Seth wydawał się przez chwilę lekko zagubiony. Rozejrzał się wokół,
jakby w poszukiwaniu jakiegoś znajomego punktu. Na twarz wyszedł mu
wyraz zmartwienia.
- Ja... właściwie... - po chwili wziął głęboki wdech i otrząsnął się
chyba. - Muszę mieć powód aby iść gdzie chcę? - zapytał, również
siadając.
Z trudem stłumił jęk ulgi gdy dał odpocząć obolałym stopom. Ile już tak
łaził bez celu po nieznanych tunelach? Nie potrafił powiedzieć. Nie
chciał też przyznać, nawet przed samym sobą, jak bardzo się cieszył z
widoku kogokolwiek żywego. Choć w tym wypadku nieco się mylił.
- Owszem musisz. Jesteś na moim terenie. Mogę to uznać za wtargnięcie. - powiedział Kastiel z nieprzejednaną miną.
Seth westchnął zmęczony. Kolejnej wojny już mu nie było trzeba. Przynamniej na razie.
- Spokojnie. Mam pewne braki w historii. - powiedział, unosząc ręce w obronnym geście.
Jednocześnie zastanawiał się, jak to powiedzieć aby nie wyjść na
kompletnego idiotę? Zabłądził, to był fakt. Musiał jednak wyjść z
twarzą. W końcu był smokiem.
- Najwyraźniej. - stwierdził tamten, unosząc wysoko brwi.
Seth pokręcił się na twardym kamieniu.
- Powiedzmy, że przybyłem w odwiedziny... do kogoś. Poza tym, te tereny
należały do smoków wyznających wężową królową. A ty mi na jednego z nich
nie wyglądasz. - skrzyżował ręce na piersi, jakby chciał się poczuć
pewniej.
- Na prawdę masz spore braki. Smoków jest teraz bardzo mało.
- My... znaczy oni... czyli, że się wybiliśmy? Wojna była na większą skalę? Kto wygrał? Jaki klan? - wstał, nagle pobudzony.
Nie chciał przyjąć do wiadomości, że wszystko co znał i prawdopodobnie każdy kogo kochał, już nie istnieje.
Kastiel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz