- Taa. Wystarczy Kastiel, Josephine. - Odparłem przyglądając jej się.
Po chwili wskazałem ręką jedno z wielu krzeseł. W końcu byliśmy w największej, sali balowej. Josephine usiadła, a ja zaraz po niej.
- Co cię sprowadza, w moje skromne progi. Co, Josephine? - Spytałem splatając palce i opierając się na łokciach o stół.
Wciąż obserwowałem dziewczynę. Po chwili jeden z kelnerów przyniósł na srebrnej tacy kieliszek z czerwonym płynem. Postawił go przede mną.
- Życzysz sobie czegoś? Josephine? - Spytałem biorąc łyka z kieliszka.
- Woda wystarczy. - Odparła z uśmiechem.
Kelner skłonił się i odszedł.
- W takim razie... Po co tutaj przybyłaś? - Spytałem opierając się o krzesło.
- Chciałam zawrzeć sojusz z Północnym Podziemie. - Odparła pewnie.
- Sojusz? Domyślałem się. A co skłoniło Południowe Podziemie do podjęcia takiej decyzji? - Przymknąłem oczy i czekałem na odpowiedź.
Josephine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz