Powinienem coś zrobić...pójść poprosić o jakieś zlecenia zabójstwa... jeśli nie, to i tak pójdę zabijać...
Zacisnąłem dłonie w pięści,przypomniawszy sobie jakiegoś łowcę. Zbyt się opierał i zginął śmiercią męczeńską...bardzo bolesną śmiercią męczeńską. Trochę mnie wtedy poniosło... Bo się wściekłem.
Był wieczór,krążyłem po wiosce nad częścią Północy i nikt nie rozpoznał,że jestem Mistykiem...
Tyle, że jakieś dziecko mnie przez przypadek dotknęło i aż krzyknęło, że jestem zimny. Nie zdawało sobie, jakie zamieszanie sprowadzi tym krzykiem. Mogłem się napić zanim wyszedłem, żeby skóra miała choć trochę bardziej ludzką barwę, tak samo ciepło.
Natychmiast skierowałem się w stronę pierwszego zejścia, choć naprawdę miałem przemożną chęć by wybić całą ludność. Nie zrobiłem tego tylko dla tego,że inni by zauważyli i wszczęli poszukiwania Mistyków.
Syknąłem, gdy kula przebiła moje ramię,a od strony prześladowców- kilkunastu ludzi, a do nich wciąż dołączali inni- rozległ się tryumfalny krzyk. Zaśmiałem się cicho.Niektórzy dalej traktowali nas, jakbyśmy mogli zginąć od pierwszej lepszej rany...
Poczułem ból w ramieniu, mocniejszy niż normalnie. Tak, użyli jakiejś silnej trucizny,która człowieka powaliłaby zanim zrobiłby krok.
Pobiegłem wampirzym tempem do lasu, a tam znalazłem przykryte wejście.
- Co sobie zrobiłeś?- usłyszałem nieznajomy głos, gdy byłem na dole, więc obróciłem się w stronę Mistyka.
<Ktoś?>
specjalnie nie napisałem czy kobieta czy mężczyzna, chce ktoś dokończyć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz