Mężczyzna stał przede mną.
Westchnęłam.
- Co sobie zrobiłeś - zapytałam po raz drugi.
Dopiero teraz tak jakby mnie zauważył.
- Kim jesteś?
- Tak ciężko odpowiedzieć na zadane pytanie?
- Nic mi nie jest - zacisnął usta tak mocno, iż powstała cienka kreska.
Zeskoczyłam lekko i stanęłam naprzeciwko.
Długo się nie zastanawiając podeszłam i szybkim ruchem oderwałam kawał odzieży z jego ramienia.
Syknął, ale nic po za tym nie powiedział.
- Zrobione - rzekłam i pokazałam mu zabandażowane miejsce.
Podniósł brew.
- Co tu jeszcze robisz? - warknął w moją stronę.
- Czekam na ładne "dziękuję" - uśmiechnęłam się szyderczo.
Nie wiem co on sobie o mnie pomyśli, ale co z tego?
Przecież uratowałam mu tyłek.
- Dziękuję - wydukał.
- No widzisz, ciężko nie było. A tak odbiegając od tematu. Co robisz na tych ziemiach?
- Możesz podać mi swe imię?
- A czy wrogowi można ufać?
- Nie.
- Masz już odpowiedź na własne pytanie. Jeśli jednak przyrzekniesz, że
nikomu nic nie powiesz o mym imieniu... to podzielę się nim z tobą.
Widziałam jak rozmyślał nad tym dłuższą chwilkę.
- To działa w obie strony?
Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się ukazując szereg kłów.
- Jeśli ci na tym zależy...
- Zgoda - odpowiedział i wyciągnął rękę.
Uściskałam ją więc.
- Mam na imię Sky Mia Toretto
- Lestat de Lincourt
<Lestat?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz