poniedziałek, 30 czerwca 2014

Od Argenty C.d. Seth

Przed nami były wielkie schody. Powolnym krokiem doszłam do Seth'a i zaczęliśmy schodzić. Ściany były strasznie zakurzone, oblepione w stare pajęczyny. Pachniało trupem i nie było zbyt przyjemnie. Kiedy zeszliśmy znaleźliśmy się w dużym holu. Doszliśmy do drzwi. Seth otworzył je i przeszedł przez próg. Zatrzymałam się myśląc czy zrobić kolejny krok.
- Choć - Seth pokiwał głową w prawą stronę
- Myślisz - Spojrzałam w jego błękitne oczy - Czy będę tu pasować ?
Seth zaśmiał się głośno. Odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam i czułam, że jego śmiech dotyczy tego, że będę pasować do podziemia. Poszłam za Seth'em. Pojawiliśmy się w ogromnej sali. Wyglądała jak sala tronowa, no i może to była sala tronowa. Przed nami siedział wysoki, czarno-włosy mężczyzna. Seth podszedł bliżej niego i ukłonił się.
- Witaj Seth - Uśmiechnął się lekko - Co Cię tu sprowadza
- Przyprowadziłem pewną dziewczynę - Odwrócił się i spojrzał na mnie po czym dodał...

<Seth ? xd Znów brak Weny >

Od Kastiela C.d. Setha

- Kto wie... Niektórzy z własnej woli, niektórzy z woli Podziemia... Jestem Dowódcą, więc starają się wkraść w moje łaski, a może nie maja domu? - Uniosłem ręce i uśmiechnąłem się lekko. - Kto ich tam wie? Chcesz tą Khakkharę czy włócznia wystarczy? - Spojrzałem na niego.
- Jeśli jednak masz nie pogardziłbym... - Wzruszył ramionami.
- Przynieś Khakkharę z głównej zbrojowni. - Powiedziałem do lokaja, a ten ukłonił się i rozmył z cieniu.
- Demony tak mają. - Powiedziałem do Setha i wskazałem głową drzwi wyjściowe.
nie uszliśmy daleko, a lokaj przyniósł broń. Seth wziął ja w ręce i zaczął sprawdzać. To obracał nią w rękach, to tnąc powietrze.
- Podoba mi się. - Uśmiechnął się i podbiegł do mnie.
Skoro kierowaliśmy się na Zachód postanowiłem najpierw wyruszyć do Środkowego Podziemia, a potem wydostać się na Powierzchnię.
Wyszliśmy przez największe wrota, jakie były w naszym Podziemiu i weszliśmy w sieć podłużnych, może się wydawać, że niekończących się, tuneli. Już na samym początku wziąłem kawałek drewna z ziemi i podpaliłem go mocą. Podałem go Sethowi.
- Dzięki, Jak to zrobiłeś? - Spytał zaciekawiony.
- Kontrola materii. Wystarczy sprawić, aby powietrze wokół przedmiotu szybciej się poruszało, aż w końcu tak się nagrzeje, że powstanie ogień. To jeden ze sposobów ludzi na wzniecenie ognia, ale oni potrzebują do tego maszyn. - Wyjaśniłem. - Tylko nie idź zbyt blisko mnie z tym ogniem. Daje za dużo światła... - Spojrzałem pod katem na ogień i zrobiłem skwaszona minę.

Seth?

Od Setha C.d. Righy

Od Setha - Cd. Righy
Seth spojrzał na cienia i skrzywił się znacznie.
- Obawiam się, że z nim nigdy nic nie wiadomo. Raz może chcieć, a za chwilę zniknąć nam z oczu. - powiedział speszony.
Cień zaś nie poruszył się, zupełnie jakby nie wiedział, że mówią o nim. Tymczasem Seth skierował się w stronę odległego tunelu prowadzącego w stronę Północnych Podziemi.
- Często chodzisz na tak długie spacery? - zapytał po chwili, odwracając się do niej.
Z ulgą stwierdził jeszcze, że istota mroku pozostała na swym miejscu. Wyglądało na to, że nie uznała ich za wystarczająco interesujących. Oczywiście w ciemnościach żyło ich wystarczająco wielu aby nigdy nie być samym, niemniej Seth cieszył się z tej chwili spokoju.
- Czasami... wiesz, chadzam własnymi ścieżkami. - powiedziała z uśmiechem.
Przystanęła nagle, gdy na karku poczuła powiew zimnego powietrza. Niosło ze sobą odrażającą zatęchłą nutę, podobną do grobowej aury. Seth również przystanął.
- Coś nie tak?
- Nie czujesz tego? - uniosła palec w górę, jakby dla podkreślenia słów.
- Ja nic nie...- zawahał się i chyba również poczuł odór.
Skrzywił się nieco i zaczął rozglądać z zakłopotaniem.
- Co to może być? - zapytał chodząc w kółko i badając ściany.
- Nie wiem...
Gdy tuż obok niej pojawił się cień, pisnęła cicho i odskoczyła zwinnie. Seth spostrzegł to i spojrzał karcąco na stworzenie.
- Mógłbyś tak nie robić?! Jesteśmy nieco zajęci.
- Wracajcie. Nie powinniście tu przebywać. To przeklęte miejsce. - mamrotał pod nosem tym swoim drażniącym głosem.
- Co on bredzi? - zapytała dziewczyna.
Tymczasem odór stawał się coraz bardziej wyraźny. W końcu ich oczom ukazała się niewielka szczelina w murze.

<Righa?>

Od Setha C.d. Kastiel

Seth uśmiechnął się z zakłopotaniem.
- Nie masz tego co najbardziej lubię, ale i tak sobie poradzę. - powiedział, sięgając po dobrze wyważoną włócznię i kilka sztyletów, które wsunął sobie za pas.
Kastiel spojrzał zaskoczony.
- A co byś chciał? Mam dobry i szeroki ekwipunek. Znajdziesz tu wszystko. Od broni białej, poprzez miotaną, aż po palną.
Seth ponownie zaczął oceniać to co widział. Nie miał pojęcia co to jest broń palna, ale po niezbyt imponującym widoku tejże, zdecydował, że nie jest dla niego.
- Ja zwykle walczę Khakkharą. Wiesz, to taka tyczka podobna do włóczni, ale zakończona połączonymi kółkami. - starał się wytłumaczyć.
Dowódca uniósł rękę, uciszając go.
- Wiem co to jest. Mało kto nimi walczy, dlatego ich u mnie nie ma. - skierował się w stronę drzwi.
Seth dopiero teraz spostrzegł lokaja.
- Masz służących? Super. - powiedział z szacunkiem w głosie. - To człowiek w niewoli czy po prostu zgodził się ci służyć i jest Mistykiem? A może mu zagroziłeś?

Kastiel? ^^

Od Argony do Kastiela i Righy

Usłyszałam jak drzwi zamykają się za wampirem. Pozostawił mnie samą wewnątrz zamku. Cóż za brak ostrożności. Przecież mogłam przejść na stronę ludzi i chcieć zebrać informacje o mieszkańcach podziemia, by ich zniszczyć. W tym momencie mogłam przeszukać zamek, wejść do jego gabinetu i wykraść "tajne akta:. Wzruszyłam ramionami. A czego spodziewałam się po wampirze?
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do wyjścia w ślad za Kastielem. Wyjątkowo nie miałam ochoty pomagać ludziom. Wyszłam z zamku na pustą ulicę. Teraz zostawało mi znaleźć sobie jakiś dogodny punkt obserwacyjny...

(...) Budynek położony najbardziej w północnej części groty okazał się idealny. Wybrałam dla siebie mieszkanie na ostatnim piętrze masywnego bloku. Było ono spore, ale puste. Betonowe ściany były zimne i ponure. Jego okna wychodziły na trzy strony, a tylną ściana była ścianą jaskini, w której znajdowało się miasto. W ramach okiennych brakowało szkła, więc było dość zimno. Idealne miejsce. Jakby przygotowane pod szachownicę, po której będę przesuwać moje figury. Uśmiechnęłam się do siebie. Czas wziąć się do roboty!

(...) Po kilku tygodniach do podziemia zaczęli przybywać masowo uchodźcy. Stworzenia z rożnych stron świata tłoczyły się w jednej jaskini, szukając choćby skrawka miejsca dla siebie. Kastiel musiał mieć z nimi urwanie głowy. W końcu wśród tej bezimiennej masy niepostrzeżenie do podziemia mogły wtargnąć Hybrydy.
Na razie nie miałam wiele do roboty. Niedawno skończyłam wyposażać pomieszczenie i wszystko było już gotowe. Nie otrzymałam jeszcze żadnych rozkazów, więc przypuszczałam, że ludzie jeszcze nie odkryli lokalizacji podziemia, ani nie zbliżyli się zbytnio do żadnego z wejść.
Większość czasu spędzałam na patrolowaniu ulic i zbieraniu informacji o wszystkich mieszkańcach podziemia, o dokładnym położeniu budynków.
Tego dnia również ruszyłam na zwiad. Szłam ulicami miasta niemal wtapiając się w tłum. Wtem niespodziewanie wpadła na mnie jakaś kobieta wyglądająca dość dziecinnie. Może przez białe uszy na głowie?
Garnek wypadł jej z rąk i potoczył się po drodze. Pobiegła za nim i wzięła z powrotem do ręki, po czym podeszła do mnie i powiedziała niepewnie "Przepraszam"
- Lepiej uważaj jak chodzisz - warknęłam cicho odnotowując w pamięci wygląd kotołaczki i jej niezdarność
- Ja... - zaczęła, ale machnęłam ręką
- Nieważne, nie mówmy o tym - przybrałam zimny, obojętny wyraz twarzy - Powiedz lepiej czemu ten garnek śmierdzi szczurami? Czyżbyś jadła myszki jak inne kotki?
Zobaczyłam jak kobieta lekko się czerwieni ze wstydu lub... oburzenia?

(Right?)

Od Righy C.d. Seth

- Um... Jasne, masz fajnych znajomych.
Ponownie spojrzałam na cień. Łypał na mnie jaskrawo zielonymi oczami.
- No! To ja już pójdę! Dziękuję za rozmowę i tak dalej. - Huśtałam się stawiając raz na pięcie, raz na palcach.
Klasnęłam energicznie i zaczęłam iść.
- Nie w tę stronę. Północ jest bardziej tam. - Seth chwycił mnie za ramiona i przekręcił w odpowiednią stronę.
- Tam, oczywiście. - Wysunęłam rękę i pokazałam na wprost.
Po plecach przeleciał mi lekki wiatr. W Podziemiu, wiatr.
- Odprowadzić cię? - Zaproponował Seth.
Zamruczałam.
- Wybacz, nie panuje nad tym. - Powiedziałam speszona.
- To odprowadzić cię czy nie?
- Jasne, nie widzę problemu. - Wyruszyłam ramionami próbując udawać, że jest mi to zupełnie obojętne.
Chłopak zaśmiał się lekko.
- A ten twój uroczy przyjaciel też z nami idzie? - Wskazałam ruchem głowy na cień.

<Seth?>

Powitajmy Lestata!

Więcej tutaj! KLIK

niedziela, 29 czerwca 2014

Od Josephine C.d. Kastiel

Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Jej ojciec i on znali się? Czemu nawet nie wspomniał o nim? Jak zwykle, te tajemnice... Nie wierzy w to, że od tak zapomniał o tym jej powiedzieć. Gdy powiedział, że odwiedził ich i widział ją, to wszystko się wyjaśniło. Ale przecież, skoro była taka mała nie powinna była zapamiętać jakiegoś faceta. O dziwo, to właśnie stąd go kojarzyła.
- Ojciec o tobie nie wspominał, więc nie miałam pojęcia, że się znaliście. Przynajmniej wiem już skąd Cię kojarzę.
Uśmiechnęła się do niego, a zdziwienie powoli opuściło jej twarz. Wróciła myślami do jego słów na samym początku i tego stwierdzenia, iż ładnie wyrosła.
- Dziękuję bardzo za ten komplement. Doprawdy? Aż tak bardzo przypominam ojca? Liczę na to, że też zostaniemy przyjaciółmi.
Zastanawiała się kiedyś nad tym, ale dość szybko opuściła te myśli o podobieństwie. Teraz ma kogoś, kto nawet to potwierdza.


Kastiel? Ach, to lenistwo xD

Od Kastiela C.d. Seth

- Smoki są naprawdę zabawne. - Zaśmiałem się. - Niech będzie. Powędruje z tobą.
Uśmiechnąłem się i wstałem z krzesła. Podszedłem do jednej ze ścian. Zapukałem o nią i kawałem ściany rozpłynął się w powietrzu ukazując całe mnóstwo broni. Wziąłem jeden z mieczy i włożyłem za plecy. Chwilę szukałem jeszcze czegoś. W końcu zdecydowałem się na mały pistolet.
- Wybierz coś sobie Seth. Będziemy iść Powierzchnia, będzie zabawniej, a ty nie będziesz mógł się zmienić w smoka. - Wskazałem na arsenał broni.
- Czemu nie? - Zdziwił się.
Zamknąłem oczy i westchnąłem. Zabrałem jeszcze dziesięć sztyletów i wsadziłem do pasa.
- A chcesz, żeby ludzie cię znaleźli? - Spytałem retorycznie.
Seth wrócił na ziemię i przypomniało mu się, że ludzie mogą nam zagrozić.
- Racja. - Podszedł do składu i zaczął wybierać między najróżniejszymi z broni.
Nie czekając na niego ruszyłem ku wyjściu i wezwałem lokaja.
- Idę na zwiad. Nie będzie mnie przez jakiś czas. Przez ten czas Carla tu dowodzi. - Powiedziałem do lokaja.
W tym czasie Seth do mnie podszedł.
- Co wybrałeś? - Spytałem.

Seth?

Od Setha C.d. Kastiel

Seth zmrużył groźnie oczy. Reagował intuicyjnie i tylko siłą woli powstrzymał się przed bardziej agresywnym zachowaniem. Przecież był tu gościem i jakby to wyglądało, gdyby zaatakował gospodarza? Nie ładnie...
- Cóż, myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. - powiedział po chwili, gładząc podbródek.
Usiadł wygodniej na krześle, które zaprotestowało głośnym skrzypieniem.
- Zawsze lubiłem Zachód. Kiedyś właśnie tam mieli swe tereny smoki z mojego klanu. Miło byłoby wrócić do domu. - rozmarzył się z zachwytem. - Chętnie poszukałbym jakiś pozostałości mojej rodziny. Może znalazłbym coś...
Po chwili spostrzegł, że nie miejsce ani czas na to.
- A ty? Co zamierzasz? - spojrzał na niego z dziwnym uśmiechem.
- Jestem Dowódcą. Na moich barkach ciąży odpowiedzialność za życie wszystkich, w tej części Podziemia.
Seth gwizdnął głośno.
- Ładnie. Jak to powiedział kiedyś mój Generał: "Nigdy nie bierz więcej, niż jesteś w stanie znieść." - po chwili jednak uniósł dłonie w obronnym geście. - Nie chcę cię obrazić. Zastanawiałem się tylko, przy okazji, czy nie chciałbyś odwiedzić ze mną Zachodu. Przecież nie możesz cały dzień tu siedzieć. Prawda?

Kastiel?

Od Setha C.d. Argenta

Seth zaczął zdecydowanie zbyt mocno kiwać głową.
- Racja. - wstał i wygasił ognisko.
Po chwili doprowadził wszystko wokół do takiego stanu, że niemal nie było widać, iż ktokolwiek tu obozował. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wstał w końcu i uśmiechnął się lekko do towarzyszki.
- Musimy być ostrożni. Szczególnie gdy ludzie wciąż na nas polują.
Skierowali się głębiej w las. Przez dłuższą chwilę szli w całkowitym milczeniu. Odgłos kropel uderzających o liście nad głowami, był ich towarzyszem. Opadłe gałązki szeleściły głośno przy każdym kroku. Seth czuł coraz większe zakłopotanie. Nie, żeby nie wiedział co dalej zrobić. Skąd... tylko, przez tak długie przebywanie w zamknięciu, zapomniał jak to jest móc z kimś porozmawiać. Przystanął nagle, a dziewczyna zrobiła to samo. Spojrzała na niego z zaciekawieniem. Wokół był tylko las. Gdzie nie spojrzeć, drzewa, drzewa i oczywiście drzewa.
- Dlaczego stoimy? Coś się stało? - zapytała mrużąc oczy.
- Nie. Po prostu jesteśmy na miejscu. - odparł z uśmiechem.
- Słucham? To mi nie wygląda na Podziemie.
Seth machnął ręką.
- Jakby wyglądało. Ludzie zbyt łatwo by nas znaleźli. Nie sądzisz?
- No tak, ale... Tutaj?!
Chłopak zaśmiał się na widok jej miny. Działał intuicyjnie. Wyczuł, że tuż pod ziemią jest dawno nie używane przejście. Kiedyś przecież te tereny należały do smoków. A przynajmniej oni tak sądzili, prowadząc liczne podboje. Pokręcił się po okolicy, zataczając coraz mniejsze kręgi. W końcu uniósł palec wskazujący z zadowoloną miną.
- Acha... aperi in nomine princeps. - wyszeptał.
Natychmiast, tuż przed nim z ziemi wysunęło się przejście, podobne do bramy. Wisząca w powietrzu kamienna głowa, przypominająca otwartą paszczę smoka. Prowadziła do raczej nieuczęszczanej już części podziemi.

Argenta?

Od Setha C.d. Righa

Seth ułożył niespodziewanie usta, wymawiając bezgłośnie jej imię. Zupełnie jakby smakował jakąś egzotyczną potrawę. Po chwili uśmiechnął się do swoich myśli.
- Righa, ładnie. - po chwili zapytał z błyskiem w oczach. - Przestraszyłem cię?
Kocica prychnęła i zamachała białym ogonem.
- Skąd. Musiałbyś bardziej się postarać.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Cóż, zawsze mogę spróbować.
- Ani mi się waż! - nagle z tyłu dobiegł ich dziwny, piszczący głos należący do cienia.
Dziewczyna ponownie stanęła w pozycji obronnej. Spłaszczyła uszy i próbowała odnaleźć przeciwnika. Seth nie mógł oderwać od niej wzroku. Dopiero po chwili się otrząsnął.
- Niebywałe. Nie sądziłem, że kotołaki są takie... - cmoknął do własnych przemyśleń.
- Jakie?! - dziewczyna nie wiedziała chyba czy nadal obawiać się ataku ze strony dziwnej istoty przyczajonej w ciemności, czy przejść do poprzedniej rozmowy.
- Nie wiem... interesujące, fenomenalne, niesamowite. Nigdy jeszcze nie widziałem żadnego z was z bliska. - po chwili zaklął, gdy cień wyskoczył ze szczeliny i zaczął kołować nad nimi niczym widziadło z koszmarów.
- Co to jest? - zapytała, robiąc wielkie oczy.
- Ech... nie przejmuj się nim. Popisuje się przed tobą. To cień. Istota, żyjąca w najgłębszych ciemnościach podziemi i otchłani. Żywią się koszmarami i lękami. - również spojrzał na mroczne stworzenie i wykrzywił twarz w grymasie zdenerwowania. - Złaź na dół i zachowuj się jak... no, po prostu tu chodź. - wykonał do tego szybkie zamachnięcie lancą, jakby dla podkreślenia słów.
Cień westchnął głośno i wylądował nieopodal. Przyglądał się im z głodem w zielonych oczach.
- Jak już ci się znudzi... to czy będę mógł ją dostać? - zapytał nagle mroczny obłok.
Jego głos przypominał echo dobiegające gdzieś z głębokiej przepaści. Zupełnie jakby kilka konających istot krzyczało w jednym momencie. Jednym słowem koszmar.
- NIE! Ona nie jest... ech... wybacz Righa, on tak zawsze. Chce pożreć każdego kogo tylko zobaczy. - powiedział Seth, drapiąc się po karku z zakłopotaniem.

Righa? Jak chcesz możesz mu przyłożyć xD

Od Kastiela C.d. Josephine

- O czym myślę? - Uśmiechnąłem się pod nosem i śmiałem się w myślach. - Powiem ci jedno. Ładnie wyrosłaś... - Wsadziłem ręce do kieszeni.
- He? - Zdziwiła się. Chyba pierwszy raz jak ją widzę.
- Wyglądasz jak matka, ale wdałaś się w ojca. - Stwierdziłem patrząc w dal. - Skoro ty teraz jesteś Dowódcą Południowego Podziemia, znaczy że Johnatan nie żyje? - Spojrzałem w jej stronę.
Ona przytaknęła.
- Znałeś mojego ojca? - Zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Johnatan był moim przyjacielem. Wiesz, może nie wyglądam, ale jestem o niego o parę stuleci starszy. Kiedyś was odwiedziłem, byłaś wtedy taka malutka... - Zaśmiałem się.

Josephine? Nie chce mi się tego przedłużać xD

Od Kastiela C.d. Seth

- Dobrze. Możesz odejść, jak chcesz weź sobie wolne. - Uśmiechnąłem się w jej stronę, a ona skierowała się do wyjścia.
Była chwila ciszy.
- Że też Victoria jest najstarsza... ma zaledwie dwieście lat... - Podparłem się o krzesło obok. - W sumie... ciekawa ta historia... Dziwne, że Vic w ogóle o niej wie. I jak? Pomogło?
- Myślę, że tak. - Wyprostował się. - Teraz przynajmniej wiem co się wydarzyło. Ale jedno mnie dziwi...  - Przymrużył oczy.
- Coś nie tak? - Spojrzałem w jego stronę.
- Jak to możliwe, że ona cię słucha? Smoki ziemi były najbardziej dumnym klanem, a innych ras nienawidziły jak mało kto. - Złapał się za głowę.
Odwróciłem głowę w jego stronę i lekko przymrużyłem oczy, które przybrały barwę krwi. Położyłem palec na ustach.
- Tajemnica. - Szepnąłem.
Widziałem jak go przeszedł dreszcz. W końcu jestem wampirem, ten widok sprawił mi poniekąd przyjemność. Wtedy zobaczyłem, że Seth przełknął ślinę. Zaśmiałem się po cichy. Smok spojrzał w moją stronę.
- Nie bój się, żartuję. - Uśmiechnąłem się przyjaźnie, ale sztucznie. - Więc? Co zamierzasz? Będziesz szukał smoków? A może dołączysz do jakiegoś Podziemia?

Seth?

Od Argenty C.d. Seth

- Było to wieczorem - Zaczęłam nie spokojnie - Byłam sama w tedy w domu i z ciekawości weszłam do pokoju tego człowieka. Zainteresował mnie jeden dziennik, więc wzięłam go i poszłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam go czytać. Było tam dużo rzeczy na temat Hybryd. Przeczytałam tylko połowę tego dziennika.
- Czekaj.. Hybrydy ?! - Krzyknął Seth - Co tam jeszcze było !
- No dużo rzeczy - Złapałam się za kark
- Dobra nie będę Ci dalej przeszkadzał - powiedział to tak z ciężkim głosem, że we mnie coś się zrobiło, tak jakby coś we mnie pękło
- A więc jak mówiłam przeczytałam połowę tego dziennika. W tedy pojawił się Tyrencjusz. Kiedy zauważył, że mam w swoich rękach jego dziennik, wpadł w taką złość, że nigdy nie widziałam go w takim stanie. Podbiegł do mnie wyrwał dziennik potem złapał mnie za szyje i przydusił do ściany. Wyciągną nóż i przyłożył mi do pod gardła. Nie wiem co wtedy działo się ze mną. Wpadłam w Stan Furii.. - I tu zamilkłam. Nie chciałam więcej opowiadać
- Rozumiem - Jego wzrok wylądował w ognisku - Potem zabiłaś go w samo obronie
Milczałam. Nie chciałam poruszać więcej tego tematu. Spojrzałam w ogień. Powoli deszcz zaczął się oddalać i powoli przestawało padać. Podniosłam się, założyłam kaptur na głowę po czym odwróciłam się w stronę Seth'a. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Ja po cichutku i spokojnie powiedziałam, odwracając się w stronę wyjścia.
- Chyba nie mamy zamiaru tak dalej siedzieć. Deszcz przestaje padać, a im wcześniej wyjdziemy tym dla nas lepiej ? Nie prawda ?

< Seth ? Brak weny, no ale zawsze coś niż nic xD >

Od Josephine C.d. Kastiel

Gdy tak wolno sobie szli, Jose obserwowała otoczenie wokół. Jak na razie wszystko układa się nadzwyczaj dobrze, co tylko ją niezmiernie raduje. Nie wie dlaczego, lecz zawsze przewiduje dla siebie te najgorsze scenariusze i jest pewna, że się sprawdzą. Jak widać, na szczęście ciągle się myli. Musiała przerwać tą ciszę, bo czuła się dziwnie.
- Wcześniej tego nie powiedziałam, ale... masz ładny zamek, podobny do mojego.
Jej wzrok znów wrócił na jego twarz, a sama znów delikatnie się uśmiechnęła. Myśląc teraz o tej całej wcześniejszej rozmowie to zdała sobie sprawę z tego jak łatwo to wszystko poszło. Była kiedyś zawrzeć sojusz z kimś kompletnie nie z tej krainy, ale tamten to dopiero był agresywny i w żaden sposób nie szło się z nim dogadać.
- O czym myślisz?
Zapytała widząc jego zamyślenie na twarzy.


( Kastiel? )

Od Righy C.d. Seth

Położyłam rękę na sztylecie, który trzymałam przy pasie i czekałam na ruch nieznajomego. Nagle jakby oprzytomniał, uspokoił się.
- Kim jesteś? - szepnęłam, nie chcąc zakłócić spokoju tego miejsca.
- Seth, zastępca dowódcy Zachodniego Podziemia, do usług. - Przedstawił się.
- Świetnie, możesz się ubrać?
- Coś ci nie odpowiada? - Uśmiechnął się szarmancko.
Sięgnął po koszulę i włożył ją na siebie. Owinęłam sobie ogon wokół prawej nogi.
- Wiec co robisz w tej części Podziemia? - Zapytałam.
- A jaka to część Podziemia twoim zdaniem? - Spojrzał na mnie.
- Północ.
- To się mylisz, jesteśmy na zachodzie.
Stanęłam jak wryta. Czyżby mój niedzielny spacerek przedłużył się do poniedziałku? Jak ja tak daleko zaszłam? Przyjrzałam się bliżej nieznajomemu.
- Jak mogę wierzyć komuś, kto wygląda jak człowiek? - Ponownie położyłam rękę na rękojeści sztyletu.
- Jestem smokiem. - Powiedział oburzony.
- Czyli... według ciebie smoki wyglądają identycznie jak ludzie? Nie jesteś wielkim gadem ziejącym ogniem, czyli nie jesteś smokiem! Proste!
- Odezwała się... jak wam tam... kotołaki? Marne podróby wilkołaków!
- O nie! - Krzyknęłam. - Do tych życiowych nieudaczników mnie nie porównuj! I nie zbaczaj z tematu!
- Twoja wyobraźnia jest dość ograniczona. - Przyłożył mi palec wskazujący do czoła i lekko popchnął. Zauważyłam, że sięgam Sethowi do ramienia.
- Gdzie w Podziemiu zmieściłyby się smoki, gdyby miały być tak wielkie? - Kontynuował. - Zmniejszamy się do rozmiarów człowieka.
- To stań się smokiem!
Jak na zawołanie pojawił się przede mną ogromny, srebrny smok. Odskoczyłam do tyłu. Smok na powrót stał się poprzednim Sethem. Właściwie ciągle był tą samą osobą, ale... zresztą nieważne.
- Czyli... dobra. Jak jestem w Zachodnim Podziemiu, ty jesteś smokiem. Jasne.
Staliśmy w ciszy i próbowaliśmy się uspokoić. Seth chciał opanować swoje zdenerwowanie moją niewiedzą, ja natomiast strach przed jego prawdziwym obliczem.
- Tak w ogóle, jestem Righa.

<Seth?>

Od Setha C.d. Kastiel

Victoria zdawała się jeszcze chwilę wahać. W końcu jednak dała za wygraną. Podeszła do Kastiela i usiadła na krześle nieopodal. Zrobiła to z taką gracją, jakby była oceniana. Seth po chwili poszedł w jej ślady.
- Skoro nalegasz. Pamiętaj jednak, że robię to tylko ze względu na ciebie. Nie dla niego. - ponownie spojrzała na Setha, który starał się zachować spokój.
Nie szło mu to najlepiej, ale próbował.
- Victoria, czekamy. - powiedział Kastiel, gdy cisza była zbyt długa.
Kobieta westchnęła, ale zaczęła opowieść.
- Jak wiecie my smoki, mamy naturalną zdolność do wojaczki. Nasze wysoko rozwinięte pragnienie podboju przyczyniło się w końcu do tego, że rzuciliśmy się na siebie nawzajem. Klany zostały podzielone i poprowadzone do wielkiej wojny nazywanej później, Potokiem Łez. Jak się domyślacie, niewielu zostało aby opiewać zwycięstwo.
- Kto wygrał? - zapytał Seth, nie odrywając od niej wzroku.
- Na pewno nie wy. - uniosła wysoko głowę.
- Victorio, kontynuuj. - wtrącił się szybko Władca Podziemia.
- Dobrze... Podzieleni na nacje, reprezentowaliśmy podstawowe stronnictwa i wyznania. Moje było najliczniejsze, smoki ziemi i czciciele wężowej królowej połączyli siły i stanowili jedno. Byli również Aniołowie Zemsty, reprezentujący powietrze i pioruny. Ogniste smoki wycofały się z walki wraz z wodnymi. Nie wiem co się z nimi stało. Pewnie wciąż leżą w swoich pieczarach, bojąc się wystawić nos. Potem... nie liczyły się już żadne wygrane. - spuściła głowę zaś długie włosy zasłoniły twarz.
Dopiero po dłuższej chwili była w stanie kontynuować.
- Coś złego zaczęło się z nami dziać. Myślę, że... może, ktoś sięgnął po broń, której nie powinien dotykać. Wszystko się posypało. Ci którzy walczyli zostali zamienieni w posągi, drzewa, obłoki i grzmoty, a reszta uciekła. Nie wiem dokładnie dlaczego się to stało. Nie szukaj jednak wyjaśnienia. Minęło zbyt wiele czasu. Z tego wiem, jesteś ostatni ze swojej rodziny. - wydawało się, że sprawiłoby to jej przyjemność.
Chyba jednak w tej chwili zapomniała o nienawiści.
- Mogę odejść? Czy jeszcze chcesz abym odpowiadała na jego idiotyczne pytania? - zapytała, wyraźnie wściekła.

Kastiel?

Od Setha - Righa

Seth usiadł znużony i zmęczony, na pokrytej pyłem półce skalnej. Zdjął koszulę bo tak się zgrzał, że chyba by zemdlał gdyby tego nie zrobił. Pod długiej bezczynności w zamknięciu musiał ponownie rozruszać mięśnie. Z rozpaczą stwierdził, że nie jest już tak dobry jak kiedyś.
- Trochę szacunku głupku. - warknął unoszący się nad ziemią ciemny obłok.
Przypominał skrawek nocy który zabłąkał się przypadkiem w to miejsce. Miał nieco humanoidalne kształty, a w miejscu oczu paliły się dwa, zielone ogniki. Seth uśmiechnął się do niego.
- O co ci znowu chodzi? - zapytał z błogim wyrazem twarzy.
To był cień, jego póki co jedyny przyjaciel. Gdyby mógł wybierać, zdecydowanie trzymałby się od niego z dala. Ale cóż, życie daje nam często w kość.
- Leżysz na nagrobku. - warknęła istota, kręcąc z niesmakiem głową.
- CO?! Dlaczego nic nie powiedziałeś!? - podskoczył, jakby płyta właśnie rozgrzała się do niesamowitej temperatury.
Dopiero teraz spostrzegł, że cień mógł mieć rację. Płyta była płaska, niczym się nie różniła od pozostałych, leżących w równych odstępach od siebie. Gdy jednak przyjrzał się dokładniej, spostrzegł, że widnieje na niej jakiś runiczny napis. Czas niestety zrobił swoje i mimo, że znał ten język, nie mógł odczytać inskrypcji.
- Wiesz kogo tu pochowano? - zapytał, odgarniając delikatnie pył.
Cień podleciał bliżej i prychnął lekceważąco.
- Czy ja ci wyglądam na nekromantę? Albo nekroskopa? Nie, prawda? Więc nawet nie pytaj.
Chłopak zatoczył oczami.
- Och błagam, tylko znowu nie narzekaj. - nagle zrobił się dziwnie czujny.
Usłyszał bowiem kroki dobiegające z niedaleka. Schował się za jednym z pomników i pociągnął wciąż marudzącego cienia.
- Zamknij się, choć na chwilę. - obawiał się, że ludzie ich odkryli.
Jeśli tak, to pożałują tego. Wyskoczył nagle z ukrycia, machając długą lancą zakończoną ostrzem. Dopiero po chwili spostrzegł, że nieznajoma zdecydowanie nie jest człowiekiem.

<Righa?>

Od Kastiela C.d. Seth

W środku czułem, że powinienem zabrać tę dwójkę do lochów, ale ja nie kieruje się sercem, co to to nie. Mózg wie lepiej.
Kiedy tylko Seth podszedł do Victorii użyłem swoich mocy. Teraz nie mogli się ruszać.
- Victoria, uważasz, że ktoś zdoła mnie pokonać? - Powiedziałem podchodząc do niej.
- O..oczywiście, ze nie... - Wykrztusiła podduszana moją mocą.
- A ty Seth. Nic ci nie zrobię, smoki są ważne w naszych szeregach jak i jako dowódca Podziemia mam obowiązek chronić te gatunki, ale przy mnie nie rób scen i awantur. Osobiście ich nie lubię. - Pokręciłem palcem.
Wróciłem na moje krzesło i założyłem nogę na nogę zwalniając ,,uwięzi". Teraz Victoria i Seth mogli się poruszać.
- Przepraszam - zrobiła małą przerwę - dowódco. - Dodała spoglądając na Setha.
- Odpowiesz na pytania Setha dotyczące historii smoków. Sam z chęcią posłucham. - Uśmiechnąłem się. - Seth?

Seth?

Od Setha C.d. Kastiel

Victoria okazała się bardzo ładną dziewczyną o długich, brązowych włosach zaplecionych z tyłu w finezyjny warkocz. Miała intensywnie brązowe oczy wokół których wytatuowano tego samego koloru paski, będące barwami wojennymi jej klanu. Gdy tylko zobaczył to Seth, ze świstem wciągnął powietrze. Kobieta ubrana była w ciemnozielony płaszcz, spięty złotą broszą. Pod nim miała skórzany strój, jakby zaraz chciała udać się w podróż.
- Kastiel. Dlaczego odrywasz mnie od obowiązków? Wiesz, szczególnie teraz, jak ważne rzeczy mam do zrobienia. - powiedziała, mrużąc niebezpiecznie oczy.
- To z mojego powodu pani. - powiedział szybko Seth robiąc krok do przodu.
Kobieta zmierzyła go nieprzychylnym spojrzeniem. Szczególnie długo zatrzymała się na brudnym od pyłu ubraniu i wielkiej szramie przecinającej przedramię. Przez to wszystko nawet nie zauważył kiedy został ranny. Zapewne wpadł na ostrą krawędź ściany przez przypadek, w ciemnościach.
- Przez ciebie... No tak, mogłam się domyślić. - uniosła rękę nie pozwalając mu dojść do słowa. - Nie przerywaj dziecko. Jesteś z Tenebrisów? Nie, oni mają tatuaż i znacznie więcej gracji od ciebie. Może z Celadorów? Na to jesteś zbyt... wątły.
Seth zrobił się czerwony na twarzy, słysząc te wnioski.
- Jestem Seth Laime i chciałbym... - ponownie mu przerwała, wybuchając głośnym śmiechem.
- No proszę... a ja myślałam, że was wybili. Laime. - wykrzywiła usta jakby zjadła coś wyjątkowo ohydnego. - Kastiel wiesz, że masz przed sobą wyjątkowego potwora? Ten tu... - machnęła na niego niezdarnie. - Został skazany na wieczność w ciemności i to nie za zwykłe uczynki. Dobrze ci radzę, lepiej go zabij, póki jest jeszcze słaby.
Tego było już za dużo, nawet jak na niego. Wściekły podszedł i zatrzymał się zaledwie kilka kroków od niej.
- Jak śmiesz?! Jesteś ze smoków ziemi prawda? Jesteśmy wrogami! - wokół niego zaczęły błyskać niewielkie wyładowania elektryczne.

<Kastiel? On zaraz odgryzie jej głowę xD >

Od Setha c.d. Argenta

Seth poruszył się niespokojnie. Jakaś irytująca skałka wbijała mu się w plecy powodując niemiły dyskomfort. Po chwili spojrzał jakoś inaczej na swoją rozmówczynię.
- Jeśli cię obraziłem... to przepraszam. - powiedział, sam nie widząc dlaczego.
Teoretycznie zupełnie nie dbał o zdanie innych. Ale ona z taką delikatną twarzą, wpływała na niego nieco rozbrajająco. Tylko nieco.
- Obraziłeś? - wydawała się zaskoczona.
Seth wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Zmrużył błękitne oczy jakby był zmęczony. Uśmiechnął się melancholijnie.
- Odzwyczaiłem się od towarzystwa. Zdecydowanie zbyt długo zdany byłem jedynie na cienie. Jak możesz się domyślić, nie są one zbyt interesującym towarzystwem. - przeciągnął się leniwie.
Dorzucił małych drewienek do ogniska. Tymczasem na zewnątrz rozszalała się istna furia żywiołów. Błyskawice strzelały, jakby rywalizując ze sobą o to, która jest bardziej niszczycielska. Deszcz padał coraz mocniej. Do jaskini powoli wdzierała się woda. Na szczęście daleko jeszcze było, nim dotrze do ogniska. Wiał silny, lodowaty wiatr. Seth podziwiał ten piękny spektakl. Uwielbiał błyskawice. Pewnie przez to, że sam nimi władał. Mógłby wyjść tam teraz i napawać się ich dziełem. Tylko kwestia zmoknięcia psuła wszystko.
- Jak to było? Zrobił ci coś? Zaatakował? Czymś sprowokował? - zapytał nagle, nadal na nią nie patrząc.

<Argenta?>

Od Righy

Przeciągnęłam dłonią po aksamitnej sierści lewego ucha. Robię tak za każdym razem, kiedy jestem znudzona lub się denerwuję. Spaceruję po wyludnionych ulicach Północnego Podziemia. Większość imigrantów, którzy w panice uciekali ze Środkowego Podziemia zdążyła umrzeć, inni założyli rodziny i żyją tu, czy gdzieś indziej w spokoju. Jest nas, znaczy się Mistyków coraz mniej. To dość niepokojący fakt, który lekko skłania mnie do myślenia o wielodzietnej rodzinie.
Kopnęłam plastikową butelkę leżącą na ziemi. Zaraz... plastik, materiał z powierzchni. Podniosłam ją i obróciłam w dłoniach.
- Wyjątkowa... - szepnęłam.
Z butelką w ręce skierowałam się do rudery, którą pieszczotliwie zwykłam nazywać mieszkaniem. Weszłam bokiem przez wąską szczelinę w murze i odgarnęłam koc zawieszony przy wejściu. Znajdowałam się w szerokim pomieszczeniu. Półmrok przysłonił materac leżący na drugim krańcu pokoju, przeżarty przez korniki stół i krzesło, palenisko i ścianę zastawioną gratami z powierzchni, kolekcją kamyków i kilkoma innymi zbiorami. Rzuciłam butelkę na stertę podobnych do niej wytworów i zabrałam się za gotowanie skromnego obiadu. Gulasz z różnych kawałków mięsa, głównie szczurów, nie był jakimś smakołykiem, ale jedną z lepszych rzeczy, na które mogłam sobie pozwolić.
Ponownie wyszłam, tym razem zostawiając wejście odsłonięte, bowiem nie wytrzymałabym nocy w tak dusznym miejscu. Skierowałam się w stronę targu. Wymieniłam pozdrowienia ze znajomymi, po czym wzięłam się za sprzedawanie resztki mojego obiadu. Chętni nie znaleźli się szybko, a ja musiałam rozpalić małe ognisko, żeby podgrzać jedzenie. Próbowałam zwabić klientów uśmiechem, własnoręczną degustacją czy propozycją darmowego kęsa. Niestety akurat dzisiaj wszyscy przyszli do dzielnicy handlowej najedzeni. Po kilkugodzinnym oczekiwaniu i podgrzewaniu gulaszu poddałam się. Wstałam i przeszłam z garnkiem do mojego drugiego domu - sierocińca. Tam zawsze będą wiedzieli co z tym zrobić.
- Puk, puk - krzyknęłam jednocześnie uderzając pięścią o drzwi.
Otworzyła mi starsza kobieta, której twarz rozpromieniła się na mój widok.
- Moja kicia!
Zamruczałam przeciągle i podałam jej garnek. Reakcja starszej pani była natychmiastowa.
- Och, kotku. Odkąd dostajemy pieniądze od dowódcy twoja pomoc nie jest nam potrzebna, dobrze o tym wiesz. Nie musiałaś się trudzić! - Powiedziała.
Jednak pomimo swoich sprzeciwów wzięła ode mnie garnek i przelała jego zawartość do miski. Umyła sprawnie moją własność i oddała mi go.
- Ciociu Milley, prawda jest taka, że mięso się szybko psuje, więc wykorzystuję je jak najszybciej. To, że wychodzi za dużo nie jest moją winą.
Uśmiechnęłam się pokrzepiająco i oczekiwałam na odpowiedź.
- Mm, dzieciaki kazały cię pozdrowić i podziękować za obiadki!
Dobrze wiem, że nigdy by nawet nie tknęły czegoś mojej roboty. A nawet gdyby któreś chciało, nie miałoby szansy - Milley nie przepuści tego do jedzenia. Zawsze wystawia miskę na próg i tym samym dokarmia zwierzęta lub ludzi biedniejszych nawet ode mnie.
Ukłoniłam się pospiesznie i wyszłam z garnkiem w ręku. Minęłam targowisko ponownie wymieniając pozdrowienia i wpadłam na kogoś. Garnek wyleciał mi z ręki i z hałasem przeturlał się po ziemi. Speszona podniosłam wzrok, ujrzałam wysoką, czarnowłosą kobietę. Patrzyła na mnie z góry, jej wściekłe spojrzenie przeszywało mnie na wskroś, chyba w myślach już masakrowała moje bezwładne ciało. Podniosłam się i podbiegłam do garnka. Chwyciłam go, po czym podeszłam do dziewczyny.
- Przepraszam - pisnęłam niepewnie.

<Argona?>

Dołączyła do nas Righa!

Więcej o niej tutaj! KLIK

Od Kastiela C.d. Josephine

- Medycy? - Trochę się zdziwiłem. - Zróbmy tak. - Splotłem ręce z tyłu. - Dostaniesz ode mnie trzecia część moich magów-medyków, w zamian za tą broń, o której mówiłaś. Nie chcę pozostać dłużny, to nie w moim stylu. A magów... mam wręcz za dużo. - Oparłem się o ścianę.
- Ciekawe... Myślę, że skorzystam. - Wciąż patrzyła mi w oczy.
- Póki jeszcze nie dostałem odpowiedzi od mieszkańców, proponuję spacer. Na świeżym powietrzu. Co ty na to, Josephine? - Spytałem stając przed bramą frontową.
- Nie widzę problemu. - Odparła i ruszyła.
Wyszliśmy z zamku.

Josephine? Chwilowy brak pomysłu

Od Kastiela C.d. Seth

- Osobiście widziałem już wiele smoków, ale żaden z nich nie potrafił przybrać postaci smoka. A poza tym, jesteś pierwszym smokiem, z którym gadam. - Zacząłem przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu papierosa, ale takowego nie znalazłem, więc złożyłem ręce.
Seth zaczął coś mamrotać, pewnie znowu myślał na głos.
- Jeśli chcesz mogę posłać po jakiegoś smoka, ale tak jak mówię. Nie będzie potrafił się zmieniać. - Zaproponowałem.
- Mógłbyś to zrobić?! - Wstał gwałtownie i wpatrywał się we mnie.
- Coś za coś. - Dodałem. - Omówię was, ale ty będziesz mi wisiał przysługę na przyszłość. - Również wstałem i otrzepałem się.
- Idziesz? - Spytałem ruszając w stronę zamku.
- Tak, już idę! - Podbiegł do mnie.

[...] Kiedy dotarliśmy.
- Przyślij mi najstarszego smoka jakiego mamy w Podziemiu. - Rozkazałem jednemu z podwładnych.
- Teraz wystarczy czekać. - Uśmiechnąłem się i wskazałem miejsca siedzące.
Chwilę później usiadłem i Seth również. Nie czekaliśmy długo zanim przyszedł ów smok.
Stanął przed nami. Miał na sobie ciemnozielony płaszcz z kapturem.
- To ty? - Spytałem.
Postać tylko kiwnęła głową. Zdjęła kaptur i spojrzała na nas.
- O. Victoria, dawno cie nie widziałem. - Powiedziałem patrząc na smoczycę. - Ty jesteś najstarsza? - Dodałem ciszej.

Seth?

Oto i Lirael!

Więcej o niej tutaj! KLIK

Od Josephine C.d. Kastiel

Nie miała kompletnie nic przeciwko temu, aby zostać w jego zamku przez jeden dzień. Wiedziała, że musi to zrobić, bo inaczej byłoby wielkie halo. Osobiście sama wytłumaczy swym podwładnym czemu posunęła się tak daleko bez ich zgody. W sumie, jej królestwo nie jest na razie bardzo liczne, choć ma nadzieje, że to się diametralnie zmieni. Rozejrzała się po swym pokoju, gdy zakończyła "posiedzenie" z wampirem. Był ładny i nie brakowało mu tego intrygującego uroku. Wyszła z pomieszczenia i wpadła na... kogo? Kastiela.
- Tak, nie trwało to długo. Poza tym, bardzo się cieszę, że zareagowałeś na to w tak pozytywny sposób.
Odparła. Przez " to" miała na myśli sojusz. Patrzyła mu w oczy przy rozmowie, co mogło potwierdzić jej prawdomówność. W końcu, nie każdy jest zdolny podczas rozmowy patrzeć komuś prosto w oczy. Utrzymywanie kontaktu wzrokowego to bardzo ważna sprawa, bo inaczej i bardziej podejrzanie wyglądałoby to wszystko, gdyby starała się unikać jego wzroku.
- Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie długa. A tak, mam Ci coś jeszcze do powiedzenia. Mam w planach sprowadzenie jakichś medyków, bowiem nie jest z nimi najlepiej w naszych podziemiach, sam o tym pewnie dobrze wiesz. Oczywiście, przy twoim udziale jeśli chcesz. Medycy są cenni w każdych chwilach.
Dalej kontynuowała z nim rozmowę, bo jako dowódca ma wiele do obgadania mniej lub bardziej ważnych spraw. A to wszystko tylko dla dobra mieszkańców.


( Kastiel? <; )

Od Argenty C.d. Seth

Kiwnęłam głową na tak. Seth odwrócił się i wyciągną rękę w lewą stronę i po kierwował mnie tam gdzie znajdują się podziemia . Przez pół drogi nie odzywaliśmy się do siebie. Zaczął padać deszcz i zrobiło się jeszcze zimniej. Przyśpieszyliśmy kroku, lecz deszcz zaczął lać nie samowi cię. Przed nami stała wielka jaskinia.
- Tu się zatrzymamy - krzyknął Seth
- Dobra.
Weszliśmy do jaskini. Było tak ciemno, że nawet nie było widać jaka jest głęboka i daleka. Usiadłam przy ścianie i zdjęłam kaptur. Seth rozpalił ognisko i usiadł przy równoległej ścianie. Myślałam dalej nad tym co zrobiłam. Chciałam uciec myślami gdzieś, gdzie było by mi lżej na duszy. Jednak nie miałam takiej okazji, by pomyśleć o czymś przyjemnym. Zawsze działo mi się coś czego nie chcę pamiętać.
- O czym myślisz ? - nagle zapytał mnie Seth
- O tym co zrobiłam - mój głos stał się ciężki i ponury
- Nie myśl tak o tym - Zaczął się śmiać - bo to ci zaszkodzi
- Zabiłam człowieka, który mnie wychował - Opuściłam głowę i spojrzałam na medalion

Seth ?

sobota, 28 czerwca 2014

Od Setha C.d. Kastiel

Ewolucja... nowe znienawidzone przez niego słowo.
- Mordują nas? Napadają? Przecież jesteśmy od nich silniejsi! Jeden smok może zmieść z powierzchni ziemi całe miasto! - ekscytował się Seth.
Kastiel pokręcił głową.
- Jak mówiłem, jest was niewielu. Ludzie natomiast dysponują własnymi wynalazkami. Mają broń palną, której nie oprze się nawet twoja łuska. W tych czasach nie jesteśmy już niepokonani. Szczególnie, gdy wiedzą o naszych słabościach. - powiedział, siadając wygodniej na kamieniu.
- Racja, tego nie przewidziałem. Mój mentor zawsze mi mawiał, że wojownikiem jestem dobrym, ale jeśli chodzi o strategię i rozwagę... z tym bywało gorzej. Będę musiał najpierw przeprowadzić zwiad, albo coś w tym rodzaju. - myślał głośno. - I oczywiście odszukać kogo się da z mojej rasy. Może jeszcze ktoś przeżył? - szczerze, zaczynał w to coraz bardziej wątpić.
Prawdopodobnie cały jego klan został zmieciony z powierzchni ziemi. Możliwe, że właśnie oni przegrali. W snach zapewne dowie się więcej. Gdy bardzo długo nad czymś się skupia, z myślą skorzystania z mocy Łapacza, czasami udaje mu się zapaść w trans podobny do śmierci. Podłącza się wtedy do umysłów innych osób, wchodząc w ich sny. To bardzo interesujące doświadczenie, dla niego. Ofiary, raczej odczuwają to niczym najgorszy koszmar. Taki mały szczegół. Niewielu potrafi panować nad snami, a dzięki temu to świetne źródło informacji. Jeśli tylko się postara, cienie również mogły mu pomóc. Oczywiście, nie za darmo.
- To co teraz zrobimy? - zapytał po chwili.

Kastiel?

Od Kastiela C.d. Josephine

- Ciekawa oferta... - Przerwałem cisze. - Osobiście mi to odpowiada, ale jak zapewne wiesz, Josephine, potrzebuję zgody całego Podziemia. Jeśli nie masz nic przeciwko proponuję ci jeden dzień pobytu w Północnym Podziemiu, a ja w tym czasie zdobędę opinie obywateli. - Wypiłem cały swój napój.
- Myślę, że to nie będzie problem. - Znów się uśmiechnęła. - Zostanę jeden dzień. - Odparła.
- Niezmiernie się cieszę. - Wstałem od stołu. - Zajmij się proszę Jasephine, Allanie. - Spojrzałem na lokaja, który się właśnie pojawił.
- Wedle życzenia. - Ukłonił się i podszedł do Josephine.
Ja udałem się oddziału Magów. Od razu przeszedłem do sedna.
- Wyślijcie telepatyczną wiadomość do wszystkich w Podziemiu. ,,Czy mamy zawrzeć sojusz z Południowym Podziemiem?". Następnie wszystkie odpowiedzi przekażcie mi. Do roboty! - Wszyscy zabrali się do pracy.
Skierowałem się teraz do swojego pokoju. Po drodze spotkałem Josephine.
- Już zakwaterowana? - Spytałem zaczynając rozmowę.

Josephine?

Od Josephine C.d. Kastiel

- Czy to nie oczywiste, Kastiel? Trzeb mieć ubezpieczenie w razie jakiegoś ataku. My pomożemy wam, a wy nam. Na dodatek, gdyby to Cię nie przekonywało... Mam pewne znajomości i dzięki nim zdobywam całkiem niezłą broń. Jestem gotowa w razie czego podzielić się nią za minimalne oraz śmieszne pieniądze.
Rzekła bez zająknięcia ze stoickim spokojem. Nie sugerowała tego, że oni nie mają dobrej broni. Absolutnie! Lecz, taka oferta może bardziej go do tego przekona. Jej uwadze nie uszło to, że jakoś dość często wypowiadał jej imię. Kelner wrócił z jej zamówieniem i postawił kieliszek wody przed nią. Wzięła go i upiła wody, po czym cicho westchnęła. O tak, tego jej było potrzeba. Znów wbiła swój wzrok w niego.
- Wiem, że tak szybkie działanie może Cię odrobinę zadziwiać, ale najlepiej jest załatwiać wszystko na samym początku, prawda? Pytanie... Czy się zgadzasz i co o tym myślisz?
Założyła nogę na nogę i poprawiła delikatnie włosy. Na jej ustach wciąż był ten delikatny i przyjazny uśmiech, w którym nie było ani krzty fałszu. Jest gotowa na jego słowa, których się nie spodziewa. Po jego twarzy nie może wywnioskować co o tym sądzi, dlatego też była bardzo ciekawa jego odpowiedzi.
- W sumie, na naszym sojuszu nikt nie ucierpi i raczej nic nie stracisz, a bardziej zyskasz. Podobnie jak ja.
Dodała nie spuszczając z niego wzroku. Nie będzie od niego oczekiwać jakiejś ogromnej oferty, bo to w końcu ona przychodzi z propozycją, ale... jednak będzie miała uwagę co do tej umowy. Skoro ona da im broń, to oni też mogą jej coś dać. Ale o tym, dopiero potem.


( Kastiel? <; )

Od Setha C.d. Argenty

Seth uśmiechnął się do niej szeroko.
- Acha I? - zapytał, gładząc podbródek.
Przez głowę przeszła mu myśl: "Zabiła człowieka... pfi, jakby to było coś wielkiego." Osobiście zabił ich setki i jakoś się nie przejmował. Ale w sumie, miał przed sobą drobniutką istotkę płci słabszej i natychmiast przybrał dobrotliwy wyraz twarz. Zupełnie chyba zapomniał, że jeszcze przed chwilą to ONA go powaliła i groziła skróceniem o głowę. Ot, nieistotny szczegół.
- Jak to i?! To przecież... - spuściła głowę, a perłowe włosy zasłoniły twarz.
- Wiesz? Przypominasz mi kogoś. - powiedział szybciej nim zdołał się powstrzymać.
- Słucham?
Seth zmarszczył brwi zastanawiając się jak uniknąć kłopotliwych wyjaśnień w które sam się wrobił.
- Znaczy... ta istota pewnie już dawno nie żyje. - powiedział, gładząc kark w zakłopotaniu.
Gdy zobaczył, że wciąż się w niego wpatruje wiedział, że nie umknie i będzie musiał kontynuować.
- Była młoda jak na odpowiedzialność którą ją obarczono. Ale piękna niczym promień słońca wpadający do ciemnej jaskini. Wiesz, taki na który się wyczekuje z upragnieniem i niecierpliwością. - rozmarzył się wspominając przeszłość.
Dziewczyna uniosła jedną brew, ale nie przerywała.
- Była księżniczką i przez pewną wojnę, wyjątkowo głupią, została królową. Nie umiała jednak poradzić sobie z tym wszystkim. Każdy chciał aby była kim innym, a ona nie wiedziała komu może zaufać. Zagubiła się w tym labiryncie zdrady i oszustw. - zachmurzył się lekko, gdy wszystko sobie przypomniał.
- Co się z nią stało? - zapytała Argenta.
Seth spojrzał na nią ze smutkiem w błękitnych oczach.
- Nie wiem. Umarłem... - otrząsnął się i przygładził włosy które zaczął szarpać wzrastający na sile wiatr. - Ale dość o tych starych czasach. Nie lepiej będzie jeśli pójdziemy do Podziemia? Tu nie jest zbyt bezpiecznie.

Argenta?  :)

Od Kastiela C.d. Setha

- Pytasz się co się stało? - Parsknąłem. - Ewolucja. - Dodałem.
Poklepałem miejsce na murze, żeby usiadł. Po chwili to tez uczynił.
- Ludzie tak jak zwierzęta ewoluują. W przeciwieństwie do nas... my byliśmy doskonali od zawsze. - Spojrzałem na Setha.
- Ewolucja? Ale jak to się stało, że nas odkryli? - Dziwił się dalej.
- No cóż... kiedy miałem szesnaście lat... szmat czasu temu..  - Znów złożyłem ręce za głową. - Moja mała siostrzyczka, która była zbyt ciekawska wyszła nocą na Powierzchnię. Już wtedy ludzie byli bardzo rozwinięta rasą i ją schwytali. Z pomocą maszyn wyciągnęli z niej informacje, dzięki jej DNA stworzyli pół-ludzi, pół-Mistyków. Hybrydy. Zaatakowali nas. Rozdzieliliśmy Podziemie na cztery części i teraz się bronimy. Może kiedyś zaatakujemy... - Zamknąłem oczy.
- Rozumiem... - Wymamrotał łapiąc się za podbródek.

Seth?

Od Setha C.d. Kastiel

- Bogowie, Bogowie... Koszmar... to jakiś sen... muszę się tylko obudzić... - chodził w kółko, z trudem panując nad już i tak nadszarpniętymi emocjami.
W pewnym momencie zatrzymał się twarzą do ściany i oparł o nią czoło na którym perlił się pot.
- Mówisz... że jest nas bardzo niewielu? Jak... bardzo? - zapytał, nie patrząc na niego.
Zupełnie jakby bał się podnieść wzrok. Może po prostu nie dowierzał swojej samokontroli?
- Cóż, jesteś pierwszym smokiem jakiego widzę w tym podziemiu. Nie jesteście częstym widokiem. - powiedział ze spokojem Kastiel.
Zapanowała chwila straszliwej ciszy. Seth musiał sobie wszystko poukładać w głowie. Od tego jednak rozbolała go ona niemiłosiernie. Miał ochotę usiąść gdzieś pod ścianą i zapomnieć. Może po prostu znowu zapadnie w sen? Tylko, tym razem wieczny? Zamiast tego jednak, kiwnął głową i skrzywił się gdy przeszył ją ból.
- Dziękuję. - wyszeptał.
Kastiel spojrzał na niego chyba z zaciekawieniem. Seth odwrócił się z kamiennym wyrazem twarzy. Na rozpacz przyjdzie czas potem.
- Dzięki tobie wiem co się stało. Potem, dowiem się reszty. - pomasował skronie chcąc ulżyć cierpieniu.
Migrena opanowała go już całkowicie.
- Mówiłeś coś o ludziach. W moich czasach byli zaledwie głupimi istotami którymi łatwo było manipulować. Co poszło nie tak? - zapytał ze spokojem.
Widać jednak było, że chwiał się na nogach ze zmęczenia i chyba nadmiaru informacji.

Kastiel?

Od Kastiela C.d. Josephine

- Taa. Wystarczy Kastiel, Josephine. - Odparłem przyglądając jej się.
Po chwili wskazałem ręką jedno z wielu krzeseł. W końcu byliśmy w największej, sali balowej. Josephine usiadła, a ja zaraz po niej.
- Co cię sprowadza, w moje skromne progi. Co, Josephine? - Spytałem splatając palce i opierając się na łokciach o stół.
Wciąż obserwowałem dziewczynę. Po chwili jeden z kelnerów przyniósł na srebrnej tacy kieliszek z czerwonym płynem. Postawił go przede mną.
- Życzysz sobie czegoś? Josephine? - Spytałem biorąc łyka z kieliszka.
- Woda wystarczy. - Odparła z uśmiechem.
Kelner skłonił się i odszedł.
- W takim razie... Po co tutaj przybyłaś? - Spytałem opierając się o krzesło.
- Chciałam zawrzeć sojusz z Północnym Podziemie. - Odparła pewnie.
- Sojusz? Domyślałem się. A co skłoniło Południowe Podziemie do podjęcia takiej decyzji? - Przymknąłem oczy i czekałem na odpowiedź.

Josephine?

Od Kastiela C.d. Seth

Masz ci los... Jakiś smok dopiero co się obudził ze snu zimowego...
Wstałem powoli i podszedłem do niego. Położyłem mu rękę na ramieniu.
- Już kilkaset lat temu skończyła się wasza wojna. Wtedy było już was mało, a jakieś sto lat później ludzie zaatakowali Podziemia. smoki należą do ras, które są na wyginięciu. - Poklepałem go po ramieniu.
Znów usiadłem na murku.
- Rozumiem, że trudno w to uwierzyć, ale sam spójrz. Kiedyś było jedno Podziemie, a teraz jest podzielone na cztery zamieszkane części i jedną, Środkową, opustoszałą. Ludzie na nas polują, a my się bronimy. - Stwierdziłem zakładając ręce za głowę. - Niezależnie od ery trwa wojna... - Dodałem zamykając oczy.
- A...ale kto wygrał, jaki klan?! - Jak widać jeszcze się nie otrząsnął.
- A skąd mam wiedzieć? I tak jak na te czasy wiem dużo. Jakbyś nie zauważył jestem wampirem nie smokiem. - Prychnąłem.
Seth zaczął chodzić w kółko z twarzą ukrytą w dłoniach.

Seth?

Od Argenty

Szłam długą drogą. Wykończona, zmarznięta i głodna. Pogoda też nie dopisywała. Było zimno i wiało. Z zachodu nad ciągała wielka czarna chmura, która co raz szybciej się przemieszcza. Przede mną stał długi i gęsty las. Można powiedzieć, że było w nim coś co od razu polubiłam. Uniosłam z nad oczu kaptur i rozejrzałam się dookoła. Miałam nadzieje, że już więcej nie znajdę się przy jakimś człowieku. Znów naciągnęłam kaptur i ruszyłam w stronę lasu. Moje myśli były skierowane w strony Tyrencjusza. Dlaczego to zrobiłam ? Dlaczego właśnie ja ?. Opuściłam wzrok. Zatrzymałam się pod wielkim dębem. Spojrzałam na konary drzewa. Usiadłam i wsłuchiwałam się w szum wiatru . Poczułam dziwny odruch, że ktoś mnie ogląda. Ten ktoś szykuję się na mnie z odsieczą. Wstałam i zamknęłam oczy, po czym zniknęłam w otchłani. Widziałam wszystko, ale ten kto mnie zobaczył nie widział mnie ani nie słyszał. Za drzewa które stało przed dębem, wyszedł mężczyzna. Był on średniej wysokości.
- No i gdzie ona jest ?! - Warknął głośno
Podeszłam do niego i złapałam go za koszule. Przewróciłam na ziemie i pojawiając się przyłożyłam mu miecz do przed gardła. Oddychałam ciężko. Moje oczy przybrały odcień ciemnej czerwieni. Czułam jak całe moje ciało płonie ze złości.
- No i tu jest - Zaczął powoli się poruszać
Przydusiłam go tak do ziemi że nawet nie mógł się poruszyć
- Kim jesteś ? - Co raz bardziej przybliżałam miecz do jego gardła
- Ja - Zaśmiał się szyderczo, co mnie bardzo irytowało - Jestem Seth, no ale ty możesz mi się też przedstawić. Czy może chcesz mnie zabić ?
Schowałam miecz za pas i zeszłam z Seth'a, podając mu rękę.
- Mam na imię Argenta.
- Jak na Ciebie - znów się zaśmiał - To brzydkie imię.
- Myślisz, że nie wiem - Odwarknęłam mu cichutko
- A więc Argento - Popatrzył na mnie - Co tu robisz w tym lesie co ?
- Uciekam - Powiedziałam cicho
- A dlaczego ?
- Bo zabiłam człowieka...

(Seth ? >.< )

Od Josephine

Nastał kolejny męczący dzień dla Jose, a na dodatek to właśnie dziś musi wybrać się w odwiedziny do dowódcy północnego podziemia. Trzeba zaczynać szybko i sprawnie od samego początku, bowiem w późniejszym czasie na pewno przyda się ta znajomość. Kobieta liczy też na sojusz i pokój między południowym, a północnym podziemiem. Lecz jak to spotkanie dokładnie się potoczy tego nie wie... Oby nie skończyło się na słownej nieprzyjemnej potyczce między nimi. Będzie grzeczna i w żaden sposób nie będzie go prowokować. Nie jest pewna czy nie będzie przypadkiem zajęty, ale warto spróbować iść się z nim zobaczyć. Poza tym, tak naprawdę dowódcy nigdy nie mają czasu. Przyszykowała się i wybyła ze swego domu w stronę północnego podziemia. Szczerze mówiąc to nie pamięta, aby rozmawiała kiedykolwiek z tym dowódcą, ale może... spotkali się gdzieś kiedyś i ucięli sobie krótką pogawędkę. Będąc już niedaleko westchnęła ciężko i przyśpieszyła. Wjechała koniem do centrum, aż w końcu dotarła do zamku. Zeszła z konia i podeszła do wrót, a tam przez chwilę rozmawiała ze strażnikami. Chyba zrobiła niezłe wrażenie swoim kolorem skóry, bo widziała delikatne zdziwienie na twarzach strażników. W końcu, wpuszczono ją do środka, a będąc tam rozejrzała się. Nie było jakiegoś szału, bowiem zamek był odrobinę podobny do jej. Teraz przyszedł czas na poszukiwanie dowódcy! Jednak nie zdążyła nawet zacząć poszukiwań, bo pojawił się przed nią po krótkiej chwili. Delikatnie się uśmiechnęła i zaczęła mówić przyjaznym tonem.
- Witaj, jestem Josephine Sophie Aristow, dowódca południowego podziemia. Nie mogę sobie przypomnieć, czy przypadkiem gdzieś z tobą nie rozmawiałam, dowódco.
Wyczuwała od niego tą aurę władzy, więc było jasne, że to właśnie on. No chyba, że od każdego w tym podziemiu emanuje taka aura. Obserwowała go uważnie, ale po niej widać było tylko rozluźnienie i przyjazne nastawienie. W sumie, jego wygląd był nawet znajomy i nie mogła pozbyć się tego uczucia, że ma do czynienia z tym osobnikiem nie pierwszy raz.


( Kastiel? <; )

Od Setha - C.d. Kastiel

Seth wydawał się przez chwilę lekko zagubiony. Rozejrzał się wokół, jakby w poszukiwaniu jakiegoś znajomego punktu. Na twarz wyszedł mu wyraz zmartwienia.
- Ja... właściwie... - po chwili wziął głęboki wdech i otrząsnął się chyba. - Muszę mieć powód aby iść gdzie chcę? - zapytał, również siadając.
Z trudem stłumił jęk ulgi gdy dał odpocząć obolałym stopom. Ile już tak łaził bez celu po nieznanych tunelach? Nie potrafił powiedzieć. Nie chciał też przyznać, nawet przed samym sobą, jak bardzo się cieszył z widoku kogokolwiek żywego. Choć w tym wypadku nieco się mylił.
- Owszem musisz. Jesteś na moim terenie. Mogę to uznać za wtargnięcie. - powiedział Kastiel z nieprzejednaną miną.
Seth westchnął zmęczony. Kolejnej wojny już mu nie było trzeba. Przynamniej na razie.
- Spokojnie. Mam pewne braki w historii. - powiedział, unosząc ręce w obronnym geście.
Jednocześnie zastanawiał się, jak to powiedzieć aby nie wyjść na kompletnego idiotę? Zabłądził, to był fakt. Musiał jednak wyjść z twarzą. W końcu był smokiem.
- Najwyraźniej. - stwierdził tamten, unosząc wysoko brwi.
Seth pokręcił się na twardym kamieniu.
- Powiedzmy, że przybyłem w odwiedziny... do kogoś. Poza tym, te tereny należały do smoków wyznających wężową królową. A ty mi na jednego z nich nie wyglądasz. - skrzyżował ręce na piersi, jakby chciał się poczuć pewniej.
- Na prawdę masz spore braki. Smoków jest teraz bardzo mało.
- My... znaczy oni... czyli, że się wybiliśmy? Wojna była na większą skalę? Kto wygrał? Jaki klan? - wstał, nagle pobudzony.
Nie chciał przyjąć do wiadomości, że wszystko co znał i prawdopodobnie każdy kogo kochał, już nie istnieje.

Kastiel?

Dołączyła do nas Argenta!

Więcej o niej tutaj! KLIK

Od Kastiela C.d. Setha

Jak zwykle pilnowałem Północnego Podziemia. Właśnie poszedłem sprawdzić zachodnie wejście, kiedy gdzieś daleko, w starych tunelach, wyczułem smoka. I to nie byle jakiego. Smoka w swojej prawdziwej formie, a to ci rzadkość... Zmieniłem kierunek i już po minucie lub dwóch byłem przed tunelami.
Spomiędzy skał wyleciał ogromny, srebrny smok. Szczerze to z czterysta lat takiego nie widziałem. Zatrzymał się w powietrzu nade mną i oglądał co to za miejsce.
- Hej. - Powiedziałem z ziemi do smoka.
On jak widać usłyszał mnie i starał się wylądować. Trochę śmiesznie to wyglądało, ale w końcu dopiął swego i stał przede mną. Stojąc ze mną twarzą w twarz przemienił się w ludzką postać.
- Brawo. - Powiedziałem z obojętnym wzrokiem.
Mężczyzna spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- W naszych czasach ujrzeć smoka, który nie jest w formie ludzkiej to rzadkość. - Wyjaśniłem.
Mężczyzna wciąż dziwnie na mnie patrzył.
- Jesteś na moim terytorium, w Północnym Podziemiu.  Przedstaw się chociaż. - Przekręciłem oczami.
- Seth Laime... - Odpowiedział rozglądając się w koło.
- Tak lepiej, jestem Kastiel. Co tu robisz? - Spytałem siadając na murku, który odgradzał Podziemie od tuneli.

Seth?

Od Kastiela C.d. Argona

- Miło nam. Można wiedzieć jak się zwiesz? Osobiście wolę wiedzieć z kim rozmawiam. - Powiedziałem z kamienna twarzą robiąc krok i przy okazji wychodząc z największego cienia.
- Argona. - Odparła krótko i niechętnie.
- W takim razie, Argono. Skąd znałaś miejsce położenia Północnego Podziemia? - Spytałem trochę podejrzliwie.
Dziewczyna tylko wzruszyła obojętnie ramionami.
- Ktoś cię śledził? - Spytałem już z większa niepewnością.
- Gdyby ktos mnie sledził już by nie żył. - Odpowiedziała pewna siebie i z wyraźna pogarda w moją stronę.
Skoro ona nikogo nie wyczuła, a ja nie widzę innych istot żyjących wokół wejścia, myślę, że nie kłamie. Rozluźniłem się i skierowałem w stronę jednej ze ścian z przymkniętymi oczami.
- Jesteś tu tylko w odwiedziny czy zamierzasz zostać na dłużej? - Spytałem patrząc ukradkiem w jej stronę.
Dziewczyna również oparła się o ścianę, tyle że przeciwną.
- Znam cię. Ostatnio było o tobie głośno. Ponury Żniwiarz... Wykonałaś sporo mordów. Jeśli nie masz nic przeciwko, to chciałbym abyś została Głównym Skrytobójcą w Podziemiu Północnym.
Argona zaczęła się zastanawiać co chwilę spoglądając na mnie pod kątem.
- Będę mogła zabijać? - Spytała po chwili z iście szaleńczym wzrokiem.
- Wszystkich ludzi jakich spotkasz i niektórych Mistyków, którzy nie przestrzegają prawa bądź nas zdradzają. - Odpowiedziałem, a moje oczy zmieniły kolor na krwisty.
- Mi to pasuje. - Odpowiedziała z uśmiechem na ustach, ale wciąż gotowa do walki bądź ataku.
- W takim razie dam ci radę. Nie wszczynaj bójek w Podziemiu, bo inaczej będziesz miała problemy. - Wsadziłem ręce do kieszeni i skierowałem się w stronę wyjścia z warowni.

<Argona?>

Od Setha

- I tak kończy się łażenie po nieznanych podziemiach. - powiedział z niezadowoleniem w głosie, próbując zdjąć pajęczyny z płaszcza.
Niedawno udało mu się uwolnić z kamiennego "grobu" w którym siedział zdecydowanie zbyt długo. Sam stracił już dawno rachubę i to co teraz go otaczało, było przerażające w swej nowości. Nie wiedział, czy wojna smoków już się skończyła. Zapadł bowiem w sen bez snów, gdy już znudziły mu się monotonne rozmowy z cieniami.
- Nie ja kazałem ci się stamtąd ruszać. Źle ci było? Znacznie lepiej gdybyś został, odpoczął i zapomniał. - zza jego pleców doszedł cichutki szept należący do jednego z bardziej wygadanych cieni.
Seth warknął zirytowany. Już zdecydowanie zbyt długo słuchał ich rad. Póki co, nie wychodziły mu one na dobre. Zaklął, gdy potknął się o niewidoczny w ciemnościach kamień.
- Czy tu nie może być... no nie wiem, nieco jaśniej? Gdzie podziały się te wszystkie znane mi tunele?! - wrzasnął, coraz bardziej wściekły.
- Nie chcę cię martwić, ale minęło już nieco czasu od twojego... jakby to ująć...
Seth uniósł rękę, uciszając stworzenie.
- Nie chcę tego słuchać. Absolutnie. Najlepiej przydaj się na coś i zejdź mi z oczu.
Cień burknął jeszcze coś pod nosem, po czym zniknął, rozpływając się w ciemności. Zaraz potem zapanowała złowroga cisza. Smok natychmiast pożałował, że tak szybko go wypędził. Nie należał jednak do osób które planują ze znacznym wyprzedzeniem. Westchnął głośno i ruszył przed siebie. Ominął jakiś zapomniany przez wszystkich posąg, przedstawiający dziwną istotę, jakby skrzyżowanie węża z człowiekiem. Nie poświęcił mu większej uwagi. Widział go bowiem już wystarczająco wiele razy. Była to bogini którą czciło jedno z odłamów smoków. Chyba tych, które nie mogły latać. Seth osobiście zawsze gardził tego typu rzeczami. Zatrzymał się nagle, gdy serce podskoczyło mu niemal do gardła. Przed nim ziała gigantyczna przepaść.
- Koniec drogi, czas polecieć. Mam nadzieję, że nie zapomniałem jak to się robi. - zaśmiał się niewesoło i z lekkim trudem przybrał postać srebrnego smoka.
Nie było tu zbyt wiele miejsca, ale poradził sobie. Nawet nie wiedział, że zbliża się do granic Północnego Podziemia. Wylądował, gdy tylko spostrzegł nikłe światełko majaczące gdzieś w oddali.
- Dzięki niech będą Bogom. W końcu jakaś cywilizacja. - powiedział, ruszając jak najszybciej w kierunku głównej siedziby Podziemia.

<Kastiel?>

Powitajmy Setha!

Więcej o nim tutaj! KLIK

Powitajmy Jose!

Więcej o niej tutaj! KLIK

Od Argony

Północne podziemie... ciekawe... Stałam przed błękitną taflą jeziora. Gdzieś tam było jedne z wejść do podziemi. Zrobiłam lekko krok do przodu i wybiłam się metr nad ziemię. Zrobiłam zgrabne salto w powietrzu i rękami do przodu zanurkowałam w wodzie. Zimna ciecz zamknęła się za mną, a ja zaczęłam spokojnie machać rękoma. Nie umrę przez utonięcie, przecież to oczywiste.
Ujrzałam przesmyk w dniem jeziora. Bez wahanie popłynęłam w jego kierunku i już po chwili znalazłam się w labiryncie podwodnych korytarzy. Korzystając z moich niesamowitych zdolności do analizy wytypowałam optymalną trasę. Po pięciu minutach odnalazłam wyjście z wody i zarazem wejście do przedsionka podziemia.
Zwinnie wyskoczyłam z bajorka, położonego na środku jaskini i podeszłam do masywnych wrót. Nie było przy nich straży, więc po prostu pchnęłam je i weszłam do środka. Przywitała mnie ciemność, a wśród niej jedno światełko w oknie wykutego w skale zamczyska na końcu podziemia. Tam też się udałam. Tam też spotkałam pierwszego mieszkańca tego punktu.
Pojawił się, kiedy weszłam do hallu warowni. Był to wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna, ale na kilometr czuć było od niego pedalskim wampirem. Spojrzałam na niego z lekką pogardą. Teraz pamiętam czemu unikałam punktów. Zbyt dużo krwiopijców z ZUSu.
- No proszę, wchodzę do zamku, a tu Edward - mruknęłam beznamiętnie patrząc w oczy stworowi - Słyszałam, że w podziemiu mogą żyć takie potwory jak ja, więc postanowiłam je odwiedzić

(Kastiel?)

Oto i Argona!

Więcej o niej tutaj! KLIK

piątek, 27 czerwca 2014

Dołączyła do nas Sky!

Więcej o niej tutaj! KLIK

Powitajmy Ririchiyo!

Więcej o niej tutaj KLIK

Oficjalne otwarcie!

Dzisiaj, 27 czerwca 2014 roku blog zostaje otwarty!
Mam nadzieję, że blog będzie się stopniowo rozrastać, i że wszyscy będziemy się dobrze bawić. 
Będzie dużo konkursów i tego typu rzeczy.
Poszukuję również osoby, który zrobiłaby ładna grafikę bloga. Ja się na tym kompletnie nie znam (jak to facet) xP Jesteś chętny/a? Zgłoś się do mnie.
Jeśli macie pomysły jak ulepszyć bloga dajcie mi znać! Zrobię co w mojej mocy.
~Kastiel