał o tym jej powiedzieć. Gdy powiedział, że odwiedził
ich i widział ją, to wszystko się wyjaśniło. Ale przecież, skoro była
taka mała nie powinna była zapamiętać jakiegoś faceta. O dziwo, to
właśnie stąd go kojarzyła.
- Ojciec o tobie nie wspominał, więc nie miałam pojęcia, że się znaliście. Przynajmniej wiem już skąd Cię kojarzę.
Uśmiechnęła się do niego, a zdziwienie powoli opuściło jej twarz. Wróciła myślami do jego słów na samym początku i tego stwierdzenia, iż ładnie wyrosła.
- Dziękuję bardzo za ten komplement. Doprawdy? Aż tak bardzo przypominam ojca? Liczę na to, że też zostaniemy przyjaciółmi.
Zastanawiała się kiedyś nad tym, ale dość szybko opuściła te myśli o podobieństwie. Teraz ma kogoś, kto nawet to potwierdza.
Kastiel? Ach, to lenistwo xD
- Ojciec o tobie nie wspominał, więc nie miałam pojęcia, że się znaliście. Przynajmniej wiem już skąd Cię kojarzę.
Uśmiechnęła się do niego, a zdziwienie powoli opuściło jej twarz. Wróciła myślami do jego słów na samym początku i tego stwierdzenia, iż ładnie wyrosła.
- Dziękuję bardzo za ten komplement. Doprawdy? Aż tak bardzo przypominam ojca? Liczę na to, że też zostaniemy przyjaciółmi.
Zastanawiała się kiedyś nad tym, ale dość szybko opuściła te myśli o podobieństwie. Teraz ma kogoś, kto nawet to potwierdza.
Kastiel? Ach, to lenistwo xD
Od Kastiela C.d. Seth
- Smoki są naprawdę zabawne. - Zaśmiałem się. - Niech będzie. Powędruje z tobą.
Uśmiechnąłem się i wstałem z krzesła. Podszedłem do jednej ze ścian. Zapukałem o nią i kawałem ściany rozpłynął się w powietrzu ukazując całe mnóstwo broni. Wziąłem jeden z mieczy i włożyłem za plecy. Chwilę szukałem jeszcze czegoś. W końcu zdecydowałem się na mały pistolet.
- Wybierz coś sobie Seth. Będziemy iść Powierzchnia, będzie zabawniej, a ty nie będziesz mógł się zmienić w smoka. - Wskazałem na arsenał broni.
- Czemu nie? - Zdziwił się.
Zamknąłem oczy i westchnąłem. Zabrałem jeszcze dziesięć sztyletów i wsadziłem do pasa.
- A chcesz, żeby ludzie cię znaleźli? - Spytałem retorycznie.
Seth wrócił na ziemię i przypomniało mu się, że ludzie mogą nam zagrozić.
- Racja. - Podszedł do składu i zaczął wybierać między najróżniejszymi z broni.
Nie czekając na niego ruszyłem ku wyjściu i wezwałem lokaja.
- Idę na zwiad. Nie będzie mnie przez jakiś czas. Przez ten czas Carla tu dowodzi. - Powiedziałem do lokaja.
W tym czasie Seth do mnie podszedł.
- Co wybrałeś? - Spytałem.
Seth?
Uśmiechnąłem się i wstałem z krzesła. Podszedłem do jednej ze ścian. Zapukałem o nią i kawałem ściany rozpłynął się w powietrzu ukazując całe mnóstwo broni. Wziąłem jeden z mieczy i włożyłem za plecy. Chwilę szukałem jeszcze czegoś. W końcu zdecydowałem się na mały pistolet.
- Wybierz coś sobie Seth. Będziemy iść Powierzchnia, będzie zabawniej, a ty nie będziesz mógł się zmienić w smoka. - Wskazałem na arsenał broni.
- Czemu nie? - Zdziwił się.
Zamknąłem oczy i westchnąłem. Zabrałem jeszcze dziesięć sztyletów i wsadziłem do pasa.
- A chcesz, żeby ludzie cię znaleźli? - Spytałem retorycznie.
Seth wrócił na ziemię i przypomniało mu się, że ludzie mogą nam zagrozić.
- Racja. - Podszedł do składu i zaczął wybierać między najróżniejszymi z broni.
Nie czekając na niego ruszyłem ku wyjściu i wezwałem lokaja.
- Idę na zwiad. Nie będzie mnie przez jakiś czas. Przez ten czas Carla tu dowodzi. - Powiedziałem do lokaja.
W tym czasie Seth do mnie podszedł.
- Co wybrałeś? - Spytałem.
Seth?
Od Setha C.d. Kastiel
Seth zmrużył groźnie oczy. Reagował intuicyjnie i tylko siłą woli
powstrzymał się przed bardziej agresywnym zachowaniem. Przecież był tu
gościem i jakby to wyglądało, gdyby zaatakował gospodarza? Nie ładnie...
- Cóż, myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. - powiedział po chwili, gładząc podbródek.
Usiadł wygodniej na krześle, które zaprotestowało głośnym skrzypieniem.
- Zawsze lubiłem Zachód. Kiedyś właśnie tam mieli swe tereny smoki z mojego klanu. Miło byłoby wrócić do domu. - rozmarzył się z zachwytem. - Chętnie poszukałbym jakiś pozostałości mojej rodziny. Może znalazłbym coś...
Po chwili spostrzegł, że nie miejsce ani czas na to.
- A ty? Co zamierzasz? - spojrzał na niego z dziwnym uśmiechem.
- Jestem Dowódcą. Na moich barkach ciąży odpowiedzialność za życie wszystkich, w tej części Podziemia.
Seth gwizdnął głośno.
- Ładnie. Jak to powiedział kiedyś mój Generał: "Nigdy nie bierz więcej, niż jesteś w stanie znieść." - po chwili jednak uniósł dłonie w obronnym geście. - Nie chcę cię obrazić. Zastanawiałem się tylko, przy okazji, czy nie chciałbyś odwiedzić ze mną Zachodu. Przecież nie możesz cały dzień tu siedzieć. Prawda?
Kastiel?
- Cóż, myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. - powiedział po chwili, gładząc podbródek.
Usiadł wygodniej na krześle, które zaprotestowało głośnym skrzypieniem.
- Zawsze lubiłem Zachód. Kiedyś właśnie tam mieli swe tereny smoki z mojego klanu. Miło byłoby wrócić do domu. - rozmarzył się z zachwytem. - Chętnie poszukałbym jakiś pozostałości mojej rodziny. Może znalazłbym coś...
Po chwili spostrzegł, że nie miejsce ani czas na to.
- A ty? Co zamierzasz? - spojrzał na niego z dziwnym uśmiechem.
- Jestem Dowódcą. Na moich barkach ciąży odpowiedzialność za życie wszystkich, w tej części Podziemia.
Seth gwizdnął głośno.
- Ładnie. Jak to powiedział kiedyś mój Generał: "Nigdy nie bierz więcej, niż jesteś w stanie znieść." - po chwili jednak uniósł dłonie w obronnym geście. - Nie chcę cię obrazić. Zastanawiałem się tylko, przy okazji, czy nie chciałbyś odwiedzić ze mną Zachodu. Przecież nie możesz cały dzień tu siedzieć. Prawda?
Kastiel?
Od Setha C.d. Argenta
Seth zaczął zdecydowanie zbyt mocno kiwać głową.
- Racja. - wstał i wygasił ognisko.
Po chwili doprowadził wszystko wokół do takiego stanu, że niemal nie było widać, iż ktokolwiek tu obozował. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wstał w końcu i uśmiechnął się lekko do towarzyszki.
- Musimy być ostrożni. Szczególnie gdy ludzie wciąż na nas polują.
Skierowali się głębiej w las. Przez dłuższą chwilę szli w całkowitym milczeniu. Odgłos kropel uderzających o liście nad głowami, był ich towarzyszem. Opadłe gałązki szeleściły głośno przy każdym kroku. Seth czuł coraz większe zakłopotanie. Nie, żeby nie wiedział co dalej zrobić. Skąd... tylko, przez tak długie przebywanie w zamknięciu, zapomniał jak to jest móc z kimś porozmawiać. Przystanął nagle, a dziewczyna zrobiła to samo. Spojrzała na niego z zaciekawieniem. Wokół był tylko las. Gdzie nie spojrzeć, drzewa, drzewa i oczywiście drzewa.
- Dlaczego stoimy? Coś się stało? - zapytała mrużąc oczy.
- Nie. Po prostu jesteśmy na miejscu. - odparł z uśmiechem.
- Słucham? To mi nie wygląda na Podziemie.
Seth machnął ręką.
- Jakby wyglądało. Ludzie zbyt łatwo by nas znaleźli. Nie sądzisz?
- No tak, ale... Tutaj?!
Chłopak zaśmiał się na widok jej miny. Działał intuicyjnie. Wyczuł, że tuż pod ziemią jest dawno nie używane przejście. Kiedyś przecież te tereny należały do smoków. A przynajmniej oni tak sądzili, prowadząc liczne podboje. Pokręcił się po okolicy, zataczając coraz mniejsze kręgi. W końcu uniósł palec wskazujący z zadowoloną miną.
- Acha... aperi in nomine princeps. - wyszeptał.
Natychmiast, tuż przed nim z ziemi wysunęło się przejście, podobne do bramy. Wisząca w powietrzu kamienna głowa, przypominająca otwartą paszczę smoka. Prowadziła do raczej nieuczęszczanej już części podziemi.
Argenta?
- Racja. - wstał i wygasił ognisko.
Po chwili doprowadził wszystko wokół do takiego stanu, że niemal nie było widać, iż ktokolwiek tu obozował. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wstał w końcu i uśmiechnął się lekko do towarzyszki.
- Musimy być ostrożni. Szczególnie gdy ludzie wciąż na nas polują.
Skierowali się głębiej w las. Przez dłuższą chwilę szli w całkowitym milczeniu. Odgłos kropel uderzających o liście nad głowami, był ich towarzyszem. Opadłe gałązki szeleściły głośno przy każdym kroku. Seth czuł coraz większe zakłopotanie. Nie, żeby nie wiedział co dalej zrobić. Skąd... tylko, przez tak długie przebywanie w zamknięciu, zapomniał jak to jest móc z kimś porozmawiać. Przystanął nagle, a dziewczyna zrobiła to samo. Spojrzała na niego z zaciekawieniem. Wokół był tylko las. Gdzie nie spojrzeć, drzewa, drzewa i oczywiście drzewa.
- Dlaczego stoimy? Coś się stało? - zapytała mrużąc oczy.
- Nie. Po prostu jesteśmy na miejscu. - odparł z uśmiechem.
- Słucham? To mi nie wygląda na Podziemie.
Seth machnął ręką.
- Jakby wyglądało. Ludzie zbyt łatwo by nas znaleźli. Nie sądzisz?
- No tak, ale... Tutaj?!
Chłopak zaśmiał się na widok jej miny. Działał intuicyjnie. Wyczuł, że tuż pod ziemią jest dawno nie używane przejście. Kiedyś przecież te tereny należały do smoków. A przynajmniej oni tak sądzili, prowadząc liczne podboje. Pokręcił się po okolicy, zataczając coraz mniejsze kręgi. W końcu uniósł palec wskazujący z zadowoloną miną.
- Acha... aperi in nomine princeps. - wyszeptał.
Natychmiast, tuż przed nim z ziemi wysunęło się przejście, podobne do bramy. Wisząca w powietrzu kamienna głowa, przypominająca otwartą paszczę smoka. Prowadziła do raczej nieuczęszczanej już części podziemi.
Argenta?
Od Setha C.d. Righa
Seth ułożył niespodziewanie usta, wymawiając bezgłośnie jej imię.
Zupełnie jakby smakował jakąś egzotyczną potrawę. Po chwili uśmiechnął
się do swoich myśli.
- Righa, ładnie. - po chwili zapytał z błyskiem w oczach. - Przestraszyłem cię?
Kocica prychnęła i zamachała białym ogonem.
- Skąd. Musiałbyś bardziej się postarać.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Cóż, zawsze mogę spróbować.
- Ani mi się waż! - nagle z tyłu dobiegł ich dziwny, piszczący głos należący do cienia.
Dziewczyna ponownie stanęła w pozycji obronnej. Spłaszczyła uszy i próbowała odnaleźć przeciwnika. Seth nie mógł oderwać od niej wzroku. Dopiero po chwili się otrząsnął.
- Niebywałe. Nie sądziłem, że kotołaki są takie... - cmoknął do własnych przemyśleń.
- Jakie?! - dziewczyna nie wiedziała chyba czy nadal obawiać się ataku ze strony dziwnej istoty przyczajonej w ciemności, czy przejść do poprzedniej rozmowy.
- Nie wiem... interesujące, fenomenalne, niesamowite. Nigdy jeszcze nie widziałem żadnego z was z bliska. - po chwili zaklął, gdy cień wyskoczył ze szczeliny i zaczął kołować nad nimi niczym widziadło z koszmarów.
- Co to jest? - zapytała, robiąc wielkie oczy.
- Ech... nie przejmuj się nim. Popisuje się przed tobą. To cień. Istota, żyjąca w najgłębszych ciemnościach podziemi i otchłani. Żywią się koszmarami i lękami. - również spojrzał na mroczne stworzenie i wykrzywił twarz w grymasie zdenerwowania. - Złaź na dół i zachowuj się jak... no, po prostu tu chodź. - wykonał do tego szybkie zamachnięcie lancą, jakby dla podkreślenia słów.
Cień westchnął głośno i wylądował nieopodal. Przyglądał się im z głodem w zielonych oczach.
- Jak już ci się znudzi... to czy będę mógł ją dostać? - zapytał nagle mroczny obłok.
Jego głos przypominał echo dobiegające gdzieś z głębokiej przepaści. Zupełnie jakby kilka konających istot krzyczało w jednym momencie. Jednym słowem koszmar.
- NIE! Ona nie jest... ech... wybacz Righa, on tak zawsze. Chce pożreć każdego kogo tylko zobaczy. - powiedział Seth, drapiąc się po karku z zakłopotaniem.
Righa? Jak chcesz możesz mu przyłożyć xD
- Righa, ładnie. - po chwili zapytał z błyskiem w oczach. - Przestraszyłem cię?
Kocica prychnęła i zamachała białym ogonem.
- Skąd. Musiałbyś bardziej się postarać.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Cóż, zawsze mogę spróbować.
- Ani mi się waż! - nagle z tyłu dobiegł ich dziwny, piszczący głos należący do cienia.
Dziewczyna ponownie stanęła w pozycji obronnej. Spłaszczyła uszy i próbowała odnaleźć przeciwnika. Seth nie mógł oderwać od niej wzroku. Dopiero po chwili się otrząsnął.
- Niebywałe. Nie sądziłem, że kotołaki są takie... - cmoknął do własnych przemyśleń.
- Jakie?! - dziewczyna nie wiedziała chyba czy nadal obawiać się ataku ze strony dziwnej istoty przyczajonej w ciemności, czy przejść do poprzedniej rozmowy.
- Nie wiem... interesujące, fenomenalne, niesamowite. Nigdy jeszcze nie widziałem żadnego z was z bliska. - po chwili zaklął, gdy cień wyskoczył ze szczeliny i zaczął kołować nad nimi niczym widziadło z koszmarów.
- Co to jest? - zapytała, robiąc wielkie oczy.
- Ech... nie przejmuj się nim. Popisuje się przed tobą. To cień. Istota, żyjąca w najgłębszych ciemnościach podziemi i otchłani. Żywią się koszmarami i lękami. - również spojrzał na mroczne stworzenie i wykrzywił twarz w grymasie zdenerwowania. - Złaź na dół i zachowuj się jak... no, po prostu tu chodź. - wykonał do tego szybkie zamachnięcie lancą, jakby dla podkreślenia słów.
Cień westchnął głośno i wylądował nieopodal. Przyglądał się im z głodem w zielonych oczach.
- Jak już ci się znudzi... to czy będę mógł ją dostać? - zapytał nagle mroczny obłok.
Jego głos przypominał echo dobiegające gdzieś z głębokiej przepaści. Zupełnie jakby kilka konających istot krzyczało w jednym momencie. Jednym słowem koszmar.
- NIE! Ona nie jest... ech... wybacz Righa, on tak zawsze. Chce pożreć każdego kogo tylko zobaczy. - powiedział Seth, drapiąc się po karku z zakłopotaniem.
Righa? Jak chcesz możesz mu przyłożyć xD
Od Kastiela C.d. Josephine
- O czym myślę? - Uśmiechnąłem się pod nosem i śmiałem się w myślach. - Powiem ci jedno. Ładnie wyrosłaś... - Wsadziłem ręce do kieszeni.
- He? - Zdziwiła się. Chyba pierwszy raz jak ją widzę.
- Wyglądasz jak matka, ale wdałaś się w ojca. - Stwierdziłem patrząc w dal. - Skoro ty teraz jesteś Dowódcą Południowego Podziemia, znaczy że Johnatan nie żyje? - Spojrzałem w jej stronę.
Ona przytaknęła.
- Znałeś mojego ojca? - Zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Johnatan był moim przyjacielem. Wiesz, może nie wyglądam, ale jestem o niego o parę stuleci starszy. Kiedyś was odwiedziłem, byłaś wtedy taka malutka... - Zaśmiałem się.
Josephine? Nie chce mi się tego przedłużać xD
- He? - Zdziwiła się. Chyba pierwszy raz jak ją widzę.
- Wyglądasz jak matka, ale wdałaś się w ojca. - Stwierdziłem patrząc w dal. - Skoro ty teraz jesteś Dowódcą Południowego Podziemia, znaczy że Johnatan nie żyje? - Spojrzałem w jej stronę.
Ona przytaknęła.
- Znałeś mojego ojca? - Zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Johnatan był moim przyjacielem. Wiesz, może nie wyglądam, ale jestem o niego o parę stuleci starszy. Kiedyś was odwiedziłem, byłaś wtedy taka malutka... - Zaśmiałem się.
Josephine? Nie chce mi się tego przedłużać xD
Od Kastiela C.d. Seth
- Dobrze. Możesz odejść, jak chcesz weź sobie wolne. - Uśmiechnąłem się w jej stronę, a ona skierowała się do wyjścia.
Była chwila ciszy.
- Że też Victoria jest najstarsza... ma zaledwie dwieście lat... - Podparłem się o krzesło obok. - W sumie... ciekawa ta historia... Dziwne, że Vic w ogóle o niej wie. I jak? Pomogło?
- Myślę, że tak. - Wyprostował się. - Teraz przynajmniej wiem co się wydarzyło. Ale jedno mnie dziwi... - Przymrużył oczy.
- Coś nie tak? - Spojrzałem w jego stronę.
- Jak to możliwe, że ona cię słucha? Smoki ziemi były najbardziej dumnym klanem, a innych ras nienawidziły jak mało kto. - Złapał się za głowę.
Odwróciłem głowę w jego stronę i lekko przymrużyłem oczy, które przybrały barwę krwi. Położyłem palec na ustach.
- Tajemnica. - Szepnąłem.
Widziałem jak go przeszedł dreszcz. W końcu jestem wampirem, ten widok sprawił mi poniekąd przyjemność. Wtedy zobaczyłem, że Seth przełknął ślinę. Zaśmiałem się po cichy. Smok spojrzał w moją stronę.
- Nie bój się, żartuję. - Uśmiechnąłem się przyjaźnie, ale sztucznie. - Więc? Co zamierzasz? Będziesz szukał smoków? A może dołączysz do jakiegoś Podziemia?
Seth?
Była chwila ciszy.
- Że też Victoria jest najstarsza... ma zaledwie dwieście lat... - Podparłem się o krzesło obok. - W sumie... ciekawa ta historia... Dziwne, że Vic w ogóle o niej wie. I jak? Pomogło?
- Myślę, że tak. - Wyprostował się. - Teraz przynajmniej wiem co się wydarzyło. Ale jedno mnie dziwi... - Przymrużył oczy.
- Coś nie tak? - Spojrzałem w jego stronę.
- Jak to możliwe, że ona cię słucha? Smoki ziemi były najbardziej dumnym klanem, a innych ras nienawidziły jak mało kto. - Złapał się za głowę.
Odwróciłem głowę w jego stronę i lekko przymrużyłem oczy, które przybrały barwę krwi. Położyłem palec na ustach.
- Tajemnica. - Szepnąłem.
Widziałem jak go przeszedł dreszcz. W końcu jestem wampirem, ten widok sprawił mi poniekąd przyjemność. Wtedy zobaczyłem, że Seth przełknął ślinę. Zaśmiałem się po cichy. Smok spojrzał w moją stronę.
- Nie bój się, żartuję. - Uśmiechnąłem się przyjaźnie, ale sztucznie. - Więc? Co zamierzasz? Będziesz szukał smoków? A może dołączysz do jakiegoś Podziemia?
Seth?
Od Argenty C.d. Seth
- Było to wieczorem - Zaczęłam nie spokojnie - Byłam sama w tedy w domu
i z ciekawości weszłam do pokoju tego człowieka. Zainteresował mnie
jeden dziennik, więc wzięłam go i poszłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i
zaczęłam go czytać. Było tam dużo rzeczy na temat Hybryd. Przeczytałam
tylko połowę tego dziennika.
- Czekaj.. Hybrydy ?! - Krzyknął Seth - Co tam jeszcze było !
- No dużo rzeczy - Złapałam się za kark
- Dobra nie będę Ci dalej przeszkadzał - powiedział to tak z ciężkim głosem, że we mnie coś się zrobiło, tak jakby coś we mnie pękło
- A więc jak mówiłam przeczytałam połowę tego dziennika. W tedy pojawił się Tyrencjusz. Kiedy zauważył, że mam w swoich rękach jego dziennik, wpadł w taką złość, że nigdy nie widziałam go w takim stanie. Podbiegł do mnie wyrwał dziennik potem złapał mnie za szyje i przydusił do ściany. Wyciągną nóż i przyłożył mi do pod gardła. Nie wiem co wtedy działo się ze mną. Wpadłam w Stan Furii.. - I tu zamilkłam. Nie chciałam więcej opowiadać
- Rozumiem - Jego wzrok wylądował w ognisku - Potem zabiłaś go w samo obronie
Milczałam. Nie chciałam poruszać więcej tego tematu. Spojrzałam w ogień. Powoli deszcz zaczął się oddalać i powoli przestawało padać. Podniosłam się, założyłam kaptur na głowę po czym odwróciłam się w stronę Seth'a. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Ja po cichutku i spokojnie powiedziałam, odwracając się w stronę wyjścia.
- Chyba nie mamy zamiaru tak dalej siedzieć. Deszcz przestaje padać, a im wcześniej wyjdziemy tym dla nas lepiej ? Nie prawda ?
< Seth ? Brak weny, no ale zawsze coś niż nic xD >
- Czekaj.. Hybrydy ?! - Krzyknął Seth - Co tam jeszcze było !
- No dużo rzeczy - Złapałam się za kark
- Dobra nie będę Ci dalej przeszkadzał - powiedział to tak z ciężkim głosem, że we mnie coś się zrobiło, tak jakby coś we mnie pękło
- A więc jak mówiłam przeczytałam połowę tego dziennika. W tedy pojawił się Tyrencjusz. Kiedy zauważył, że mam w swoich rękach jego dziennik, wpadł w taką złość, że nigdy nie widziałam go w takim stanie. Podbiegł do mnie wyrwał dziennik potem złapał mnie za szyje i przydusił do ściany. Wyciągną nóż i przyłożył mi do pod gardła. Nie wiem co wtedy działo się ze mną. Wpadłam w Stan Furii.. - I tu zamilkłam. Nie chciałam więcej opowiadać
- Rozumiem - Jego wzrok wylądował w ognisku - Potem zabiłaś go w samo obronie
Milczałam. Nie chciałam poruszać więcej tego tematu. Spojrzałam w ogień. Powoli deszcz zaczął się oddalać i powoli przestawało padać. Podniosłam się, założyłam kaptur na głowę po czym odwróciłam się w stronę Seth'a. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Ja po cichutku i spokojnie powiedziałam, odwracając się w stronę wyjścia.
- Chyba nie mamy zamiaru tak dalej siedzieć. Deszcz przestaje padać, a im wcześniej wyjdziemy tym dla nas lepiej ? Nie prawda ?
< Seth ? Brak weny, no ale zawsze coś niż nic xD >
Od Josephine C.d. Kastiel
Gdy tak wolno sobie szli, Jose obserwowała otoczenie wokół. Jak na razie
wszystko układa się nadzwyczaj dobrze, co tylko ją niezmiernie raduje.
Nie wie dlaczego, lecz zawsze przewiduje dla siebie te najgorsze
scenariusze i jest pewna, że się sprawdzą. Jak widać, na szczęście
ciągle się myli. Musiała przerwać tą ciszę, bo czuła się dziwnie.
- Wcześniej tego nie powiedziałam, ale... masz ładny zamek, podobny do mojego.
Jej wzrok znów wrócił na jego twarz, a sama znów delikatnie się uśmiechnęła. Myśląc teraz o tej całej wcześniejszej rozmowie to zdała sobie sprawę z tego jak łatwo to wszystko poszło. Była kiedyś zawrzeć sojusz z kimś kompletnie nie z tej krainy, ale tamten to dopiero był agresywny i w żaden sposób nie szło się z nim dogadać.
- O czym myślisz?
Zapytała widząc jego zamyślenie na twarzy.
( Kastiel? )
- Wcześniej tego nie powiedziałam, ale... masz ładny zamek, podobny do mojego.
Jej wzrok znów wrócił na jego twarz, a sama znów delikatnie się uśmiechnęła. Myśląc teraz o tej całej wcześniejszej rozmowie to zdała sobie sprawę z tego jak łatwo to wszystko poszło. Była kiedyś zawrzeć sojusz z kimś kompletnie nie z tej krainy, ale tamten to dopiero był agresywny i w żaden sposób nie szło się z nim dogadać.
- O czym myślisz?
Zapytała widząc jego zamyślenie na twarzy.
( Kastiel? )
Od Righy C.d. Seth
Położyłam rękę na sztylecie, który trzymałam przy pasie i czekałam na ruch nieznajomego. Nagle jakby oprzytomniał, uspokoił się.
- Kim jesteś? - szepnęłam, nie chcąc zakłócić spokoju tego miejsca.
- Seth, zastępca dowódcy Zachodniego Podziemia, do usług. - Przedstawił się.
- Świetnie, możesz się ubrać?
- Coś ci nie odpowiada? - Uśmiechnął się szarmancko.
Sięgnął po koszulę i włożył ją na siebie. Owinęłam sobie ogon wokół prawej nogi.
- Wiec co robisz w tej części Podziemia? - Zapytałam.
- A jaka to część Podziemia twoim zdaniem? - Spojrzał na mnie.
- Północ.
- To się mylisz, jesteśmy na zachodzie.
Stanęłam jak wryta. Czyżby mój niedzielny spacerek przedłużył się do poniedziałku? Jak ja tak daleko zaszłam? Przyjrzałam się bliżej nieznajomemu.
- Jak mogę wierzyć komuś, kto wygląda jak człowiek? - Ponownie położyłam rękę na rękojeści sztyletu.
- Jestem smokiem. - Powiedział oburzony.
- Czyli... według ciebie smoki wyglądają identycznie jak ludzie? Nie jesteś wielkim gadem ziejącym ogniem, czyli nie jesteś smokiem! Proste!
- Odezwała się... jak wam tam... kotołaki? Marne podróby wilkołaków!
- O nie! - Krzyknęłam. - Do tych życiowych nieudaczników mnie nie porównuj! I nie zbaczaj z tematu!
- Twoja wyobraźnia jest dość ograniczona. - Przyłożył mi palec wskazujący do czoła i lekko popchnął. Zauważyłam, że sięgam Sethowi do ramienia.
- Gdzie w Podziemiu zmieściłyby się smoki, gdyby miały być tak wielkie? - Kontynuował. - Zmniejszamy się do rozmiarów człowieka.
- To stań się smokiem!
Jak na zawołanie pojawił się przede mną ogromny, srebrny smok. Odskoczyłam do tyłu. Smok na powrót stał się poprzednim Sethem. Właściwie ciągle był tą samą osobą, ale... zresztą nieważne.
- Czyli... dobra. Jak jestem w Zachodnim Podziemiu, ty jesteś smokiem. Jasne.
Staliśmy w ciszy i próbowaliśmy się uspokoić. Seth chciał opanować swoje zdenerwowanie moją niewiedzą, ja natomiast strach przed jego prawdziwym obliczem.
- Tak w ogóle, jestem Righa.
<Seth?>
- Kim jesteś? - szepnęłam, nie chcąc zakłócić spokoju tego miejsca.
- Seth, zastępca dowódcy Zachodniego Podziemia, do usług. - Przedstawił się.
- Świetnie, możesz się ubrać?
- Coś ci nie odpowiada? - Uśmiechnął się szarmancko.
Sięgnął po koszulę i włożył ją na siebie. Owinęłam sobie ogon wokół prawej nogi.
- Wiec co robisz w tej części Podziemia? - Zapytałam.
- A jaka to część Podziemia twoim zdaniem? - Spojrzał na mnie.
- Północ.
- To się mylisz, jesteśmy na zachodzie.
Stanęłam jak wryta. Czyżby mój niedzielny spacerek przedłużył się do poniedziałku? Jak ja tak daleko zaszłam? Przyjrzałam się bliżej nieznajomemu.
- Jak mogę wierzyć komuś, kto wygląda jak człowiek? - Ponownie położyłam rękę na rękojeści sztyletu.
- Jestem smokiem. - Powiedział oburzony.
- Czyli... według ciebie smoki wyglądają identycznie jak ludzie? Nie jesteś wielkim gadem ziejącym ogniem, czyli nie jesteś smokiem! Proste!
- Odezwała się... jak wam tam... kotołaki? Marne podróby wilkołaków!
- O nie! - Krzyknęłam. - Do tych życiowych nieudaczników mnie nie porównuj! I nie zbaczaj z tematu!
- Twoja wyobraźnia jest dość ograniczona. - Przyłożył mi palec wskazujący do czoła i lekko popchnął. Zauważyłam, że sięgam Sethowi do ramienia.
- Gdzie w Podziemiu zmieściłyby się smoki, gdyby miały być tak wielkie? - Kontynuował. - Zmniejszamy się do rozmiarów człowieka.
- To stań się smokiem!
Jak na zawołanie pojawił się przede mną ogromny, srebrny smok. Odskoczyłam do tyłu. Smok na powrót stał się poprzednim Sethem. Właściwie ciągle był tą samą osobą, ale... zresztą nieważne.
- Czyli... dobra. Jak jestem w Zachodnim Podziemiu, ty jesteś smokiem. Jasne.
Staliśmy w ciszy i próbowaliśmy się uspokoić. Seth chciał opanować swoje zdenerwowanie moją niewiedzą, ja natomiast strach przed jego prawdziwym obliczem.
- Tak w ogóle, jestem Righa.
<Seth?>
Od Setha C.d. Kastiel
Victoria zdawała się jeszcze chwilę wahać. W końcu jednak dała za
wygraną. Podeszła do Kastiela i usiadła na krześle nieopodal. Zrobiła to
z taką gracją, jakby była oceniana. Seth po chwili poszedł w jej ślady.
- Skoro nalegasz. Pamiętaj jednak, że robię to tylko ze względu na ciebie. Nie dla niego. - ponownie spojrzała na Setha, który starał się zachować spokój.
Nie szło mu to najlepiej, ale próbował.
- Victoria, czekamy. - powiedział Kastiel, gdy cisza była zbyt długa.
Kobieta westchnęła, ale zaczęła opowieść.
- Jak wiecie my smoki, mamy naturalną zdolność do wojaczki. Nasze wysoko rozwinięte pragnienie podboju przyczyniło się w końcu do tego, że rzuciliśmy się na siebie nawzajem. Klany zostały podzielone i poprowadzone do wielkiej wojny nazywanej później, Potokiem Łez. Jak się domyślacie, niewielu zostało aby opiewać zwycięstwo.
- Kto wygrał? - zapytał Seth, nie odrywając od niej wzroku.
- Na pewno nie wy. - uniosła wysoko głowę.
- Victorio, kontynuuj. - wtrącił się szybko Władca Podziemia.
- Dobrze... Podzieleni na nacje, reprezentowaliśmy podstawowe stronnictwa i wyznania. Moje było najliczniejsze, smoki ziemi i czciciele wężowej królowej połączyli siły i stanowili jedno. Byli również Aniołowie Zemsty, reprezentujący powietrze i pioruny. Ogniste smoki wycofały się z walki wraz z wodnymi. Nie wiem co się z nimi stało. Pewnie wciąż leżą w swoich pieczarach, bojąc się wystawić nos. Potem... nie liczyły się już żadne wygrane. - spuściła głowę zaś długie włosy zasłoniły twarz.
Dopiero po dłuższej chwili była w stanie kontynuować.
- Coś złego zaczęło się z nami dziać. Myślę, że... może, ktoś sięgnął po broń, której nie powinien dotykać. Wszystko się posypało. Ci którzy walczyli zostali zamienieni w posągi, drzewa, obłoki i grzmoty, a reszta uciekła. Nie wiem dokładnie dlaczego się to stało. Nie szukaj jednak wyjaśnienia. Minęło zbyt wiele czasu. Z tego wiem, jesteś ostatni ze swojej rodziny. - wydawało się, że sprawiłoby to jej przyjemność.
Chyba jednak w tej chwili zapomniała o nienawiści.
- Mogę odejść? Czy jeszcze chcesz abym odpowiadała na jego idiotyczne pytania? - zapytała, wyraźnie wściekła.
Kastiel?
- Skoro nalegasz. Pamiętaj jednak, że robię to tylko ze względu na ciebie. Nie dla niego. - ponownie spojrzała na Setha, który starał się zachować spokój.
Nie szło mu to najlepiej, ale próbował.
- Victoria, czekamy. - powiedział Kastiel, gdy cisza była zbyt długa.
Kobieta westchnęła, ale zaczęła opowieść.
- Jak wiecie my smoki, mamy naturalną zdolność do wojaczki. Nasze wysoko rozwinięte pragnienie podboju przyczyniło się w końcu do tego, że rzuciliśmy się na siebie nawzajem. Klany zostały podzielone i poprowadzone do wielkiej wojny nazywanej później, Potokiem Łez. Jak się domyślacie, niewielu zostało aby opiewać zwycięstwo.
- Kto wygrał? - zapytał Seth, nie odrywając od niej wzroku.
- Na pewno nie wy. - uniosła wysoko głowę.
- Victorio, kontynuuj. - wtrącił się szybko Władca Podziemia.
- Dobrze... Podzieleni na nacje, reprezentowaliśmy podstawowe stronnictwa i wyznania. Moje było najliczniejsze, smoki ziemi i czciciele wężowej królowej połączyli siły i stanowili jedno. Byli również Aniołowie Zemsty, reprezentujący powietrze i pioruny. Ogniste smoki wycofały się z walki wraz z wodnymi. Nie wiem co się z nimi stało. Pewnie wciąż leżą w swoich pieczarach, bojąc się wystawić nos. Potem... nie liczyły się już żadne wygrane. - spuściła głowę zaś długie włosy zasłoniły twarz.
Dopiero po dłuższej chwili była w stanie kontynuować.
- Coś złego zaczęło się z nami dziać. Myślę, że... może, ktoś sięgnął po broń, której nie powinien dotykać. Wszystko się posypało. Ci którzy walczyli zostali zamienieni w posągi, drzewa, obłoki i grzmoty, a reszta uciekła. Nie wiem dokładnie dlaczego się to stało. Nie szukaj jednak wyjaśnienia. Minęło zbyt wiele czasu. Z tego wiem, jesteś ostatni ze swojej rodziny. - wydawało się, że sprawiłoby to jej przyjemność.
Chyba jednak w tej chwili zapomniała o nienawiści.
- Mogę odejść? Czy jeszcze chcesz abym odpowiadała na jego idiotyczne pytania? - zapytała, wyraźnie wściekła.
Kastiel?
Od Setha - Righa
Seth usiadł znużony i zmęczony, na pokrytej pyłem półce skalnej. Zdjął
koszulę bo tak się zgrzał, że chyba by zemdlał gdyby tego nie zrobił.
Pod długiej bezczynności w zamknięciu musiał ponownie rozruszać mięśnie.
Z rozpaczą stwierdził, że nie jest już tak dobry jak kiedyś.
- Trochę szacunku głupku. - warknął unoszący się nad ziemią ciemny obłok.
Przypominał skrawek nocy który zabłąkał się przypadkiem w to miejsce. Miał nieco humanoidalne kształty, a w miejscu oczu paliły się dwa, zielone ogniki. Seth uśmiechnął się do niego.
- O co ci znowu chodzi? - zapytał z błogim wyrazem twarzy.
To był cień, jego póki co jedyny przyjaciel. Gdyby mógł wybierać, zdecydowanie trzymałby się od niego z dala. Ale cóż, życie daje nam często w kość.
- Leżysz na nagrobku. - warknęła istota, kręcąc z niesmakiem głową.
- CO?! Dlaczego nic nie powiedziałeś!? - podskoczył, jakby płyta właśnie rozgrzała się do niesamowitej temperatury.
Dopiero teraz spostrzegł, że cień mógł mieć rację. Płyta była płaska, niczym się nie różniła od pozostałych, leżących w równych odstępach od siebie. Gdy jednak przyjrzał się dokładniej, spostrzegł, że widnieje na niej jakiś runiczny napis. Czas niestety zrobił swoje i mimo, że znał ten język, nie mógł odczytać inskrypcji.
- Wiesz kogo tu pochowano? - zapytał, odgarniając delikatnie pył.
Cień podleciał bliżej i prychnął lekceważąco.
- Czy ja ci wyglądam na nekromantę? Albo nekroskopa? Nie, prawda? Więc nawet nie pytaj.
Chłopak zatoczył oczami.
- Och błagam, tylko znowu nie narzekaj. - nagle zrobił się dziwnie czujny.
Usłyszał bowiem kroki dobiegające z niedaleka. Schował się za jednym z pomników i pociągnął wciąż marudzącego cienia.
- Zamknij się, choć na chwilę. - obawiał się, że ludzie ich odkryli.
Jeśli tak, to pożałują tego. Wyskoczył nagle z ukrycia, machając długą lancą zakończoną ostrzem. Dopiero po chwili spostrzegł, że nieznajoma zdecydowanie nie jest człowiekiem.
<Righa?>
- Trochę szacunku głupku. - warknął unoszący się nad ziemią ciemny obłok.
Przypominał skrawek nocy który zabłąkał się przypadkiem w to miejsce. Miał nieco humanoidalne kształty, a w miejscu oczu paliły się dwa, zielone ogniki. Seth uśmiechnął się do niego.
- O co ci znowu chodzi? - zapytał z błogim wyrazem twarzy.
To był cień, jego póki co jedyny przyjaciel. Gdyby mógł wybierać, zdecydowanie trzymałby się od niego z dala. Ale cóż, życie daje nam często w kość.
- Leżysz na nagrobku. - warknęła istota, kręcąc z niesmakiem głową.
- CO?! Dlaczego nic nie powiedziałeś!? - podskoczył, jakby płyta właśnie rozgrzała się do niesamowitej temperatury.
Dopiero teraz spostrzegł, że cień mógł mieć rację. Płyta była płaska, niczym się nie różniła od pozostałych, leżących w równych odstępach od siebie. Gdy jednak przyjrzał się dokładniej, spostrzegł, że widnieje na niej jakiś runiczny napis. Czas niestety zrobił swoje i mimo, że znał ten język, nie mógł odczytać inskrypcji.
- Wiesz kogo tu pochowano? - zapytał, odgarniając delikatnie pył.
Cień podleciał bliżej i prychnął lekceważąco.
- Czy ja ci wyglądam na nekromantę? Albo nekroskopa? Nie, prawda? Więc nawet nie pytaj.
Chłopak zatoczył oczami.
- Och błagam, tylko znowu nie narzekaj. - nagle zrobił się dziwnie czujny.
Usłyszał bowiem kroki dobiegające z niedaleka. Schował się za jednym z pomników i pociągnął wciąż marudzącego cienia.
- Zamknij się, choć na chwilę. - obawiał się, że ludzie ich odkryli.
Jeśli tak, to pożałują tego. Wyskoczył nagle z ukrycia, machając długą lancą zakończoną ostrzem. Dopiero po chwili spostrzegł, że nieznajoma zdecydowanie nie jest człowiekiem.
<Righa?>
Od Kastiela C.d. Seth
W środku czułem, że powinienem zabrać tę dwójkę do lochów, ale ja nie kieruje się sercem, co to to nie. Mózg wie lepiej.
Kiedy tylko Seth podszedł do Victorii użyłem swoich mocy. Teraz nie mogli się ruszać.
- Victoria, uważasz, że ktoś zdoła mnie pokonać? - Powiedziałem podchodząc do niej.
- O..oczywiście, ze nie... - Wykrztusiła podduszana moją mocą.
- A ty Seth. Nic ci nie zrobię, smoki są ważne w naszych szeregach jak i jako dowódca Podziemia mam obowiązek chronić te gatunki, ale przy mnie nie rób scen i awantur. Osobiście ich nie lubię. - Pokręciłem palcem.
Wróciłem na moje krzesło i założyłem nogę na nogę zwalniając ,,uwięzi". Teraz Victoria i Seth mogli się poruszać.
- Przepraszam - zrobiła małą przerwę - dowódco. - Dodała spoglądając na Setha.
- Odpowiesz na pytania Setha dotyczące historii smoków. Sam z chęcią posłucham. - Uśmiechnąłem się. - Seth?
Seth?
Kiedy tylko Seth podszedł do Victorii użyłem swoich mocy. Teraz nie mogli się ruszać.
- Victoria, uważasz, że ktoś zdoła mnie pokonać? - Powiedziałem podchodząc do niej.
- O..oczywiście, ze nie... - Wykrztusiła podduszana moją mocą.
- A ty Seth. Nic ci nie zrobię, smoki są ważne w naszych szeregach jak i jako dowódca Podziemia mam obowiązek chronić te gatunki, ale przy mnie nie rób scen i awantur. Osobiście ich nie lubię. - Pokręciłem palcem.
Wróciłem na moje krzesło i założyłem nogę na nogę zwalniając ,,uwięzi". Teraz Victoria i Seth mogli się poruszać.
- Przepraszam - zrobiła małą przerwę - dowódco. - Dodała spoglądając na Setha.
- Odpowiesz na pytania Setha dotyczące historii smoków. Sam z chęcią posłucham. - Uśmiechnąłem się. - Seth?
Seth?
Od Setha C.d. Kastiel
Victoria okazała się bardzo ładną dziewczyną o długich, brązowych
włosach zaplecionych z tyłu w finezyjny warkocz. Miała intensywnie
brązowe oczy wokół których wytatuowano tego samego koloru paski, będące
barwami wojennymi jej klanu. Gdy tylko zobaczył to Seth, ze świstem
wciągnął powietrze. Kobieta ubrana była w ciemnozielony płaszcz, spięty
złotą broszą. Pod nim miała skórzany strój, jakby zaraz chciała udać się
w podróż.
- Kastiel. Dlaczego odrywasz mnie od obowiązków? Wiesz, szczególnie teraz, jak ważne rzeczy mam do zrobienia. - powiedziała, mrużąc niebezpiecznie oczy.
- To z mojego powodu pani. - powiedział szybko Seth robiąc krok do przodu.
Kobieta zmierzyła go nieprzychylnym spojrzeniem. Szczególnie długo zatrzymała się na brudnym od pyłu ubraniu i wielkiej szramie przecinającej przedramię. Przez to wszystko nawet nie zauważył kiedy został ranny. Zapewne wpadł na ostrą krawędź ściany przez przypadek, w ciemnościach.
- Przez ciebie... No tak, mogłam się domyślić. - uniosła rękę nie pozwalając mu dojść do słowa. - Nie przerywaj dziecko. Jesteś z Tenebrisów? Nie, oni mają tatuaż i znacznie więcej gracji od ciebie. Może z Celadorów? Na to jesteś zbyt... wątły.
Seth zrobił się czerwony na twarzy, słysząc te wnioski.
- Jestem Seth Laime i chciałbym... - ponownie mu przerwała, wybuchając głośnym śmiechem.
- No proszę... a ja myślałam, że was wybili. Laime. - wykrzywiła usta jakby zjadła coś wyjątkowo ohydnego. - Kastiel wiesz, że masz przed sobą wyjątkowego potwora? Ten tu... - machnęła na niego niezdarnie. - Został skazany na wieczność w ciemności i to nie za zwykłe uczynki. Dobrze ci radzę, lepiej go zabij, póki jest jeszcze słaby.
Tego było już za dużo, nawet jak na niego. Wściekły podszedł i zatrzymał się zaledwie kilka kroków od niej.
- Jak śmiesz?! Jesteś ze smoków ziemi prawda? Jesteśmy wrogami! - wokół niego zaczęły błyskać niewielkie wyładowania elektryczne.
<Kastiel? On zaraz odgryzie jej głowę xD >
- Kastiel. Dlaczego odrywasz mnie od obowiązków? Wiesz, szczególnie teraz, jak ważne rzeczy mam do zrobienia. - powiedziała, mrużąc niebezpiecznie oczy.
- To z mojego powodu pani. - powiedział szybko Seth robiąc krok do przodu.
Kobieta zmierzyła go nieprzychylnym spojrzeniem. Szczególnie długo zatrzymała się na brudnym od pyłu ubraniu i wielkiej szramie przecinającej przedramię. Przez to wszystko nawet nie zauważył kiedy został ranny. Zapewne wpadł na ostrą krawędź ściany przez przypadek, w ciemnościach.
- Przez ciebie... No tak, mogłam się domyślić. - uniosła rękę nie pozwalając mu dojść do słowa. - Nie przerywaj dziecko. Jesteś z Tenebrisów? Nie, oni mają tatuaż i znacznie więcej gracji od ciebie. Może z Celadorów? Na to jesteś zbyt... wątły.
Seth zrobił się czerwony na twarzy, słysząc te wnioski.
- Jestem Seth Laime i chciałbym... - ponownie mu przerwała, wybuchając głośnym śmiechem.
- No proszę... a ja myślałam, że was wybili. Laime. - wykrzywiła usta jakby zjadła coś wyjątkowo ohydnego. - Kastiel wiesz, że masz przed sobą wyjątkowego potwora? Ten tu... - machnęła na niego niezdarnie. - Został skazany na wieczność w ciemności i to nie za zwykłe uczynki. Dobrze ci radzę, lepiej go zabij, póki jest jeszcze słaby.
Tego było już za dużo, nawet jak na niego. Wściekły podszedł i zatrzymał się zaledwie kilka kroków od niej.
- Jak śmiesz?! Jesteś ze smoków ziemi prawda? Jesteśmy wrogami! - wokół niego zaczęły błyskać niewielkie wyładowania elektryczne.
<Kastiel? On zaraz odgryzie jej głowę xD >
Od Setha c.d. Argenta
Seth poruszył się niespokojnie. Jakaś irytująca skałka wbijała mu się w
plecy powodując niemiły dyskomfort. Po chwili spojrzał jakoś inaczej na
swoją rozmówczynię.
- Jeśli cię obraziłem... to przepraszam. - powiedział, sam nie widząc dlaczego.
Teoretycznie zupełnie nie dbał o zdanie innych. Ale ona z taką delikatną twarzą, wpływała na niego nieco rozbrajająco. Tylko nieco.
- Obraziłeś? - wydawała się zaskoczona.
Seth wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Zmrużył błękitne oczy jakby był zmęczony. Uśmiechnął się melancholijnie.
- Odzwyczaiłem się od towarzystwa. Zdecydowanie zbyt długo zdany byłem jedynie na cienie. Jak możesz się domyślić, nie są one zbyt interesującym towarzystwem. - przeciągnął się leniwie.
Dorzucił małych drewienek do ogniska. Tymczasem na zewnątrz rozszalała się istna furia żywiołów. Błyskawice strzelały, jakby rywalizując ze sobą o to, która jest bardziej niszczycielska. Deszcz padał coraz mocniej. Do jaskini powoli wdzierała się woda. Na szczęście daleko jeszcze było, nim dotrze do ogniska. Wiał silny, lodowaty wiatr. Seth podziwiał ten piękny spektakl. Uwielbiał błyskawice. Pewnie przez to, że sam nimi władał. Mógłby wyjść tam teraz i napawać się ich dziełem. Tylko kwestia zmoknięcia psuła wszystko.
- Jak to było? Zrobił ci coś? Zaatakował? Czymś sprowokował? - zapytał nagle, nadal na nią nie patrząc.
<Argenta?>
- Jeśli cię obraziłem... to przepraszam. - powiedział, sam nie widząc dlaczego.
Teoretycznie zupełnie nie dbał o zdanie innych. Ale ona z taką delikatną twarzą, wpływała na niego nieco rozbrajająco. Tylko nieco.
- Obraziłeś? - wydawała się zaskoczona.
Seth wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Zmrużył błękitne oczy jakby był zmęczony. Uśmiechnął się melancholijnie.
- Odzwyczaiłem się od towarzystwa. Zdecydowanie zbyt długo zdany byłem jedynie na cienie. Jak możesz się domyślić, nie są one zbyt interesującym towarzystwem. - przeciągnął się leniwie.
Dorzucił małych drewienek do ogniska. Tymczasem na zewnątrz rozszalała się istna furia żywiołów. Błyskawice strzelały, jakby rywalizując ze sobą o to, która jest bardziej niszczycielska. Deszcz padał coraz mocniej. Do jaskini powoli wdzierała się woda. Na szczęście daleko jeszcze było, nim dotrze do ogniska. Wiał silny, lodowaty wiatr. Seth podziwiał ten piękny spektakl. Uwielbiał błyskawice. Pewnie przez to, że sam nimi władał. Mógłby wyjść tam teraz i napawać się ich dziełem. Tylko kwestia zmoknięcia psuła wszystko.
- Jak to było? Zrobił ci coś? Zaatakował? Czymś sprowokował? - zapytał nagle, nadal na nią nie patrząc.
<Argenta?>
Od Righy
Przeciągnęłam dłonią po aksamitnej sierści lewego ucha. Robię tak za
każdym razem, kiedy jestem znudzona lub się denerwuję. Spaceruję po
wyludnionych ulicach Północnego Podziemia. Większość imigrantów, którzy w
panice uciekali ze Środkowego Podziemia zdążyła umrzeć, inni założyli
rodziny i żyją tu, czy gdzieś indziej w spokoju. Jest nas, znaczy się
Mistyków coraz mniej. To dość niepokojący fakt, który lekko skłania mnie
do myślenia o wielodzietnej rodzinie.
Kopnęłam plastikową butelkę leżącą na ziemi. Zaraz... plastik, materiał z powierzchni. Podniosłam ją i obróciłam w dłoniach.
- Wyjątkowa... - szepnęłam.
Z butelką w ręce skierowałam się do rudery, którą pieszczotliwie zwykłam nazywać mieszkaniem. Weszłam bokiem przez wąską szczelinę w murze i odgarnęłam koc zawieszony przy wejściu. Znajdowałam się w szerokim pomieszczeniu. Półmrok przysłonił materac leżący na drugim krańcu pokoju, przeżarty przez korniki stół i krzesło, palenisko i ścianę zastawioną gratami z powierzchni, kolekcją kamyków i kilkoma innymi zbiorami. Rzuciłam butelkę na stertę podobnych do niej wytworów i zabrałam się za gotowanie skromnego obiadu. Gulasz z różnych kawałków mięsa, głównie szczurów, nie był jakimś smakołykiem, ale jedną z lepszych rzeczy, na które mogłam sobie pozwolić.
Ponownie wyszłam, tym razem zostawiając wejście odsłonięte, bowiem nie wytrzymałabym nocy w tak dusznym miejscu. Skierowałam się w stronę targu. Wymieniłam pozdrowienia ze znajomymi, po czym wzięłam się za sprzedawanie resztki mojego obiadu. Chętni nie znaleźli się szybko, a ja musiałam rozpalić małe ognisko, żeby podgrzać jedzenie. Próbowałam zwabić klientów uśmiechem, własnoręczną degustacją czy propozycją darmowego kęsa. Niestety akurat dzisiaj wszyscy przyszli do dzielnicy handlowej najedzeni. Po kilkugodzinnym oczekiwaniu i podgrzewaniu gulaszu poddałam się. Wstałam i przeszłam z garnkiem do mojego drugiego domu - sierocińca. Tam zawsze będą wiedzieli co z tym zrobić.
- Puk, puk - krzyknęłam jednocześnie uderzając pięścią o drzwi.
Otworzyła mi starsza kobieta, której twarz rozpromieniła się na mój widok.
- Moja kicia!
Zamruczałam przeciągle i podałam jej garnek. Reakcja starszej pani była natychmiastowa.
- Och, kotku. Odkąd dostajemy pieniądze od dowódcy twoja pomoc nie jest nam potrzebna, dobrze o tym wiesz. Nie musiałaś się trudzić! - Powiedziała.
Jednak pomimo swoich sprzeciwów wzięła ode mnie garnek i przelała jego zawartość do miski. Umyła sprawnie moją własność i oddała mi go.
- Ciociu Milley, prawda jest taka, że mięso się szybko psuje, więc wykorzystuję je jak najszybciej. To, że wychodzi za dużo nie jest moją winą.
Uśmiechnęłam się pokrzepiająco i oczekiwałam na odpowiedź.
- Mm, dzieciaki kazały cię pozdrowić i podziękować za obiadki!
Dobrze wiem, że nigdy by nawet nie tknęły czegoś mojej roboty. A nawet gdyby któreś chciało, nie miałoby szansy - Milley nie przepuści tego do jedzenia. Zawsze wystawia miskę na próg i tym samym dokarmia zwierzęta lub ludzi biedniejszych nawet ode mnie.
Ukłoniłam się pospiesznie i wyszłam z garnkiem w ręku. Minęłam targowisko ponownie wymieniając pozdrowienia i wpadłam na kogoś. Garnek wyleciał mi z ręki i z hałasem przeturlał się po ziemi. Speszona podniosłam wzrok, ujrzałam wysoką, czarnowłosą kobietę. Patrzyła na mnie z góry, jej wściekłe spojrzenie przeszywało mnie na wskroś, chyba w myślach już masakrowała moje bezwładne ciało. Podniosłam się i podbiegłam do garnka. Chwyciłam go, po czym podeszłam do dziewczyny.
- Przepraszam - pisnęłam niepewnie.
<Argona?>
Kopnęłam plastikową butelkę leżącą na ziemi. Zaraz... plastik, materiał z powierzchni. Podniosłam ją i obróciłam w dłoniach.
- Wyjątkowa... - szepnęłam.
Z butelką w ręce skierowałam się do rudery, którą pieszczotliwie zwykłam nazywać mieszkaniem. Weszłam bokiem przez wąską szczelinę w murze i odgarnęłam koc zawieszony przy wejściu. Znajdowałam się w szerokim pomieszczeniu. Półmrok przysłonił materac leżący na drugim krańcu pokoju, przeżarty przez korniki stół i krzesło, palenisko i ścianę zastawioną gratami z powierzchni, kolekcją kamyków i kilkoma innymi zbiorami. Rzuciłam butelkę na stertę podobnych do niej wytworów i zabrałam się za gotowanie skromnego obiadu. Gulasz z różnych kawałków mięsa, głównie szczurów, nie był jakimś smakołykiem, ale jedną z lepszych rzeczy, na które mogłam sobie pozwolić.
Ponownie wyszłam, tym razem zostawiając wejście odsłonięte, bowiem nie wytrzymałabym nocy w tak dusznym miejscu. Skierowałam się w stronę targu. Wymieniłam pozdrowienia ze znajomymi, po czym wzięłam się za sprzedawanie resztki mojego obiadu. Chętni nie znaleźli się szybko, a ja musiałam rozpalić małe ognisko, żeby podgrzać jedzenie. Próbowałam zwabić klientów uśmiechem, własnoręczną degustacją czy propozycją darmowego kęsa. Niestety akurat dzisiaj wszyscy przyszli do dzielnicy handlowej najedzeni. Po kilkugodzinnym oczekiwaniu i podgrzewaniu gulaszu poddałam się. Wstałam i przeszłam z garnkiem do mojego drugiego domu - sierocińca. Tam zawsze będą wiedzieli co z tym zrobić.
- Puk, puk - krzyknęłam jednocześnie uderzając pięścią o drzwi.
Otworzyła mi starsza kobieta, której twarz rozpromieniła się na mój widok.
- Moja kicia!
Zamruczałam przeciągle i podałam jej garnek. Reakcja starszej pani była natychmiastowa.
- Och, kotku. Odkąd dostajemy pieniądze od dowódcy twoja pomoc nie jest nam potrzebna, dobrze o tym wiesz. Nie musiałaś się trudzić! - Powiedziała.
Jednak pomimo swoich sprzeciwów wzięła ode mnie garnek i przelała jego zawartość do miski. Umyła sprawnie moją własność i oddała mi go.
- Ciociu Milley, prawda jest taka, że mięso się szybko psuje, więc wykorzystuję je jak najszybciej. To, że wychodzi za dużo nie jest moją winą.
Uśmiechnęłam się pokrzepiająco i oczekiwałam na odpowiedź.
- Mm, dzieciaki kazały cię pozdrowić i podziękować za obiadki!
Dobrze wiem, że nigdy by nawet nie tknęły czegoś mojej roboty. A nawet gdyby któreś chciało, nie miałoby szansy - Milley nie przepuści tego do jedzenia. Zawsze wystawia miskę na próg i tym samym dokarmia zwierzęta lub ludzi biedniejszych nawet ode mnie.
Ukłoniłam się pospiesznie i wyszłam z garnkiem w ręku. Minęłam targowisko ponownie wymieniając pozdrowienia i wpadłam na kogoś. Garnek wyleciał mi z ręki i z hałasem przeturlał się po ziemi. Speszona podniosłam wzrok, ujrzałam wysoką, czarnowłosą kobietę. Patrzyła na mnie z góry, jej wściekłe spojrzenie przeszywało mnie na wskroś, chyba w myślach już masakrowała moje bezwładne ciało. Podniosłam się i podbiegłam do garnka. Chwyciłam go, po czym podeszłam do dziewczyny.
- Przepraszam - pisnęłam niepewnie.
<Argona?>
Od Kastiela C.d. Josephine
- Medycy? - Trochę się zdziwiłem. - Zróbmy tak. - Splotłem ręce z tyłu. - Dostaniesz ode mnie trzecia część moich magów-medyków, w zamian za tą broń, o której mówiłaś. Nie chcę pozostać dłużny, to nie w moim stylu. A magów... mam wręcz za dużo. - Oparłem się o ścianę.
- Ciekawe... Myślę, że skorzystam. - Wciąż patrzyła mi w oczy.
- Póki jeszcze nie dostałem odpowiedzi od mieszkańców, proponuję spacer. Na świeżym powietrzu. Co ty na to, Josephine? - Spytałem stając przed bramą frontową.
- Nie widzę problemu. - Odparła i ruszyła.
Wyszliśmy z zamku.
Josephine? Chwilowy brak pomysłu
- Ciekawe... Myślę, że skorzystam. - Wciąż patrzyła mi w oczy.
- Póki jeszcze nie dostałem odpowiedzi od mieszkańców, proponuję spacer. Na świeżym powietrzu. Co ty na to, Josephine? - Spytałem stając przed bramą frontową.
- Nie widzę problemu. - Odparła i ruszyła.
Wyszliśmy z zamku.
Josephine? Chwilowy brak pomysłu
Od Kastiela C.d. Seth
- Osobiście widziałem już wiele smoków, ale żaden z nich nie potrafił przybrać postaci smoka. A poza tym, jesteś pierwszym smokiem, z którym gadam. - Zacząłem przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu papierosa, ale takowego nie znalazłem, więc złożyłem ręce.
Seth zaczął coś mamrotać, pewnie znowu myślał na głos.
- Jeśli chcesz mogę posłać po jakiegoś smoka, ale tak jak mówię. Nie będzie potrafił się zmieniać. - Zaproponowałem.
- Mógłbyś to zrobić?! - Wstał gwałtownie i wpatrywał się we mnie.
- Coś za coś. - Dodałem. - Omówię was, ale ty będziesz mi wisiał przysługę na przyszłość. - Również wstałem i otrzepałem się.
- Idziesz? - Spytałem ruszając w stronę zamku.
- Tak, już idę! - Podbiegł do mnie.
[...] Kiedy dotarliśmy.
- Przyślij mi najstarszego smoka jakiego mamy w Podziemiu. - Rozkazałem jednemu z podwładnych.
- Teraz wystarczy czekać. - Uśmiechnąłem się i wskazałem miejsca siedzące.
Chwilę później usiadłem i Seth również. Nie czekaliśmy długo zanim przyszedł ów smok.
Stanął przed nami. Miał na sobie ciemnozielony płaszcz z kapturem.
- To ty? - Spytałem.
Postać tylko kiwnęła głową. Zdjęła kaptur i spojrzała na nas.
- O. Victoria, dawno cie nie widziałem. - Powiedziałem patrząc na smoczycę. - Ty jesteś najstarsza? - Dodałem ciszej.
Seth?
Seth zaczął coś mamrotać, pewnie znowu myślał na głos.
- Jeśli chcesz mogę posłać po jakiegoś smoka, ale tak jak mówię. Nie będzie potrafił się zmieniać. - Zaproponowałem.
- Mógłbyś to zrobić?! - Wstał gwałtownie i wpatrywał się we mnie.
- Coś za coś. - Dodałem. - Omówię was, ale ty będziesz mi wisiał przysługę na przyszłość. - Również wstałem i otrzepałem się.
- Idziesz? - Spytałem ruszając w stronę zamku.
- Tak, już idę! - Podbiegł do mnie.
[...] Kiedy dotarliśmy.
- Przyślij mi najstarszego smoka jakiego mamy w Podziemiu. - Rozkazałem jednemu z podwładnych.
- Teraz wystarczy czekać. - Uśmiechnąłem się i wskazałem miejsca siedzące.
Chwilę później usiadłem i Seth również. Nie czekaliśmy długo zanim przyszedł ów smok.
Stanął przed nami. Miał na sobie ciemnozielony płaszcz z kapturem.
- To ty? - Spytałem.
Postać tylko kiwnęła głową. Zdjęła kaptur i spojrzała na nas.
- O. Victoria, dawno cie nie widziałem. - Powiedziałem patrząc na smoczycę. - Ty jesteś najstarsza? - Dodałem ciszej.
Seth?
Od Josephine C.d. Kastiel
Nie miała kompletnie nic przeciwko temu, aby zostać w jego zamku przez
jeden dzień. Wiedziała, że musi to zrobić, bo inaczej byłoby wielkie
halo. Osobiście sama wytłumaczy swym podwładnym czemu posunęła się tak
daleko bez ich zgody. W sumie, jej królestwo nie jest na razie bardzo
liczne, choć ma nadzieje, że to się diametralnie zmieni. Rozejrzała się
po swym pokoju, gdy zakończyła "posiedzenie" z wampirem. Był ładny i nie
brakowało mu tego intrygującego uroku. Wyszła z pomieszczenia i wpadła
na... kogo? Kastiela.
- Tak, nie trwało to długo. Poza tym, bardzo się cieszę, że zareagowałeś na to w tak pozytywny sposób.
Odparła. Przez " to" miała na myśli sojusz. Patrzyła mu w oczy przy rozmowie, co mogło potwierdzić jej prawdomówność. W końcu, nie każdy jest zdolny podczas rozmowy patrzeć komuś prosto w oczy. Utrzymywanie kontaktu wzrokowego to bardzo ważna sprawa, bo inaczej i bardziej podejrzanie wyglądałoby to wszystko, gdyby starała się unikać jego wzroku.
- Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie długa. A tak, mam Ci coś jeszcze do powiedzenia. Mam w planach sprowadzenie jakichś medyków, bowiem nie jest z nimi najlepiej w naszych podziemiach, sam o tym pewnie dobrze wiesz. Oczywiście, przy twoim udziale jeśli chcesz. Medycy są cenni w każdych chwilach.
Dalej kontynuowała z nim rozmowę, bo jako dowódca ma wiele do obgadania mniej lub bardziej ważnych spraw. A to wszystko tylko dla dobra mieszkańców.
( Kastiel? <; )
- Tak, nie trwało to długo. Poza tym, bardzo się cieszę, że zareagowałeś na to w tak pozytywny sposób.
Odparła. Przez " to" miała na myśli sojusz. Patrzyła mu w oczy przy rozmowie, co mogło potwierdzić jej prawdomówność. W końcu, nie każdy jest zdolny podczas rozmowy patrzeć komuś prosto w oczy. Utrzymywanie kontaktu wzrokowego to bardzo ważna sprawa, bo inaczej i bardziej podejrzanie wyglądałoby to wszystko, gdyby starała się unikać jego wzroku.
- Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie długa. A tak, mam Ci coś jeszcze do powiedzenia. Mam w planach sprowadzenie jakichś medyków, bowiem nie jest z nimi najlepiej w naszych podziemiach, sam o tym pewnie dobrze wiesz. Oczywiście, przy twoim udziale jeśli chcesz. Medycy są cenni w każdych chwilach.
Dalej kontynuowała z nim rozmowę, bo jako dowódca ma wiele do obgadania mniej lub bardziej ważnych spraw. A to wszystko tylko dla dobra mieszkańców.
( Kastiel? <; )
Od Argenty C.d. Seth
Kiwnęłam głową na tak. Seth odwrócił się i wyciągną rękę w lewą stronę i
po kierwował mnie tam gdzie znajdują się podziemia . Przez pół drogi
nie odzywaliśmy się do siebie. Zaczął padać deszcz i zrobiło się jeszcze
zimniej. Przyśpieszyliśmy kroku, lecz deszcz zaczął lać nie samowi cię.
Przed nami stała wielka jaskinia.
- Tu się zatrzymamy - krzyknął Seth
- Dobra.
Weszliśmy do jaskini. Było tak ciemno, że nawet nie było widać jaka jest głęboka i daleka. Usiadłam przy ścianie i zdjęłam kaptur. Seth rozpalił ognisko i usiadł przy równoległej ścianie. Myślałam dalej nad tym co zrobiłam. Chciałam uciec myślami gdzieś, gdzie było by mi lżej na duszy. Jednak nie miałam takiej okazji, by pomyśleć o czymś przyjemnym. Zawsze działo mi się coś czego nie chcę pamiętać.
- O czym myślisz ? - nagle zapytał mnie Seth
- O tym co zrobiłam - mój głos stał się ciężki i ponury
- Nie myśl tak o tym - Zaczął się śmiać - bo to ci zaszkodzi
- Zabiłam człowieka, który mnie wychował - Opuściłam głowę i spojrzałam na medalion
Seth ?
- Tu się zatrzymamy - krzyknął Seth
- Dobra.
Weszliśmy do jaskini. Było tak ciemno, że nawet nie było widać jaka jest głęboka i daleka. Usiadłam przy ścianie i zdjęłam kaptur. Seth rozpalił ognisko i usiadł przy równoległej ścianie. Myślałam dalej nad tym co zrobiłam. Chciałam uciec myślami gdzieś, gdzie było by mi lżej na duszy. Jednak nie miałam takiej okazji, by pomyśleć o czymś przyjemnym. Zawsze działo mi się coś czego nie chcę pamiętać.
- O czym myślisz ? - nagle zapytał mnie Seth
- O tym co zrobiłam - mój głos stał się ciężki i ponury
- Nie myśl tak o tym - Zaczął się śmiać - bo to ci zaszkodzi
- Zabiłam człowieka, który mnie wychował - Opuściłam głowę i spojrzałam na medalion
Seth ?
sobota, 28 czerwca 2014
Od Setha C.d. Kastiel
Ewolucja... nowe znienawidzone przez niego słowo.
- Mordują nas? Napadają? Przecież jesteśmy od nich silniejsi! Jeden smok może zmieść z powierzchni ziemi całe miasto! - ekscytował się Seth.
Kastiel pokręcił głową.
- Jak mówiłem, jest was niewielu. Ludzie natomiast dysponują własnymi wynalazkami. Mają broń palną, której nie oprze się nawet twoja łuska. W tych czasach nie jesteśmy już niepokonani. Szczególnie, gdy wiedzą o naszych słabościach. - powiedział, siadając wygodniej na kamieniu.
- Racja, tego nie przewidziałem. Mój mentor zawsze mi mawiał, że wojownikiem jestem dobrym, ale jeśli chodzi o strategię i rozwagę... z tym bywało gorzej. Będę musiał najpierw przeprowadzić zwiad, albo coś w tym rodzaju. - myślał głośno. - I oczywiście odszukać kogo się da z mojej rasy. Może jeszcze ktoś przeżył? - szczerze, zaczynał w to coraz bardziej wątpić.
Prawdopodobnie cały jego klan został zmieciony z powierzchni ziemi. Możliwe, że właśnie oni przegrali. W snach zapewne dowie się więcej. Gdy bardzo długo nad czymś się skupia, z myślą skorzystania z mocy Łapacza, czasami udaje mu się zapaść w trans podobny do śmierci. Podłącza się wtedy do umysłów innych osób, wchodząc w ich sny. To bardzo interesujące doświadczenie, dla niego. Ofiary, raczej odczuwają to niczym najgorszy koszmar. Taki mały szczegół. Niewielu potrafi panować nad snami, a dzięki temu to świetne źródło informacji. Jeśli tylko się postara, cienie również mogły mu pomóc. Oczywiście, nie za darmo.
- To co teraz zrobimy? - zapytał po chwili.
Kastiel?
- Mordują nas? Napadają? Przecież jesteśmy od nich silniejsi! Jeden smok może zmieść z powierzchni ziemi całe miasto! - ekscytował się Seth.
Kastiel pokręcił głową.
- Jak mówiłem, jest was niewielu. Ludzie natomiast dysponują własnymi wynalazkami. Mają broń palną, której nie oprze się nawet twoja łuska. W tych czasach nie jesteśmy już niepokonani. Szczególnie, gdy wiedzą o naszych słabościach. - powiedział, siadając wygodniej na kamieniu.
- Racja, tego nie przewidziałem. Mój mentor zawsze mi mawiał, że wojownikiem jestem dobrym, ale jeśli chodzi o strategię i rozwagę... z tym bywało gorzej. Będę musiał najpierw przeprowadzić zwiad, albo coś w tym rodzaju. - myślał głośno. - I oczywiście odszukać kogo się da z mojej rasy. Może jeszcze ktoś przeżył? - szczerze, zaczynał w to coraz bardziej wątpić.
Prawdopodobnie cały jego klan został zmieciony z powierzchni ziemi. Możliwe, że właśnie oni przegrali. W snach zapewne dowie się więcej. Gdy bardzo długo nad czymś się skupia, z myślą skorzystania z mocy Łapacza, czasami udaje mu się zapaść w trans podobny do śmierci. Podłącza się wtedy do umysłów innych osób, wchodząc w ich sny. To bardzo interesujące doświadczenie, dla niego. Ofiary, raczej odczuwają to niczym najgorszy koszmar. Taki mały szczegół. Niewielu potrafi panować nad snami, a dzięki temu to świetne źródło informacji. Jeśli tylko się postara, cienie również mogły mu pomóc. Oczywiście, nie za darmo.
- To co teraz zrobimy? - zapytał po chwili.
Kastiel?
Od Kastiela C.d. Josephine
- Ciekawa oferta... - Przerwałem cisze. - Osobiście mi to odpowiada, ale jak zapewne wiesz, Josephine, potrzebuję zgody całego Podziemia. Jeśli nie masz nic przeciwko proponuję ci jeden dzień pobytu w Północnym Podziemiu, a ja w tym czasie zdobędę opinie obywateli. - Wypiłem cały swój napój.
- Myślę, że to nie będzie problem. - Znów się uśmiechnęła. - Zostanę jeden dzień. - Odparła.
- Niezmiernie się cieszę. - Wstałem od stołu. - Zajmij się proszę Jasephine, Allanie. - Spojrzałem na lokaja, który się właśnie pojawił.
- Wedle życzenia. - Ukłonił się i podszedł do Josephine.
Ja udałem się oddziału Magów. Od razu przeszedłem do sedna.
- Wyślijcie telepatyczną wiadomość do wszystkich w Podziemiu. ,,Czy mamy zawrzeć sojusz z Południowym Podziemiem?". Następnie wszystkie odpowiedzi przekażcie mi. Do roboty! - Wszyscy zabrali się do pracy.
Skierowałem się teraz do swojego pokoju. Po drodze spotkałem Josephine.
- Już zakwaterowana? - Spytałem zaczynając rozmowę.
Josephine?
- Myślę, że to nie będzie problem. - Znów się uśmiechnęła. - Zostanę jeden dzień. - Odparła.
- Niezmiernie się cieszę. - Wstałem od stołu. - Zajmij się proszę Jasephine, Allanie. - Spojrzałem na lokaja, który się właśnie pojawił.
- Wedle życzenia. - Ukłonił się i podszedł do Josephine.
Ja udałem się oddziału Magów. Od razu przeszedłem do sedna.
- Wyślijcie telepatyczną wiadomość do wszystkich w Podziemiu. ,,Czy mamy zawrzeć sojusz z Południowym Podziemiem?". Następnie wszystkie odpowiedzi przekażcie mi. Do roboty! - Wszyscy zabrali się do pracy.
Skierowałem się teraz do swojego pokoju. Po drodze spotkałem Josephine.
- Już zakwaterowana? - Spytałem zaczynając rozmowę.
Josephine?
Od Josephine C.d. Kastiel
- Czy to nie oczywiste, Kastiel? Trzeb mieć ubezpieczenie w razie
jakiegoś ataku. My pomożemy wam, a wy nam. Na dodatek, gdyby to Cię nie
przekonywało... Mam pewne znajomości i dzięki nim zdobywam całkiem
niezłą broń. Jestem gotowa w razie czego podzielić się nią za minimalne
oraz śmieszne pieniądze.
Rzekła bez zająknięcia ze stoickim spokojem. Nie sugerowała tego, że oni nie mają dobrej broni. Absolutnie! Lecz, taka oferta może bardziej go do tego przekona. Jej uwadze nie uszło to, że jakoś dość często wypowiadał jej imię. Kelner wrócił z jej zamówieniem i postawił kieliszek wody przed nią. Wzięła go i upiła wody, po czym cicho westchnęła. O tak, tego jej było potrzeba. Znów wbiła swój wzrok w niego.
- Wiem, że tak szybkie działanie może Cię odrobinę zadziwiać, ale najlepiej jest załatwiać wszystko na samym początku, prawda? Pytanie... Czy się zgadzasz i co o tym myślisz?
Założyła nogę na nogę i poprawiła delikatnie włosy. Na jej ustach wciąż był ten delikatny i przyjazny uśmiech, w którym nie było ani krzty fałszu. Jest gotowa na jego słowa, których się nie spodziewa. Po jego twarzy nie może wywnioskować co o tym sądzi, dlatego też była bardzo ciekawa jego odpowiedzi.
- W sumie, na naszym sojuszu nikt nie ucierpi i raczej nic nie stracisz, a bardziej zyskasz. Podobnie jak ja.
Dodała nie spuszczając z niego wzroku. Nie będzie od niego oczekiwać jakiejś ogromnej oferty, bo to w końcu ona przychodzi z propozycją, ale... jednak będzie miała uwagę co do tej umowy. Skoro ona da im broń, to oni też mogą jej coś dać. Ale o tym, dopiero potem.
( Kastiel? <; )
Rzekła bez zająknięcia ze stoickim spokojem. Nie sugerowała tego, że oni nie mają dobrej broni. Absolutnie! Lecz, taka oferta może bardziej go do tego przekona. Jej uwadze nie uszło to, że jakoś dość często wypowiadał jej imię. Kelner wrócił z jej zamówieniem i postawił kieliszek wody przed nią. Wzięła go i upiła wody, po czym cicho westchnęła. O tak, tego jej było potrzeba. Znów wbiła swój wzrok w niego.
- Wiem, że tak szybkie działanie może Cię odrobinę zadziwiać, ale najlepiej jest załatwiać wszystko na samym początku, prawda? Pytanie... Czy się zgadzasz i co o tym myślisz?
Założyła nogę na nogę i poprawiła delikatnie włosy. Na jej ustach wciąż był ten delikatny i przyjazny uśmiech, w którym nie było ani krzty fałszu. Jest gotowa na jego słowa, których się nie spodziewa. Po jego twarzy nie może wywnioskować co o tym sądzi, dlatego też była bardzo ciekawa jego odpowiedzi.
- W sumie, na naszym sojuszu nikt nie ucierpi i raczej nic nie stracisz, a bardziej zyskasz. Podobnie jak ja.
Dodała nie spuszczając z niego wzroku. Nie będzie od niego oczekiwać jakiejś ogromnej oferty, bo to w końcu ona przychodzi z propozycją, ale... jednak będzie miała uwagę co do tej umowy. Skoro ona da im broń, to oni też mogą jej coś dać. Ale o tym, dopiero potem.
( Kastiel? <; )
Od Setha C.d. Argenty
Seth uśmiechnął się do niej szeroko.
- Acha I? - zapytał, gładząc podbródek.
Przez głowę przeszła mu myśl: "Zabiła człowieka... pfi, jakby to było coś wielkiego." Osobiście zabił ich setki i jakoś się nie przejmował. Ale w sumie, miał przed sobą drobniutką istotkę płci słabszej i natychmiast przybrał dobrotliwy wyraz twarz. Zupełnie chyba zapomniał, że jeszcze przed chwilą to ONA go powaliła i groziła skróceniem o głowę. Ot, nieistotny szczegół.
- Jak to i?! To przecież... - spuściła głowę, a perłowe włosy zasłoniły twarz.
- Wiesz? Przypominasz mi kogoś. - powiedział szybciej nim zdołał się powstrzymać.
- Słucham?
Seth zmarszczył brwi zastanawiając się jak uniknąć kłopotliwych wyjaśnień w które sam się wrobił.
- Znaczy... ta istota pewnie już dawno nie żyje. - powiedział, gładząc kark w zakłopotaniu.
Gdy zobaczył, że wciąż się w niego wpatruje wiedział, że nie umknie i będzie musiał kontynuować.
- Była młoda jak na odpowiedzialność którą ją obarczono. Ale piękna niczym promień słońca wpadający do ciemnej jaskini. Wiesz, taki na który się wyczekuje z upragnieniem i niecierpliwością. - rozmarzył się wspominając przeszłość.
Dziewczyna uniosła jedną brew, ale nie przerywała.
- Była księżniczką i przez pewną wojnę, wyjątkowo głupią, została królową. Nie umiała jednak poradzić sobie z tym wszystkim. Każdy chciał aby była kim innym, a ona nie wiedziała komu może zaufać. Zagubiła się w tym labiryncie zdrady i oszustw. - zachmurzył się lekko, gdy wszystko sobie przypomniał.
- Co się z nią stało? - zapytała Argenta.
Seth spojrzał na nią ze smutkiem w błękitnych oczach.
- Nie wiem. Umarłem... - otrząsnął się i przygładził włosy które zaczął szarpać wzrastający na sile wiatr. - Ale dość o tych starych czasach. Nie lepiej będzie jeśli pójdziemy do Podziemia? Tu nie jest zbyt bezpiecznie.
Argenta? :)
- Acha I? - zapytał, gładząc podbródek.
Przez głowę przeszła mu myśl: "Zabiła człowieka... pfi, jakby to było coś wielkiego." Osobiście zabił ich setki i jakoś się nie przejmował. Ale w sumie, miał przed sobą drobniutką istotkę płci słabszej i natychmiast przybrał dobrotliwy wyraz twarz. Zupełnie chyba zapomniał, że jeszcze przed chwilą to ONA go powaliła i groziła skróceniem o głowę. Ot, nieistotny szczegół.
- Jak to i?! To przecież... - spuściła głowę, a perłowe włosy zasłoniły twarz.
- Wiesz? Przypominasz mi kogoś. - powiedział szybciej nim zdołał się powstrzymać.
- Słucham?
Seth zmarszczył brwi zastanawiając się jak uniknąć kłopotliwych wyjaśnień w które sam się wrobił.
- Znaczy... ta istota pewnie już dawno nie żyje. - powiedział, gładząc kark w zakłopotaniu.
Gdy zobaczył, że wciąż się w niego wpatruje wiedział, że nie umknie i będzie musiał kontynuować.
- Była młoda jak na odpowiedzialność którą ją obarczono. Ale piękna niczym promień słońca wpadający do ciemnej jaskini. Wiesz, taki na który się wyczekuje z upragnieniem i niecierpliwością. - rozmarzył się wspominając przeszłość.
Dziewczyna uniosła jedną brew, ale nie przerywała.
- Była księżniczką i przez pewną wojnę, wyjątkowo głupią, została królową. Nie umiała jednak poradzić sobie z tym wszystkim. Każdy chciał aby była kim innym, a ona nie wiedziała komu może zaufać. Zagubiła się w tym labiryncie zdrady i oszustw. - zachmurzył się lekko, gdy wszystko sobie przypomniał.
- Co się z nią stało? - zapytała Argenta.
Seth spojrzał na nią ze smutkiem w błękitnych oczach.
- Nie wiem. Umarłem... - otrząsnął się i przygładził włosy które zaczął szarpać wzrastający na sile wiatr. - Ale dość o tych starych czasach. Nie lepiej będzie jeśli pójdziemy do Podziemia? Tu nie jest zbyt bezpiecznie.
Argenta? :)
Od Kastiela C.d. Setha
- Pytasz się co się stało? - Parsknąłem. - Ewolucja. - Dodałem.
Poklepałem miejsce na murze, żeby usiadł. Po chwili to tez uczynił.
- Ludzie tak jak zwierzęta ewoluują. W przeciwieństwie do nas... my byliśmy doskonali od zawsze. - Spojrzałem na Setha.
- Ewolucja? Ale jak to się stało, że nas odkryli? - Dziwił się dalej.
- No cóż... kiedy miałem szesnaście lat... szmat czasu temu.. - Znów złożyłem ręce za głową. - Moja mała siostrzyczka, która była zbyt ciekawska wyszła nocą na Powierzchnię. Już wtedy ludzie byli bardzo rozwinięta rasą i ją schwytali. Z pomocą maszyn wyciągnęli z niej informacje, dzięki jej DNA stworzyli pół-ludzi, pół-Mistyków. Hybrydy. Zaatakowali nas. Rozdzieliliśmy Podziemie na cztery części i teraz się bronimy. Może kiedyś zaatakujemy... - Zamknąłem oczy.
- Rozumiem... - Wymamrotał łapiąc się za podbródek.
Seth?
Poklepałem miejsce na murze, żeby usiadł. Po chwili to tez uczynił.
- Ludzie tak jak zwierzęta ewoluują. W przeciwieństwie do nas... my byliśmy doskonali od zawsze. - Spojrzałem na Setha.
- Ewolucja? Ale jak to się stało, że nas odkryli? - Dziwił się dalej.
- No cóż... kiedy miałem szesnaście lat... szmat czasu temu.. - Znów złożyłem ręce za głową. - Moja mała siostrzyczka, która była zbyt ciekawska wyszła nocą na Powierzchnię. Już wtedy ludzie byli bardzo rozwinięta rasą i ją schwytali. Z pomocą maszyn wyciągnęli z niej informacje, dzięki jej DNA stworzyli pół-ludzi, pół-Mistyków. Hybrydy. Zaatakowali nas. Rozdzieliliśmy Podziemie na cztery części i teraz się bronimy. Może kiedyś zaatakujemy... - Zamknąłem oczy.
- Rozumiem... - Wymamrotał łapiąc się za podbródek.
Seth?
Od Setha C.d. Kastiel
- Bogowie, Bogowie... Koszmar... to jakiś sen... muszę się tylko
obudzić... - chodził w kółko, z trudem panując nad już i tak
nadszarpniętymi emocjami.
W pewnym momencie zatrzymał się twarzą do ściany i oparł o nią czoło na którym perlił się pot.
- Mówisz... że jest nas bardzo niewielu? Jak... bardzo? - zapytał, nie patrząc na niego.
Zupełnie jakby bał się podnieść wzrok. Może po prostu nie dowierzał swojej samokontroli?
- Cóż, jesteś pierwszym smokiem jakiego widzę w tym podziemiu. Nie jesteście częstym widokiem. - powiedział ze spokojem Kastiel.
Zapanowała chwila straszliwej ciszy. Seth musiał sobie wszystko poukładać w głowie. Od tego jednak rozbolała go ona niemiłosiernie. Miał ochotę usiąść gdzieś pod ścianą i zapomnieć. Może po prostu znowu zapadnie w sen? Tylko, tym razem wieczny? Zamiast tego jednak, kiwnął głową i skrzywił się gdy przeszył ją ból.
- Dziękuję. - wyszeptał.
Kastiel spojrzał na niego chyba z zaciekawieniem. Seth odwrócił się z kamiennym wyrazem twarzy. Na rozpacz przyjdzie czas potem.
- Dzięki tobie wiem co się stało. Potem, dowiem się reszty. - pomasował skronie chcąc ulżyć cierpieniu.
Migrena opanowała go już całkowicie.
- Mówiłeś coś o ludziach. W moich czasach byli zaledwie głupimi istotami którymi łatwo było manipulować. Co poszło nie tak? - zapytał ze spokojem.
Widać jednak było, że chwiał się na nogach ze zmęczenia i chyba nadmiaru informacji.
Kastiel?
W pewnym momencie zatrzymał się twarzą do ściany i oparł o nią czoło na którym perlił się pot.
- Mówisz... że jest nas bardzo niewielu? Jak... bardzo? - zapytał, nie patrząc na niego.
Zupełnie jakby bał się podnieść wzrok. Może po prostu nie dowierzał swojej samokontroli?
- Cóż, jesteś pierwszym smokiem jakiego widzę w tym podziemiu. Nie jesteście częstym widokiem. - powiedział ze spokojem Kastiel.
Zapanowała chwila straszliwej ciszy. Seth musiał sobie wszystko poukładać w głowie. Od tego jednak rozbolała go ona niemiłosiernie. Miał ochotę usiąść gdzieś pod ścianą i zapomnieć. Może po prostu znowu zapadnie w sen? Tylko, tym razem wieczny? Zamiast tego jednak, kiwnął głową i skrzywił się gdy przeszył ją ból.
- Dziękuję. - wyszeptał.
Kastiel spojrzał na niego chyba z zaciekawieniem. Seth odwrócił się z kamiennym wyrazem twarzy. Na rozpacz przyjdzie czas potem.
- Dzięki tobie wiem co się stało. Potem, dowiem się reszty. - pomasował skronie chcąc ulżyć cierpieniu.
Migrena opanowała go już całkowicie.
- Mówiłeś coś o ludziach. W moich czasach byli zaledwie głupimi istotami którymi łatwo było manipulować. Co poszło nie tak? - zapytał ze spokojem.
Widać jednak było, że chwiał się na nogach ze zmęczenia i chyba nadmiaru informacji.
Kastiel?
Od Kastiela C.d. Josephine
- Taa. Wystarczy Kastiel, Josephine. - Odparłem przyglądając jej się.
Po chwili wskazałem ręką jedno z wielu krzeseł. W końcu byliśmy w największej, sali balowej. Josephine usiadła, a ja zaraz po niej.
- Co cię sprowadza, w moje skromne progi. Co, Josephine? - Spytałem splatając palce i opierając się na łokciach o stół.
Wciąż obserwowałem dziewczynę. Po chwili jeden z kelnerów przyniósł na srebrnej tacy kieliszek z czerwonym płynem. Postawił go przede mną.
- Życzysz sobie czegoś? Josephine? - Spytałem biorąc łyka z kieliszka.
- Woda wystarczy. - Odparła z uśmiechem.
Kelner skłonił się i odszedł.
- W takim razie... Po co tutaj przybyłaś? - Spytałem opierając się o krzesło.
- Chciałam zawrzeć sojusz z Północnym Podziemie. - Odparła pewnie.
- Sojusz? Domyślałem się. A co skłoniło Południowe Podziemie do podjęcia takiej decyzji? - Przymknąłem oczy i czekałem na odpowiedź.
Josephine?
Po chwili wskazałem ręką jedno z wielu krzeseł. W końcu byliśmy w największej, sali balowej. Josephine usiadła, a ja zaraz po niej.
- Co cię sprowadza, w moje skromne progi. Co, Josephine? - Spytałem splatając palce i opierając się na łokciach o stół.
Wciąż obserwowałem dziewczynę. Po chwili jeden z kelnerów przyniósł na srebrnej tacy kieliszek z czerwonym płynem. Postawił go przede mną.
- Życzysz sobie czegoś? Josephine? - Spytałem biorąc łyka z kieliszka.
- Woda wystarczy. - Odparła z uśmiechem.
Kelner skłonił się i odszedł.
- W takim razie... Po co tutaj przybyłaś? - Spytałem opierając się o krzesło.
- Chciałam zawrzeć sojusz z Północnym Podziemie. - Odparła pewnie.
- Sojusz? Domyślałem się. A co skłoniło Południowe Podziemie do podjęcia takiej decyzji? - Przymknąłem oczy i czekałem na odpowiedź.
Josephine?
Od Kastiela C.d. Seth
Masz ci los... Jakiś smok dopiero co się obudził ze snu zimowego...
Wstałem powoli i podszedłem do niego. Położyłem mu rękę na ramieniu.
- Już kilkaset lat temu skończyła się wasza wojna. Wtedy było już was mało, a jakieś sto lat później ludzie zaatakowali Podziemia. smoki należą do ras, które są na wyginięciu. - Poklepałem go po ramieniu.
Znów usiadłem na murku.
- Rozumiem, że trudno w to uwierzyć, ale sam spójrz. Kiedyś było jedno Podziemie, a teraz jest podzielone na cztery zamieszkane części i jedną, Środkową, opustoszałą. Ludzie na nas polują, a my się bronimy. - Stwierdziłem zakładając ręce za głowę. - Niezależnie od ery trwa wojna... - Dodałem zamykając oczy.
- A...ale kto wygrał, jaki klan?! - Jak widać jeszcze się nie otrząsnął.
- A skąd mam wiedzieć? I tak jak na te czasy wiem dużo. Jakbyś nie zauważył jestem wampirem nie smokiem. - Prychnąłem.
Seth zaczął chodzić w kółko z twarzą ukrytą w dłoniach.
Seth?
Wstałem powoli i podszedłem do niego. Położyłem mu rękę na ramieniu.
- Już kilkaset lat temu skończyła się wasza wojna. Wtedy było już was mało, a jakieś sto lat później ludzie zaatakowali Podziemia. smoki należą do ras, które są na wyginięciu. - Poklepałem go po ramieniu.
Znów usiadłem na murku.
- Rozumiem, że trudno w to uwierzyć, ale sam spójrz. Kiedyś było jedno Podziemie, a teraz jest podzielone na cztery zamieszkane części i jedną, Środkową, opustoszałą. Ludzie na nas polują, a my się bronimy. - Stwierdziłem zakładając ręce za głowę. - Niezależnie od ery trwa wojna... - Dodałem zamykając oczy.
- A...ale kto wygrał, jaki klan?! - Jak widać jeszcze się nie otrząsnął.
- A skąd mam wiedzieć? I tak jak na te czasy wiem dużo. Jakbyś nie zauważył jestem wampirem nie smokiem. - Prychnąłem.
Seth zaczął chodzić w kółko z twarzą ukrytą w dłoniach.
Seth?
Od Argenty
Szłam długą drogą. Wykończona, zmarznięta i głodna. Pogoda też nie
dopisywała. Było zimno i wiało. Z zachodu nad ciągała wielka czarna
chmura, która co raz szybciej się przemieszcza. Przede mną stał długi i
gęsty las. Można powiedzieć, że było w nim coś co od razu polubiłam.
Uniosłam z nad oczu kaptur i rozejrzałam się dookoła. Miałam nadzieje,
że już więcej nie znajdę się przy jakimś człowieku. Znów naciągnęłam
kaptur i ruszyłam w stronę lasu. Moje myśli były skierowane w strony
Tyrencjusza. Dlaczego to zrobiłam ? Dlaczego właśnie ja ?. Opuściłam
wzrok. Zatrzymałam się pod wielkim dębem. Spojrzałam na konary drzewa.
Usiadłam i wsłuchiwałam się w szum wiatru . Poczułam dziwny odruch, że
ktoś mnie ogląda. Ten ktoś szykuję się na mnie z odsieczą. Wstałam i
zamknęłam oczy, po czym zniknęłam w otchłani. Widziałam wszystko, ale
ten kto mnie zobaczył nie widział mnie ani nie słyszał. Za drzewa które
stało przed dębem, wyszedł mężczyzna. Był on średniej wysokości.
- No i gdzie ona jest ?! - Warknął głośno
Podeszłam do niego i złapałam go za koszule. Przewróciłam na ziemie i pojawiając się przyłożyłam mu miecz do przed gardła. Oddychałam ciężko. Moje oczy przybrały odcień ciemnej czerwieni. Czułam jak całe moje ciało płonie ze złości.
- No i tu jest - Zaczął powoli się poruszać
Przydusiłam go tak do ziemi że nawet nie mógł się poruszyć
- Kim jesteś ? - Co raz bardziej przybliżałam miecz do jego gardła
- Ja - Zaśmiał się szyderczo, co mnie bardzo irytowało - Jestem Seth, no ale ty możesz mi się też przedstawić. Czy może chcesz mnie zabić ?
Schowałam miecz za pas i zeszłam z Seth'a, podając mu rękę.
- Mam na imię Argenta.
- Jak na Ciebie - znów się zaśmiał - To brzydkie imię.
- Myślisz, że nie wiem - Odwarknęłam mu cichutko
- A więc Argento - Popatrzył na mnie - Co tu robisz w tym lesie co ?
- Uciekam - Powiedziałam cicho
- A dlaczego ?
- Bo zabiłam człowieka...
(Seth ? >.< )
- No i gdzie ona jest ?! - Warknął głośno
Podeszłam do niego i złapałam go za koszule. Przewróciłam na ziemie i pojawiając się przyłożyłam mu miecz do przed gardła. Oddychałam ciężko. Moje oczy przybrały odcień ciemnej czerwieni. Czułam jak całe moje ciało płonie ze złości.
- No i tu jest - Zaczął powoli się poruszać
Przydusiłam go tak do ziemi że nawet nie mógł się poruszyć
- Kim jesteś ? - Co raz bardziej przybliżałam miecz do jego gardła
- Ja - Zaśmiał się szyderczo, co mnie bardzo irytowało - Jestem Seth, no ale ty możesz mi się też przedstawić. Czy może chcesz mnie zabić ?
Schowałam miecz za pas i zeszłam z Seth'a, podając mu rękę.
- Mam na imię Argenta.
- Jak na Ciebie - znów się zaśmiał - To brzydkie imię.
- Myślisz, że nie wiem - Odwarknęłam mu cichutko
- A więc Argento - Popatrzył na mnie - Co tu robisz w tym lesie co ?
- Uciekam - Powiedziałam cicho
- A dlaczego ?
- Bo zabiłam człowieka...
(Seth ? >.< )
Od Josephine
Nastał kolejny męczący dzień dla Jose, a na dodatek to właśnie dziś musi
wybrać się w odwiedziny do dowódcy północnego podziemia. Trzeba
zaczynać szybko i sprawnie od samego początku, bowiem w późniejszym
czasie na pewno przyda się ta znajomość. Kobieta liczy też na sojusz i
pokój między południowym, a północnym podziemiem. Lecz jak to spotkanie
dokładnie się potoczy tego nie wie... Oby nie skończyło się na słownej
nieprzyjemnej potyczce między nimi. Będzie grzeczna i w żaden sposób nie
będzie go prowokować. Nie jest pewna czy nie będzie przypadkiem zajęty,
ale warto spróbować iść się z nim zobaczyć. Poza tym, tak naprawdę
dowódcy nigdy nie mają czasu. Przyszykowała się i wybyła ze swego domu w
stronę północnego podziemia. Szczerze mówiąc to nie pamięta, aby
rozmawiała kiedykolwiek z tym dowódcą, ale może... spotkali się gdzieś
kiedyś i ucięli sobie krótką pogawędkę. Będąc już niedaleko westchnęła
ciężko i przyśpieszyła. Wjechała koniem do centrum, aż w końcu dotarła
do zamku. Zeszła z konia i podeszła do wrót, a tam przez chwilę
rozmawiała ze strażnikami. Chyba zrobiła niezłe wrażenie swoim kolorem
skóry, bo widziała delikatne zdziwienie na twarzach strażników. W końcu,
wpuszczono ją do środka, a będąc tam rozejrzała się. Nie było jakiegoś
szału, bowiem zamek był odrobinę podobny do jej. Teraz przyszedł czas na
poszukiwanie dowódcy! Jednak nie zdążyła nawet zacząć poszukiwań, bo
pojawił się przed nią po krótkiej chwili. Delikatnie się uśmiechnęła i
zaczęła mówić przyjaznym tonem.
- Witaj, jestem Josephine Sophie Aristow, dowódca południowego podziemia. Nie mogę sobie przypomnieć, czy przypadkiem gdzieś z tobą nie rozmawiałam, dowódco.
Wyczuwała od niego tą aurę władzy, więc było jasne, że to właśnie on. No chyba, że od każdego w tym podziemiu emanuje taka aura. Obserwowała go uważnie, ale po niej widać było tylko rozluźnienie i przyjazne nastawienie. W sumie, jego wygląd był nawet znajomy i nie mogła pozbyć się tego uczucia, że ma do czynienia z tym osobnikiem nie pierwszy raz.
( Kastiel? <; )
- Witaj, jestem Josephine Sophie Aristow, dowódca południowego podziemia. Nie mogę sobie przypomnieć, czy przypadkiem gdzieś z tobą nie rozmawiałam, dowódco.
Wyczuwała od niego tą aurę władzy, więc było jasne, że to właśnie on. No chyba, że od każdego w tym podziemiu emanuje taka aura. Obserwowała go uważnie, ale po niej widać było tylko rozluźnienie i przyjazne nastawienie. W sumie, jego wygląd był nawet znajomy i nie mogła pozbyć się tego uczucia, że ma do czynienia z tym osobnikiem nie pierwszy raz.
( Kastiel? <; )
Od Setha - C.d. Kastiel
Seth wydawał się przez chwilę lekko zagubiony. Rozejrzał się wokół,
jakby w poszukiwaniu jakiegoś znajomego punktu. Na twarz wyszedł mu
wyraz zmartwienia.
- Ja... właściwie... - po chwili wziął głęboki wdech i otrząsnął się chyba. - Muszę mieć powód aby iść gdzie chcę? - zapytał, również siadając.
Z trudem stłumił jęk ulgi gdy dał odpocząć obolałym stopom. Ile już tak łaził bez celu po nieznanych tunelach? Nie potrafił powiedzieć. Nie chciał też przyznać, nawet przed samym sobą, jak bardzo się cieszył z widoku kogokolwiek żywego. Choć w tym wypadku nieco się mylił.
- Owszem musisz. Jesteś na moim terenie. Mogę to uznać za wtargnięcie. - powiedział Kastiel z nieprzejednaną miną.
Seth westchnął zmęczony. Kolejnej wojny już mu nie było trzeba. Przynamniej na razie.
- Spokojnie. Mam pewne braki w historii. - powiedział, unosząc ręce w obronnym geście.
Jednocześnie zastanawiał się, jak to powiedzieć aby nie wyjść na kompletnego idiotę? Zabłądził, to był fakt. Musiał jednak wyjść z twarzą. W końcu był smokiem.
- Najwyraźniej. - stwierdził tamten, unosząc wysoko brwi.
Seth pokręcił się na twardym kamieniu.
- Powiedzmy, że przybyłem w odwiedziny... do kogoś. Poza tym, te tereny należały do smoków wyznających wężową królową. A ty mi na jednego z nich nie wyglądasz. - skrzyżował ręce na piersi, jakby chciał się poczuć pewniej.
- Na prawdę masz spore braki. Smoków jest teraz bardzo mało.
- My... znaczy oni... czyli, że się wybiliśmy? Wojna była na większą skalę? Kto wygrał? Jaki klan? - wstał, nagle pobudzony.
Nie chciał przyjąć do wiadomości, że wszystko co znał i prawdopodobnie każdy kogo kochał, już nie istnieje.
Kastiel?
- Ja... właściwie... - po chwili wziął głęboki wdech i otrząsnął się chyba. - Muszę mieć powód aby iść gdzie chcę? - zapytał, również siadając.
Z trudem stłumił jęk ulgi gdy dał odpocząć obolałym stopom. Ile już tak łaził bez celu po nieznanych tunelach? Nie potrafił powiedzieć. Nie chciał też przyznać, nawet przed samym sobą, jak bardzo się cieszył z widoku kogokolwiek żywego. Choć w tym wypadku nieco się mylił.
- Owszem musisz. Jesteś na moim terenie. Mogę to uznać za wtargnięcie. - powiedział Kastiel z nieprzejednaną miną.
Seth westchnął zmęczony. Kolejnej wojny już mu nie było trzeba. Przynamniej na razie.
- Spokojnie. Mam pewne braki w historii. - powiedział, unosząc ręce w obronnym geście.
Jednocześnie zastanawiał się, jak to powiedzieć aby nie wyjść na kompletnego idiotę? Zabłądził, to był fakt. Musiał jednak wyjść z twarzą. W końcu był smokiem.
- Najwyraźniej. - stwierdził tamten, unosząc wysoko brwi.
Seth pokręcił się na twardym kamieniu.
- Powiedzmy, że przybyłem w odwiedziny... do kogoś. Poza tym, te tereny należały do smoków wyznających wężową królową. A ty mi na jednego z nich nie wyglądasz. - skrzyżował ręce na piersi, jakby chciał się poczuć pewniej.
- Na prawdę masz spore braki. Smoków jest teraz bardzo mało.
- My... znaczy oni... czyli, że się wybiliśmy? Wojna była na większą skalę? Kto wygrał? Jaki klan? - wstał, nagle pobudzony.
Nie chciał przyjąć do wiadomości, że wszystko co znał i prawdopodobnie każdy kogo kochał, już nie istnieje.
Kastiel?
Od Kastiela C.d. Setha
Jak zwykle pilnowałem Północnego Podziemia. Właśnie poszedłem sprawdzić zachodnie wejście, kiedy gdzieś daleko, w starych tunelach, wyczułem smoka. I to nie byle jakiego. Smoka w swojej prawdziwej formie, a to ci rzadkość... Zmieniłem kierunek i już po minucie lub dwóch byłem przed tunelami.
Spomiędzy skał wyleciał ogromny, srebrny smok. Szczerze to z czterysta lat takiego nie widziałem. Zatrzymał się w powietrzu nade mną i oglądał co to za miejsce.
- Hej. - Powiedziałem z ziemi do smoka.
On jak widać usłyszał mnie i starał się wylądować. Trochę śmiesznie to wyglądało, ale w końcu dopiął swego i stał przede mną. Stojąc ze mną twarzą w twarz przemienił się w ludzką postać.
- Brawo. - Powiedziałem z obojętnym wzrokiem.
Mężczyzna spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- W naszych czasach ujrzeć smoka, który nie jest w formie ludzkiej to rzadkość. - Wyjaśniłem.
Mężczyzna wciąż dziwnie na mnie patrzył.
- Jesteś na moim terytorium, w Północnym Podziemiu. Przedstaw się chociaż. - Przekręciłem oczami.
- Seth Laime... - Odpowiedział rozglądając się w koło.
- Tak lepiej, jestem Kastiel. Co tu robisz? - Spytałem siadając na murku, który odgradzał Podziemie od tuneli.
Seth?
Spomiędzy skał wyleciał ogromny, srebrny smok. Szczerze to z czterysta lat takiego nie widziałem. Zatrzymał się w powietrzu nade mną i oglądał co to za miejsce.
- Hej. - Powiedziałem z ziemi do smoka.
On jak widać usłyszał mnie i starał się wylądować. Trochę śmiesznie to wyglądało, ale w końcu dopiął swego i stał przede mną. Stojąc ze mną twarzą w twarz przemienił się w ludzką postać.
- Brawo. - Powiedziałem z obojętnym wzrokiem.
Mężczyzna spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- W naszych czasach ujrzeć smoka, który nie jest w formie ludzkiej to rzadkość. - Wyjaśniłem.
Mężczyzna wciąż dziwnie na mnie patrzył.
- Jesteś na moim terytorium, w Północnym Podziemiu. Przedstaw się chociaż. - Przekręciłem oczami.
- Seth Laime... - Odpowiedział rozglądając się w koło.
- Tak lepiej, jestem Kastiel. Co tu robisz? - Spytałem siadając na murku, który odgradzał Podziemie od tuneli.
Seth?
Od Kastiela C.d. Argona
- Miło nam. Można wiedzieć jak się zwiesz? Osobiście wolę wiedzieć z kim rozmawiam. - Powiedziałem z kamienna twarzą robiąc krok i przy okazji wychodząc z największego cienia.
- Argona. - Odparła krótko i niechętnie.
- W takim razie, Argono. Skąd znałaś miejsce położenia Północnego Podziemia? - Spytałem trochę podejrzliwie.
Dziewczyna tylko wzruszyła obojętnie ramionami.
- Ktoś cię śledził? - Spytałem już z większa niepewnością.
- Gdyby ktos mnie sledził już by nie żył. - Odpowiedziała pewna siebie i z wyraźna pogarda w moją stronę.
Skoro ona nikogo nie wyczuła, a ja nie widzę innych istot żyjących wokół wejścia, myślę, że nie kłamie. Rozluźniłem się i skierowałem w stronę jednej ze ścian z przymkniętymi oczami.
- Jesteś tu tylko w odwiedziny czy zamierzasz zostać na dłużej? - Spytałem patrząc ukradkiem w jej stronę.
Dziewczyna również oparła się o ścianę, tyle że przeciwną.
- Znam cię. Ostatnio było o tobie głośno. Ponury Żniwiarz... Wykonałaś sporo mordów. Jeśli nie masz nic przeciwko, to chciałbym abyś została Głównym Skrytobójcą w Podziemiu Północnym.
Argona zaczęła się zastanawiać co chwilę spoglądając na mnie pod kątem.
- Będę mogła zabijać? - Spytała po chwili z iście szaleńczym wzrokiem.
- Wszystkich ludzi jakich spotkasz i niektórych Mistyków, którzy nie przestrzegają prawa bądź nas zdradzają. - Odpowiedziałem, a moje oczy zmieniły kolor na krwisty.
- Mi to pasuje. - Odpowiedziała z uśmiechem na ustach, ale wciąż gotowa do walki bądź ataku.
- W takim razie dam ci radę. Nie wszczynaj bójek w Podziemiu, bo inaczej będziesz miała problemy. - Wsadziłem ręce do kieszeni i skierowałem się w stronę wyjścia z warowni.
<Argona?>
- Argona. - Odparła krótko i niechętnie.
- W takim razie, Argono. Skąd znałaś miejsce położenia Północnego Podziemia? - Spytałem trochę podejrzliwie.
Dziewczyna tylko wzruszyła obojętnie ramionami.
- Ktoś cię śledził? - Spytałem już z większa niepewnością.
- Gdyby ktos mnie sledził już by nie żył. - Odpowiedziała pewna siebie i z wyraźna pogarda w moją stronę.
Skoro ona nikogo nie wyczuła, a ja nie widzę innych istot żyjących wokół wejścia, myślę, że nie kłamie. Rozluźniłem się i skierowałem w stronę jednej ze ścian z przymkniętymi oczami.
- Jesteś tu tylko w odwiedziny czy zamierzasz zostać na dłużej? - Spytałem patrząc ukradkiem w jej stronę.
Dziewczyna również oparła się o ścianę, tyle że przeciwną.
- Znam cię. Ostatnio było o tobie głośno. Ponury Żniwiarz... Wykonałaś sporo mordów. Jeśli nie masz nic przeciwko, to chciałbym abyś została Głównym Skrytobójcą w Podziemiu Północnym.
Argona zaczęła się zastanawiać co chwilę spoglądając na mnie pod kątem.
- Będę mogła zabijać? - Spytała po chwili z iście szaleńczym wzrokiem.
- Wszystkich ludzi jakich spotkasz i niektórych Mistyków, którzy nie przestrzegają prawa bądź nas zdradzają. - Odpowiedziałem, a moje oczy zmieniły kolor na krwisty.
- Mi to pasuje. - Odpowiedziała z uśmiechem na ustach, ale wciąż gotowa do walki bądź ataku.
- W takim razie dam ci radę. Nie wszczynaj bójek w Podziemiu, bo inaczej będziesz miała problemy. - Wsadziłem ręce do kieszeni i skierowałem się w stronę wyjścia z warowni.
<Argona?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
