- Czy to nie oczywiste, Kastiel? Trzeb mieć ubezpieczenie w razie
jakiegoś ataku. My pomożemy wam, a wy nam. Na dodatek, gdyby to Cię nie
przekonywało... Mam pewne znajomości i dzięki nim zdobywam całkiem
niezłą broń. Jestem gotowa w razie czego podzielić się nią za minimalne
oraz śmieszne pieniądze.
Rzekła bez zająknięcia ze stoickim spokojem. Nie sugerowała tego, że oni
nie mają dobrej broni. Absolutnie! Lecz, taka oferta może bardziej go
do tego przekona. Jej uwadze nie uszło to, że jakoś dość często
wypowiadał jej imię. Kelner wrócił z jej zamówieniem i postawił
kieliszek wody przed nią. Wzięła go i upiła wody, po czym cicho
westchnęła. O tak, tego jej było potrzeba. Znów wbiła swój wzrok w
niego.
- Wiem, że tak szybkie działanie może Cię odrobinę zadziwiać, ale
najlepiej jest załatwiać wszystko na samym początku, prawda? Pytanie...
Czy się zgadzasz i co o tym myślisz?
Założyła nogę na nogę i poprawiła delikatnie włosy. Na jej ustach wciąż
był ten delikatny i przyjazny uśmiech, w którym nie było ani krzty
fałszu. Jest gotowa na jego słowa, których się nie spodziewa. Po jego
twarzy nie może wywnioskować co o tym sądzi, dlatego też była bardzo
ciekawa jego odpowiedzi.
- W sumie, na naszym sojuszu nikt nie ucierpi i raczej nic nie stracisz, a bardziej zyskasz. Podobnie jak ja.
Dodała nie spuszczając z niego wzroku. Nie będzie od niego oczekiwać
jakiejś ogromnej oferty, bo to w końcu ona przychodzi z propozycją,
ale... jednak będzie miała uwagę co do tej umowy. Skoro ona da im broń,
to oni też mogą jej coś dać. Ale o tym, dopiero potem.
( Kastiel? <; )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz