- Mówią na mnie Lullaby. - przedstawiam się i gaszę magiczny ognik,
którym sobie dotąd przyświecałam. Teraz jego wątłe światełko nic mi nie
da, po za tym fosforyzujące grzyby (których, nawiasem mówiąc, ostatnio
tu nie było...) sprawdzają się znacznie lepiej.
W półmroku i wśród kłębów pary nie mogę zobaczyć z takiej odległości z
kim dokładnie mam do czynienia. Zwłaszcza, że grzyby oświetlają Setha
od tyłu. Wydaje mi się też, że oprócz niego jest tam ktoś jeszcze.
- A sprowadza mnie tu to, co zwabiłoby każdego ognistego smoka. -
kontynuuję z lekkim uśmiechem, powoli zbliżając się do niewyraźnej
postaci. Ani na chwilę nie spuszczam jej z oczu. Z każdym krokiem robi
się coraz wyraźniejsza i w końcu staję twarzą w twarz z ciemnowłosym
chłopakiem. Towarzyszy mu dziwny cień. Nie wydają się wrogo nastawieni,
ale wiem dobrze, że pozory często mylą. Instynktownie przygotowuję się
więc do wykonania uniku i odparcia ewentualnego ataku.
- Wydaje się, że to miejsce nie jest jednak tak do końca zapomniane. - stwierdzam, przystając. - W końcu my wiemy jak tu trafić.
- Prawdopodobnie od wieków nikt tu nie zaglądał. Jesteśmy pierwsi. -
oznajmia Seth, chowając miecz. Jestem ciekawa po co w ogóle go wyciągał.
Czyżbym wyglądała aż tak groźnie?, zastanawiam się z rozbawieniem. Wciąż
uważnie przyglądam się mojemu rozmówcy, próbując określić dlaczego jego
twarz wydaje mi się znajoma. Zapewne po prostu kiedyś go gdzieś
widziałam i jakoś tak wyszło, że go zapamiętałam. W końcu całkiem
przystojny jest... Nie żeby coś.
- Właściwie to dobrze. - wzruszam ramionami i uśmiecham się. - Dzięki
temu to miejsce ma swój urok. Gdyby oblegały je tłumy, zupełnie nie
opłacałoby się tu przychodzić, nieprawdaż?
<Seth? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz