piątek, 11 lipca 2014

Od Setha C.d. Kastiel

Gdy tylko odeszliśmy kawałek od obozu, a zapach smażonego mięsiwa i dymu z ogniska już do nas nie dochodził, zapytałem szeptem.
- Dlaczego nie możemy z nimi negocjować? W końcu to tylko ludzie. - powiedziałem, ale dla pewności obejrzałem się za siebie.
- Taaa... tylko ludzie. Ludzie, którzy bez wahania rozbili w pył Środkowe Podziemie. Ludzie uzbrojeni po zęby w broń, o której nawet ci się nie śniło! Oni nie chcą negocjować Seth. Jest jedna zasada której się trzymają. Czego nie znasz, tego się boisz, a czego się boisz, to niszczysz.
Przystanąłem zaskoczony. Jakże chciałem odpocząć od wojen i bezsensownych rzezi. Najwyraźniej jednak los chciał inaczej. My smoki, swego czasu wyznawaliśmy podobne zasady. Na szczęście to już minęło. Nie chciałem mimo wszystko mówić mu, że zupełnie nie zgadzam się z tą teorią. W swoim czasie miałem zamiar przeprowadzić własny zwiad. Tymczasem jednak musieliśmy iść dalej. Ruszyłem pewniej i szybciej, gdyż przez przemyślenia zostałem nieco z tyłu. Nagle usłyszałem głośny szczęk metalu. Coś jak "Pstryk" i cisza. Skrzywiłem się i rozejrzałem.
- Kastiel... - wyszeptałem. - Chyba w coś... - nie dokończyłem, gdyż zaraz potem rozwyły się syreny alarmowe.
Uniosłem ręce do uszu. Jeszcze nigdy nie słyszałem podobnego jazgotu! Na Bogów! Cóż mógł tworzyć takie okropieństwo?! Nie dane mi było zbadać, gdyż z lasu zaczynali wychodzić uzbrojeni ludzie. Wykrzykiwali jakieś polecenia, ale przez hałas nic nie słyszałem. Czułem, że jeśli się ruszę, to coś na co nadepnąłem wybuchnie. Zastanawiając się czy zdążę przybrać formę smoka, przyjąłem z trudem postawę obronną.
- Otoczyć go! I niech ktoś mi wyłączy tą cholerną syrenę! - warknął jeden z nich celując mi w pierś z długiej, dziwnej rurki. - No proszę. Co też przywiało cię bratku do nas? - zapytał z paskudnym uśmiechem.
Wyglądał nie młodo. Miał lekko przerzedzone, brązowe włosy, haczykowaty nos i bystre, zielone oczy. Przez twarz przechodziła paskudna, stara blizna. Zaczynała się od czoła i biegła w dół do policzka. Ubrany był w strój wojskowy którego zieleń idealnie zlewała się z lasem. Do niego podszedł drugi mężczyzna, a raczej młody chłopak. Mógł mieć nie więcej niż 17-18 lat. Skierował na mnie jakieś urządzenie.
- Generale. On nie jest człowiekiem.

Kastiel?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz