Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sojusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sojusz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 lipca 2014

Od Josephine C.d. Kastiel

Na to określenie sztuczności nie zdenerwowała się i milczała, a on wytłumaczył się w samą porę. Uważnie słuchała jego słów i kolejne podobieństwo do ojca. Kto by pomyślał, że jej ojciec był praktycznie taki sam jak ona. Teraz gdy pomyśli o swych braciach to dochodzi do wniosku, iż o wiele bardziej wrodzili się w matkę. No chyba, że w tym co ją zgwałcił.
- To trochę zabawne, gdy dowiaduje się o swym ojcu tylu rzeczy od kogoś prawie obcego. A ponad to, był żywy do jakiegoś czasu i mógł mi poopowiadać o sobie.
Zauważyła z lekkim zamyśleniem, lecz zaraz wróciła do myślami na miejsce.
- Uważasz, że mogłabym? Cóż, nigdy nie próbowałam, więc nie wiem jak by mi to szło. Poza tym, zazwyczaj miłość zmienia wszystko.
Uśmiechnęła się delikatnie. Skoro ojciec przestał, gdy poznał matkę to co tu dużo gadać? To właśnie to uczucie popycha wszystkich do różnych decyzji.



Kastiel?

czwartek, 3 lipca 2014

Od Kastiela C.d. Josephine

- Jesteś tak samo sztuczna jak on. - Zaśmiałem się.
Spodziewałem się negatywnej reakcji ze strony Josephine, ale o dziwo tylko krzywo na mnie spojrzała.
- Jesteś wspaniałą aktorką. Mogłabyś występować. Zresztą twój ojciec to robił. Oczywiście zanim jeszcze poznał Sophie. - Dodałem tłumacząc się.
Dziewczyna znów spojrzała na mnie zaciekawiona. 
- Kiedy był jeszcze młody podróżował po całym podziemiu i występował na estradzie. Kiedyś spacerowałem z rodzicami ulicami podziemia i wtedy go poznałem. To było na dwa lata przed atakiem ludzi. - Mówiłem. (Retrospekcja xD)

Josephine?

niedziela, 29 czerwca 2014

Od Josephine C.d. Kastiel

Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Jej ojciec i on znali się? Czemu nawet nie wspomniał o nim? Jak zwykle, te tajemnice... Nie wierzy w to, że od tak zapomniał o tym jej powiedzieć. Gdy powiedział, że odwiedził ich i widział ją, to wszystko się wyjaśniło. Ale przecież, skoro była taka mała nie powinna była zapamiętać jakiegoś faceta. O dziwo, to właśnie stąd go kojarzyła.
- Ojciec o tobie nie wspominał, więc nie miałam pojęcia, że się znaliście. Przynajmniej wiem już skąd Cię kojarzę.
Uśmiechnęła się do niego, a zdziwienie powoli opuściło jej twarz. Wróciła myślami do jego słów na samym początku i tego stwierdzenia, iż ładnie wyrosła.
- Dziękuję bardzo za ten komplement. Doprawdy? Aż tak bardzo przypominam ojca? Liczę na to, że też zostaniemy przyjaciółmi.
Zastanawiała się kiedyś nad tym, ale dość szybko opuściła te myśli o podobieństwie. Teraz ma kogoś, kto nawet to potwierdza.


Kastiel? Ach, to lenistwo xD

Od Kastiela C.d. Josephine

- O czym myślę? - Uśmiechnąłem się pod nosem i śmiałem się w myślach. - Powiem ci jedno. Ładnie wyrosłaś... - Wsadziłem ręce do kieszeni.
- He? - Zdziwiła się. Chyba pierwszy raz jak ją widzę.
- Wyglądasz jak matka, ale wdałaś się w ojca. - Stwierdziłem patrząc w dal. - Skoro ty teraz jesteś Dowódcą Południowego Podziemia, znaczy że Johnatan nie żyje? - Spojrzałem w jej stronę.
Ona przytaknęła.
- Znałeś mojego ojca? - Zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Johnatan był moim przyjacielem. Wiesz, może nie wyglądam, ale jestem o niego o parę stuleci starszy. Kiedyś was odwiedziłem, byłaś wtedy taka malutka... - Zaśmiałem się.

Josephine? Nie chce mi się tego przedłużać xD

Od Josephine C.d. Kastiel

Gdy tak wolno sobie szli, Jose obserwowała otoczenie wokół. Jak na razie wszystko układa się nadzwyczaj dobrze, co tylko ją niezmiernie raduje. Nie wie dlaczego, lecz zawsze przewiduje dla siebie te najgorsze scenariusze i jest pewna, że się sprawdzą. Jak widać, na szczęście ciągle się myli. Musiała przerwać tą ciszę, bo czuła się dziwnie.
- Wcześniej tego nie powiedziałam, ale... masz ładny zamek, podobny do mojego.
Jej wzrok znów wrócił na jego twarz, a sama znów delikatnie się uśmiechnęła. Myśląc teraz o tej całej wcześniejszej rozmowie to zdała sobie sprawę z tego jak łatwo to wszystko poszło. Była kiedyś zawrzeć sojusz z kimś kompletnie nie z tej krainy, ale tamten to dopiero był agresywny i w żaden sposób nie szło się z nim dogadać.
- O czym myślisz?
Zapytała widząc jego zamyślenie na twarzy.


( Kastiel? )

Od Kastiela C.d. Josephine

- Medycy? - Trochę się zdziwiłem. - Zróbmy tak. - Splotłem ręce z tyłu. - Dostaniesz ode mnie trzecia część moich magów-medyków, w zamian za tą broń, o której mówiłaś. Nie chcę pozostać dłużny, to nie w moim stylu. A magów... mam wręcz za dużo. - Oparłem się o ścianę.
- Ciekawe... Myślę, że skorzystam. - Wciąż patrzyła mi w oczy.
- Póki jeszcze nie dostałem odpowiedzi od mieszkańców, proponuję spacer. Na świeżym powietrzu. Co ty na to, Josephine? - Spytałem stając przed bramą frontową.
- Nie widzę problemu. - Odparła i ruszyła.
Wyszliśmy z zamku.

Josephine? Chwilowy brak pomysłu

Od Josephine C.d. Kastiel

Nie miała kompletnie nic przeciwko temu, aby zostać w jego zamku przez jeden dzień. Wiedziała, że musi to zrobić, bo inaczej byłoby wielkie halo. Osobiście sama wytłumaczy swym podwładnym czemu posunęła się tak daleko bez ich zgody. W sumie, jej królestwo nie jest na razie bardzo liczne, choć ma nadzieje, że to się diametralnie zmieni. Rozejrzała się po swym pokoju, gdy zakończyła "posiedzenie" z wampirem. Był ładny i nie brakowało mu tego intrygującego uroku. Wyszła z pomieszczenia i wpadła na... kogo? Kastiela.
- Tak, nie trwało to długo. Poza tym, bardzo się cieszę, że zareagowałeś na to w tak pozytywny sposób.
Odparła. Przez " to" miała na myśli sojusz. Patrzyła mu w oczy przy rozmowie, co mogło potwierdzić jej prawdomówność. W końcu, nie każdy jest zdolny podczas rozmowy patrzeć komuś prosto w oczy. Utrzymywanie kontaktu wzrokowego to bardzo ważna sprawa, bo inaczej i bardziej podejrzanie wyglądałoby to wszystko, gdyby starała się unikać jego wzroku.
- Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie długa. A tak, mam Ci coś jeszcze do powiedzenia. Mam w planach sprowadzenie jakichś medyków, bowiem nie jest z nimi najlepiej w naszych podziemiach, sam o tym pewnie dobrze wiesz. Oczywiście, przy twoim udziale jeśli chcesz. Medycy są cenni w każdych chwilach.
Dalej kontynuowała z nim rozmowę, bo jako dowódca ma wiele do obgadania mniej lub bardziej ważnych spraw. A to wszystko tylko dla dobra mieszkańców.


( Kastiel? <; )

sobota, 28 czerwca 2014

Od Kastiela C.d. Josephine

- Ciekawa oferta... - Przerwałem cisze. - Osobiście mi to odpowiada, ale jak zapewne wiesz, Josephine, potrzebuję zgody całego Podziemia. Jeśli nie masz nic przeciwko proponuję ci jeden dzień pobytu w Północnym Podziemiu, a ja w tym czasie zdobędę opinie obywateli. - Wypiłem cały swój napój.
- Myślę, że to nie będzie problem. - Znów się uśmiechnęła. - Zostanę jeden dzień. - Odparła.
- Niezmiernie się cieszę. - Wstałem od stołu. - Zajmij się proszę Jasephine, Allanie. - Spojrzałem na lokaja, który się właśnie pojawił.
- Wedle życzenia. - Ukłonił się i podszedł do Josephine.
Ja udałem się oddziału Magów. Od razu przeszedłem do sedna.
- Wyślijcie telepatyczną wiadomość do wszystkich w Podziemiu. ,,Czy mamy zawrzeć sojusz z Południowym Podziemiem?". Następnie wszystkie odpowiedzi przekażcie mi. Do roboty! - Wszyscy zabrali się do pracy.
Skierowałem się teraz do swojego pokoju. Po drodze spotkałem Josephine.
- Już zakwaterowana? - Spytałem zaczynając rozmowę.

Josephine?

Od Josephine C.d. Kastiel

- Czy to nie oczywiste, Kastiel? Trzeb mieć ubezpieczenie w razie jakiegoś ataku. My pomożemy wam, a wy nam. Na dodatek, gdyby to Cię nie przekonywało... Mam pewne znajomości i dzięki nim zdobywam całkiem niezłą broń. Jestem gotowa w razie czego podzielić się nią za minimalne oraz śmieszne pieniądze.
Rzekła bez zająknięcia ze stoickim spokojem. Nie sugerowała tego, że oni nie mają dobrej broni. Absolutnie! Lecz, taka oferta może bardziej go do tego przekona. Jej uwadze nie uszło to, że jakoś dość często wypowiadał jej imię. Kelner wrócił z jej zamówieniem i postawił kieliszek wody przed nią. Wzięła go i upiła wody, po czym cicho westchnęła. O tak, tego jej było potrzeba. Znów wbiła swój wzrok w niego.
- Wiem, że tak szybkie działanie może Cię odrobinę zadziwiać, ale najlepiej jest załatwiać wszystko na samym początku, prawda? Pytanie... Czy się zgadzasz i co o tym myślisz?
Założyła nogę na nogę i poprawiła delikatnie włosy. Na jej ustach wciąż był ten delikatny i przyjazny uśmiech, w którym nie było ani krzty fałszu. Jest gotowa na jego słowa, których się nie spodziewa. Po jego twarzy nie może wywnioskować co o tym sądzi, dlatego też była bardzo ciekawa jego odpowiedzi.
- W sumie, na naszym sojuszu nikt nie ucierpi i raczej nic nie stracisz, a bardziej zyskasz. Podobnie jak ja.
Dodała nie spuszczając z niego wzroku. Nie będzie od niego oczekiwać jakiejś ogromnej oferty, bo to w końcu ona przychodzi z propozycją, ale... jednak będzie miała uwagę co do tej umowy. Skoro ona da im broń, to oni też mogą jej coś dać. Ale o tym, dopiero potem.


( Kastiel? <; )

Od Kastiela C.d. Josephine

- Taa. Wystarczy Kastiel, Josephine. - Odparłem przyglądając jej się.
Po chwili wskazałem ręką jedno z wielu krzeseł. W końcu byliśmy w największej, sali balowej. Josephine usiadła, a ja zaraz po niej.
- Co cię sprowadza, w moje skromne progi. Co, Josephine? - Spytałem splatając palce i opierając się na łokciach o stół.
Wciąż obserwowałem dziewczynę. Po chwili jeden z kelnerów przyniósł na srebrnej tacy kieliszek z czerwonym płynem. Postawił go przede mną.
- Życzysz sobie czegoś? Josephine? - Spytałem biorąc łyka z kieliszka.
- Woda wystarczy. - Odparła z uśmiechem.
Kelner skłonił się i odszedł.
- W takim razie... Po co tutaj przybyłaś? - Spytałem opierając się o krzesło.
- Chciałam zawrzeć sojusz z Północnym Podziemie. - Odparła pewnie.
- Sojusz? Domyślałem się. A co skłoniło Południowe Podziemie do podjęcia takiej decyzji? - Przymknąłem oczy i czekałem na odpowiedź.

Josephine?

Od Josephine

Nastał kolejny męczący dzień dla Jose, a na dodatek to właśnie dziś musi wybrać się w odwiedziny do dowódcy północnego podziemia. Trzeba zaczynać szybko i sprawnie od samego początku, bowiem w późniejszym czasie na pewno przyda się ta znajomość. Kobieta liczy też na sojusz i pokój między południowym, a północnym podziemiem. Lecz jak to spotkanie dokładnie się potoczy tego nie wie... Oby nie skończyło się na słownej nieprzyjemnej potyczce między nimi. Będzie grzeczna i w żaden sposób nie będzie go prowokować. Nie jest pewna czy nie będzie przypadkiem zajęty, ale warto spróbować iść się z nim zobaczyć. Poza tym, tak naprawdę dowódcy nigdy nie mają czasu. Przyszykowała się i wybyła ze swego domu w stronę północnego podziemia. Szczerze mówiąc to nie pamięta, aby rozmawiała kiedykolwiek z tym dowódcą, ale może... spotkali się gdzieś kiedyś i ucięli sobie krótką pogawędkę. Będąc już niedaleko westchnęła ciężko i przyśpieszyła. Wjechała koniem do centrum, aż w końcu dotarła do zamku. Zeszła z konia i podeszła do wrót, a tam przez chwilę rozmawiała ze strażnikami. Chyba zrobiła niezłe wrażenie swoim kolorem skóry, bo widziała delikatne zdziwienie na twarzach strażników. W końcu, wpuszczono ją do środka, a będąc tam rozejrzała się. Nie było jakiegoś szału, bowiem zamek był odrobinę podobny do jej. Teraz przyszedł czas na poszukiwanie dowódcy! Jednak nie zdążyła nawet zacząć poszukiwań, bo pojawił się przed nią po krótkiej chwili. Delikatnie się uśmiechnęła i zaczęła mówić przyjaznym tonem.
- Witaj, jestem Josephine Sophie Aristow, dowódca południowego podziemia. Nie mogę sobie przypomnieć, czy przypadkiem gdzieś z tobą nie rozmawiałam, dowódco.
Wyczuwała od niego tą aurę władzy, więc było jasne, że to właśnie on. No chyba, że od każdego w tym podziemiu emanuje taka aura. Obserwowała go uważnie, ale po niej widać było tylko rozluźnienie i przyjazne nastawienie. W sumie, jego wygląd był nawet znajomy i nie mogła pozbyć się tego uczucia, że ma do czynienia z tym osobnikiem nie pierwszy raz.


( Kastiel? <; )