Uśmiechnąłem się lekko. Nie lubiłem zabijać. Z zasady nawet tego unikałem. Ale niestety musiałem przyznać, że nie było innego wyjścia. Cóż... dzisiejszej nocy poleje się wiele krwi. Szybko zaczęliśmy śmiercionośny taniec. Kastiel, musiałem przyznać, jak na bez łuskowego ssaka uwijał się zaskakująco zręcznie. Nie pozostawałem mu dłużny mimo, że wciąż nie podobała mi się opcja zabijania tych stworzeń. Nie widziałem wiele chwały w uśmiercaniu nie mogących się obronić dzieci. Ile oni mogli mieć lat? 30? 40? Może nieco więcej. Po prostu śmieszne...
Generał z niedobitkami ludzi zaczął się cofać. Mimo okropnej sytuacji wydawał się zachowywać spokój. Dodawał tym sił reszcie zbieraniny, co w nim podziwiałem.
- Generale! Zmiotą nas! - wykrzyknął młodzik ten co wcześniej mnie skanował.
Miał teraz paskudną szramę na ramieniu z której sączyła się krew. Jeśli ktoś tego nie zatamuje, już długo nie pożyje.
Mężczyzna kiwnął tylko głową z zaciętą miną. Zmrużył niebezpiecznie oczy i szepnął coś do chłopaka. Ten jakby nieco zbladł, co wydało mi się dziwne. Co gorszego bowiem mogło go spotkać? Wyraźnie wahał się jeszcze chwilę, po czym kiwnął głową i zaczął biec w kierunku niewielkiego obozu. Nie zostało z niego wiele. Ot, kilka rozrzuconych namiotów, zniszczonych już nieco przez szaleńczą ucieczkę części oddziału. Miałem jednak wrażenie, że niebawem wrócą z jeszcze większymi siłami. Odwróciłem się do walczącego Kastiela, jednocześnie odtrącając nadciągającego żołnierza. Złamałem mu nogę uderzając niezbyt mocno Khakkharą.
- Może zarządzimy mały odwrót? Dranie wyraźnie coś kombinują. - powiedziałem, starając się przekrzyczeć ogólną wrzawę.
- Co!? - słowa zostały zagłuszone, bowiem w tym samym momencie Generał zarządził niewielkie bombardowanie.
Najwyraźniej za nic miał niedobitki żołnierzy zaścielających pole bitwy. W naszym kierunku mknęło kilka pocisków. Rozbijały się wokół, powodując istne piekło. Największe jednak straty ponieśli sami ludzie. Nigdy nie widziałem jeszcze takiej broni. Była niczym skondensowany smoczy ogień i musiałem przyznać, że zupełnie mi się nie podobała. Nawet nie chciałem wiedzieć jakim cudem ją stworzyli. To była na pewno magia. Uniknąłem z trudem wystrzelonemu pociskowi który wybuchł zaraz za mną. Powiew gorąca rzucił mnie do przodu. Poczułem na plecach niesamowity żar który jednak niewiele mógł zrobić. W końcu smoki były jako tako odporne na ogień. Zaryłem twarzą w błoto i chwilę zabrało mi zorientowanie się co tu robię. Tymczasem gdzieś daleko od strony obozu zobaczyłem nadciągające posiłki. Wydało mi się strasznie śmieszne, że tylu ludzi musi atakować tylko dwie istoty. Zaraz potem zrobiło mi się zimno, gdy coś wychynęło z namiotu. Było wielkie, paskudne i... na pewno nie należało do rasy ludzkiej. Spojrzałem na Generała który również powiódł za moim wzrokiem. Uśmiechnął się wyjątkowo paskudnie. Nie wiem jak, ale tym razem usłyszałem wszystko co powiedział.
- Podziwiajcie! Enigmę! Myśleliście, że pozostaniemy bezbronni?! MY i nasi naukowcy rozgryźli wasz kod genetyczny. - jak dla mnie to brzmiało zupełnie bez sensu, ale nie przerywałem. - Teraz możemy zmieniać normalne gatunki zwierząt w posłuszne nam bestie, które przyniosą waszą zgubę!
<Kastiel? xD Wiem pojechałam xD
Ps. wybacz, że tak długo odpisywałam ale niedawno skończyłam praktyki i dopiero wracam do siebie ^^>
Na skraju wyginięcia
Ludzie kontra Mistycy. Kto wygra? Może to od ciebie będzie zależał wynik tej potyczki? Sprawdź swoje umiejętności i zabaw się z nami w świecie rodem z legend!
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Od Righy - Cd. Setha
Przyjrzałam się uważnie szczelinie. Nie byłam w stanie przez nią przejść, miała rozmiar co najwyżej połowy mojej twarzy.
- Czujesz to? - Zapytałam skrzywiona, kiedy do mojego nosa dotarła kolejna fala zapachu.
Pomijając fakt, że powietrze w tunelu jest pełne wilgoci i śmierdzi stęchlizną, ta woń niosła ze sobą niepokój i obawę. To tak jak z kłótnią, która wisi w powietrzu., podsumowałam w myślach, To się po prostu czuje.
- Trudno tego nie poczuć - Odpowiedział Seth.
Przylgnęłam do ściany i zerknęłam w szczelinę. Czułam cień, który krążył wokół nas nerwowo. Jakby się o coś martwił. O siebie, o nas?
- Widzisz coś? - Usłyszałam pytanie smoka zza moich pleców.
- Cmentarz, ale nie ten, na którym się spotkaliśmy. Ten jest chyba o wiele starszy. Jakby chowali całe pokolenia. - Powiedziałam. - Zresztą sam zobacz.
Odstąpiłam od szczeliny.
- Przecież tu jest kompletnie ciemno!
- Umiem widzieć w ciemności. - Wzruszyłam beztrosko ramionami.
Dopiero teraz zorientowałam się, że tunel jest cały obwieszony pochodniami. Jak tym wszystkim istotom musi być trudno bez światła!
- Pochodnie... - Szepnęłam zafascynowana i pociągnęłam za jedną z nich.
Kawałek ściany ze szczeliną odsunął się do tyłu i rozdzielił niczym kurtyna. Przed nami otworem stał starożytny cmentarz. Podbiegłam do jednej ze ścian, zdjęłam z niej pochodnię i wręczyłam Sethowi. W chwili, kiedy mieliśmy przekraczać próg, przed nami stanął cień i powiedział kilka słów o tym, że to niebezpieczne i nie powinniśmy tam iść, ale w sumie i tak go zignorowałam. Prawie że na palcach podeszłam do pierwszego nagrobka i zerknęłam na napis.
- Seth, znasz runy? - Odwróciłam się do smoka.
Skinął głową i podszedł do mnie. Palcem wskazującym pokazałam płytę nagrobka. Seth machnął przede mną pochodnią i oświetlił napis.
< Seth? Cóżeś tam przeczytał?>
- Czujesz to? - Zapytałam skrzywiona, kiedy do mojego nosa dotarła kolejna fala zapachu.
Pomijając fakt, że powietrze w tunelu jest pełne wilgoci i śmierdzi stęchlizną, ta woń niosła ze sobą niepokój i obawę. To tak jak z kłótnią, która wisi w powietrzu., podsumowałam w myślach, To się po prostu czuje.
- Trudno tego nie poczuć - Odpowiedział Seth.
Przylgnęłam do ściany i zerknęłam w szczelinę. Czułam cień, który krążył wokół nas nerwowo. Jakby się o coś martwił. O siebie, o nas?
- Widzisz coś? - Usłyszałam pytanie smoka zza moich pleców.
- Cmentarz, ale nie ten, na którym się spotkaliśmy. Ten jest chyba o wiele starszy. Jakby chowali całe pokolenia. - Powiedziałam. - Zresztą sam zobacz.
Odstąpiłam od szczeliny.
- Przecież tu jest kompletnie ciemno!
- Umiem widzieć w ciemności. - Wzruszyłam beztrosko ramionami.
Dopiero teraz zorientowałam się, że tunel jest cały obwieszony pochodniami. Jak tym wszystkim istotom musi być trudno bez światła!
- Pochodnie... - Szepnęłam zafascynowana i pociągnęłam za jedną z nich.
Kawałek ściany ze szczeliną odsunął się do tyłu i rozdzielił niczym kurtyna. Przed nami otworem stał starożytny cmentarz. Podbiegłam do jednej ze ścian, zdjęłam z niej pochodnię i wręczyłam Sethowi. W chwili, kiedy mieliśmy przekraczać próg, przed nami stanął cień i powiedział kilka słów o tym, że to niebezpieczne i nie powinniśmy tam iść, ale w sumie i tak go zignorowałam. Prawie że na palcach podeszłam do pierwszego nagrobka i zerknęłam na napis.
- Seth, znasz runy? - Odwróciłam się do smoka.
Skinął głową i podszedł do mnie. Palcem wskazującym pokazałam płytę nagrobka. Seth machnął przede mną pochodnią i oświetlił napis.
< Seth? Cóżeś tam przeczytał?>
Od Righy - Cd. Argony
Spojrzałam na nieznajomą z lekkim oburzeniem i zebrałam w sobie resztki odwagi.
- Akurat tak się składa, że ten garnek nie śmierdzi, a ja jem co jest, bo pomimo stanowiska tropiciela, rzadko mam co do tego garnka włożyć. - Wcisnęłam jej pretensjonalnie naczynie przed twarz.
Kobieta zaśmiała się cicho.
- Tropiciel, jakaż wysoka pozycja! Naprawdę, wzruszyłam się twoją historią. Sprawdził cię w ogóle dowódca zanim zostałaś tu wpuszczona i jakiś idiota przydzielił ci to stanowisko?
- A wiesz, że tym idiotą był dowódca tropicieli? - Podciągnęłam rękawy koszuli.
< Argona? Coś mi brakuje pomysłu na ciągnięcie tej rozmowy>
- Akurat tak się składa, że ten garnek nie śmierdzi, a ja jem co jest, bo pomimo stanowiska tropiciela, rzadko mam co do tego garnka włożyć. - Wcisnęłam jej pretensjonalnie naczynie przed twarz.
Kobieta zaśmiała się cicho.
- Tropiciel, jakaż wysoka pozycja! Naprawdę, wzruszyłam się twoją historią. Sprawdził cię w ogóle dowódca zanim zostałaś tu wpuszczona i jakiś idiota przydzielił ci to stanowisko?
- A wiesz, że tym idiotą był dowódca tropicieli? - Podciągnęłam rękawy koszuli.
< Argona? Coś mi brakuje pomysłu na ciągnięcie tej rozmowy>
wtorek, 15 lipca 2014
od Nimirelii - CD Setha
- W porządku. - wzruszam ramionami, chowając sztylet, którym jeszcze przed chwilą miałam zamiar pokiereszować atakującego Setha. No, a przynajmniej spróbować to zrobić, bo jednak byłby z tym spory problem. - Wojny z reguły źle się wspomina. Zostawiają zwykle rany na psychice nawet nam, smokom. - dodaję z zadumą, a potem uśmiecham się złośliwe. - Tak swoją drogą to jeśli wszyscy z tego twojego klanu piorunów byli aż tak narwani jak ty, to ja chyba nawet wiem, kto tą wojnę wywołał.
- Jak śmiesz! - Seth obrzuca mnie wściekłym spojrzeniem i rusza w moim kierunku, ignorując zupełnie swego cienistego towarzysza.
- Widzisz? O tym właśnie mówię! - stwierdzam z wyrzutem w głosie, wycofując się tyłem. Nie chcę na razie z nim walczyć. Jeśli zrobię sobie z niego wroga, oboje przestaniemy czerpać przyjemność z przychodzenia w to miejsce. - Poczucia humoru też raczej nie macie. Dałbyś już spokój, no! Przepraszam. Żartowałam tylko.
- Następnym razem powinnaś uważać na to, z czego żartujesz. - prycha, ewidentnie obrażony. Wraca do swojego cienia i przysiada na jednym z kamieni otaczających jeziorko gorącej wody.
- Nie wiem jak ty, ale ja przyszłam tu popływać - stwierdzam, zdejmując płaszcz. - Wprawdzie mam ludzki... hmm, jak to... strój kąpielowy? Tak czy siak byłabym wdzięczna, gdybyś na chwilę się odwrócił. Ty i ten twój cienisty przyjaciel też.
< Seth? x'D>
- Jak śmiesz! - Seth obrzuca mnie wściekłym spojrzeniem i rusza w moim kierunku, ignorując zupełnie swego cienistego towarzysza.
- Widzisz? O tym właśnie mówię! - stwierdzam z wyrzutem w głosie, wycofując się tyłem. Nie chcę na razie z nim walczyć. Jeśli zrobię sobie z niego wroga, oboje przestaniemy czerpać przyjemność z przychodzenia w to miejsce. - Poczucia humoru też raczej nie macie. Dałbyś już spokój, no! Przepraszam. Żartowałam tylko.
- Następnym razem powinnaś uważać na to, z czego żartujesz. - prycha, ewidentnie obrażony. Wraca do swojego cienia i przysiada na jednym z kamieni otaczających jeziorko gorącej wody.
- Nie wiem jak ty, ale ja przyszłam tu popływać - stwierdzam, zdejmując płaszcz. - Wprawdzie mam ludzki... hmm, jak to... strój kąpielowy? Tak czy siak byłabym wdzięczna, gdybyś na chwilę się odwrócił. Ty i ten twój cienisty przyjaciel też.
< Seth? x'D>
poniedziałek, 14 lipca 2014
Od Kastiela C.d. Setha
Cholerny Seth! A już myślałem, że obejdziemy się bez przemocy. Oczywiście w głębi ducha jestem za, ale czasem trzeba słuchać rozsądku.
Kiedy tylko usłyszałem głośną, jak diabli, syrenę, instynktownie przeniosłem się w bezpieczne miejsce. Wylądowałem za pobliskim drzewem. Odchyliłem lekko głowę i zobaczyłem ludzi otaczających Setha. Złapałem głęboki wdech. Jeden... siedmiu... dwunastu...czterdziestu... Namierzyłem czterdzieści ludzi w promieniu stu metrów, ale cały szwadron jeszcze nadciągał od wschodu i tego urwiska. Normalna osoba w takim momencie pewnie złapałaby się za głowę i załamała. Niestety... na nieszczęście ludzi ja nie jestem taka osobą. Wziąłem kolejny wdech, zamknąłem oczy i skumulowałem możliwie jak najwięcej energii. Kiedy otworzyłem oczy ponownie miałem je w kolorze krwi. Wyszedłem powolnym krokiem zza drzewa, ale w celu zmylenia ludzi miałem zamknięte oczy. Oni czujni już mnie otoczyli. Gdzieś pomiędzy tyli robakami udało mi się dojrzeć Setha.
- Tylko spokojnie, ludzie... - Podniosłem rękę tak, aby Seth mógł mnie dostrzec.
Dobry z niego smok. Wiedziałem, że nie zrobi nic na tyle lekkomyślnego w takiej chwili. Póki co stałem spokojny wśród kręgu ludzi. Nagle poczułem, że jeden się do mnie zbliża, za to w promieniu dwustu metrów wyczułem posiłki.
- Ej! Tak ty, do ciebie mówię! - Wykrzyczał ten, który do mnie podszedł.
Po odznaczeniach i postawie wyczułem, że był kimś ważnym, nie tak jak generał, który stał obok Setha, ale to był może jego zastępca? Od podszedł do mnie z karabinem w ręku i podłożył mi go pod szyję. Jakiś czas później przeskanował mnie śmiesznym urządzeniem i stwierdził, że jestem potworem. Przyznam, że to stwierdzenie bardzo mnie rozśmieszyło. Zacząłem się śmiać w najlepsze. Już wiem, dlaczego wampiry od wieków przebywały wśród ludzi.
- Co cię tak bawi?! - Wykrzyczał ponownie.
- Ja jestem potworem? A kto pierwszy zaatakował? - Podniosłem się i powiedziałem to w pewien sposób złowieszczym tonem.
Zacząłem powoli podchodzić do żołnierza, a ten spanikował i wystrzelił we mnie z broni. Na chwilę głowa poszła mi na bok, ale kiedy tylko wróciła na miejsce wszyscy ludzie zaczęli wykrzykiwać: Potwór!. Kiwnąłem na Setha, bo generał już zabierał się do strzału. Smok szybko uporał się z tym i podbiegliśmy do siebie stając plecami.
- Gotowy? Ty bierzesz tych z bliska, a ja cie będę osłaniał. - Powiedziałem do Setha wreszcie otwierając oczy. - i nie zmieniaj się w smoka, nadciąga tutaj cały szwadron. - Dodałem.
O razu zabraliśmy się do roboty. Seth za pomocą swojej Khakkhary, a ja używając mocy kontrolowania materii rozszczepiałem ludzi.
[...] W ten sposób zostało około dwudziestu ludzi, a co najmniej 15 osób zwiało. Został generał, jego zastępca i pewnie porucznicy.
Seth? Alem się rozpisał xD
Kiedy tylko usłyszałem głośną, jak diabli, syrenę, instynktownie przeniosłem się w bezpieczne miejsce. Wylądowałem za pobliskim drzewem. Odchyliłem lekko głowę i zobaczyłem ludzi otaczających Setha. Złapałem głęboki wdech. Jeden... siedmiu... dwunastu...czterdziestu... Namierzyłem czterdzieści ludzi w promieniu stu metrów, ale cały szwadron jeszcze nadciągał od wschodu i tego urwiska. Normalna osoba w takim momencie pewnie złapałaby się za głowę i załamała. Niestety... na nieszczęście ludzi ja nie jestem taka osobą. Wziąłem kolejny wdech, zamknąłem oczy i skumulowałem możliwie jak najwięcej energii. Kiedy otworzyłem oczy ponownie miałem je w kolorze krwi. Wyszedłem powolnym krokiem zza drzewa, ale w celu zmylenia ludzi miałem zamknięte oczy. Oni czujni już mnie otoczyli. Gdzieś pomiędzy tyli robakami udało mi się dojrzeć Setha.
- Tylko spokojnie, ludzie... - Podniosłem rękę tak, aby Seth mógł mnie dostrzec.
Dobry z niego smok. Wiedziałem, że nie zrobi nic na tyle lekkomyślnego w takiej chwili. Póki co stałem spokojny wśród kręgu ludzi. Nagle poczułem, że jeden się do mnie zbliża, za to w promieniu dwustu metrów wyczułem posiłki.
- Ej! Tak ty, do ciebie mówię! - Wykrzyczał ten, który do mnie podszedł.
Po odznaczeniach i postawie wyczułem, że był kimś ważnym, nie tak jak generał, który stał obok Setha, ale to był może jego zastępca? Od podszedł do mnie z karabinem w ręku i podłożył mi go pod szyję. Jakiś czas później przeskanował mnie śmiesznym urządzeniem i stwierdził, że jestem potworem. Przyznam, że to stwierdzenie bardzo mnie rozśmieszyło. Zacząłem się śmiać w najlepsze. Już wiem, dlaczego wampiry od wieków przebywały wśród ludzi.
- Co cię tak bawi?! - Wykrzyczał ponownie.
- Ja jestem potworem? A kto pierwszy zaatakował? - Podniosłem się i powiedziałem to w pewien sposób złowieszczym tonem.
Zacząłem powoli podchodzić do żołnierza, a ten spanikował i wystrzelił we mnie z broni. Na chwilę głowa poszła mi na bok, ale kiedy tylko wróciła na miejsce wszyscy ludzie zaczęli wykrzykiwać: Potwór!. Kiwnąłem na Setha, bo generał już zabierał się do strzału. Smok szybko uporał się z tym i podbiegliśmy do siebie stając plecami.
- Gotowy? Ty bierzesz tych z bliska, a ja cie będę osłaniał. - Powiedziałem do Setha wreszcie otwierając oczy. - i nie zmieniaj się w smoka, nadciąga tutaj cały szwadron. - Dodałem.
O razu zabraliśmy się do roboty. Seth za pomocą swojej Khakkhary, a ja używając mocy kontrolowania materii rozszczepiałem ludzi.
[...] W ten sposób zostało około dwudziestu ludzi, a co najmniej 15 osób zwiało. Został generał, jego zastępca i pewnie porucznicy.
Seth? Alem się rozpisał xD
niedziela, 13 lipca 2014
2. Admin
Uwaga! Dostałem 6 zgłoszeń na drugiego admina bloga! Jedno było od członka naszego bloga - Setha, za bo bardzo dziękuję.
Jako, że dostałem potwierdzenie uczciwości tylko trzech osób, miałem bardzo łatwy wybór.
Wszem i wobec mogę ogłosić, że 2. administratorem, a raczej administratorką, zostaje graczka (na howrse) Hafaza. (Lub jak kto woli Seth)
O teraz wysyłajcie do niej wszystkie opowiadania i tak dalej. Ja tylko odpiszę na swoje i jadę na obozik ^^ Nie będzie mnie do 26. ogółem to tyle.
~Kastiel. Dziękuję i gratuluję, liczę na owocną współpracę ^^
Kontakt do niej:
(howrse.pl) Hafaza
(email) saladira13@gmail.com
Od Setha C.d. Nimirelii
Uśmiechnąłem się niechętnie i nagle uderzyło mnie, że ta dziewczyna
wydaje mi się... znajoma. Czy to szósty zmysł, czy po prostu przeczucie,
już po chwili wiedziałem. Zrobiłem wielkie oczy i gdyby nie cień, który
natychmiast stanął mi na drodze, zapewne ruszyłbym na nią.
- TY jesteś smokiem!? - warknąłem wściekły.
No jasne! Zielone włosy, oczy, nietypowa aura i ta dziwna bliskość. Dziewczyna wydawała się lekko zaskoczona. Odeszła na bezpieczną odległość.
- Masz z tym jakiś problem?
Odepchnąłem cień ze wściekłym grymasem. Drań się jednak nie poddawał. Zastanowiłem się nagle dlaczego tak ją broni?
- Nie możesz jej zaatakować. To byłoby... nierozsądne. Zapominasz, że wojna dawno się skończyła. - powiedział, irytująco drażniącym głosem.
- Skończyła się, to prawda. Ale nie mam zamiaru tolerować kogoś, kto był po przeciwnej stronie konfliktu. A ona nie wygląda mi na smoka z klanu piorunów! - wykrzyknąłem, krążąc wokół niczym rozjuszone zwierzę.
- Jeśli Kastiel dowie się o tym, będziesz miał problemy. Wystarczy nam ofiar które dostarczają ludzie, codziennie zabijając naszych. Nie pomagaj im. - tłumaczył mi.
Nie powiem, byłam zdumiony jego racjonalnością. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywał, ale akurat on był dość zmienny. Zależnie jak wiatr zawiał, mógł cię zabić a potem jednak wyciągnąć z największej matni. Uspokoiłem się nieco, ale nadal wolałem utrzymywać bezpieczny dystans.
- Wybacz. Wciąż źle wspominam przeszłą wojnę między smokami. - powiedziałem nie widząc czy to ją przekona.
Sam siebie ledwo przekonywałem. Poza tym zawsze mogłem wepchnąć ją do gorących źródeł.
Nimerilia?
- TY jesteś smokiem!? - warknąłem wściekły.
No jasne! Zielone włosy, oczy, nietypowa aura i ta dziwna bliskość. Dziewczyna wydawała się lekko zaskoczona. Odeszła na bezpieczną odległość.
- Masz z tym jakiś problem?
Odepchnąłem cień ze wściekłym grymasem. Drań się jednak nie poddawał. Zastanowiłem się nagle dlaczego tak ją broni?
- Nie możesz jej zaatakować. To byłoby... nierozsądne. Zapominasz, że wojna dawno się skończyła. - powiedział, irytująco drażniącym głosem.
- Skończyła się, to prawda. Ale nie mam zamiaru tolerować kogoś, kto był po przeciwnej stronie konfliktu. A ona nie wygląda mi na smoka z klanu piorunów! - wykrzyknąłem, krążąc wokół niczym rozjuszone zwierzę.
- Jeśli Kastiel dowie się o tym, będziesz miał problemy. Wystarczy nam ofiar które dostarczają ludzie, codziennie zabijając naszych. Nie pomagaj im. - tłumaczył mi.
Nie powiem, byłam zdumiony jego racjonalnością. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywał, ale akurat on był dość zmienny. Zależnie jak wiatr zawiał, mógł cię zabić a potem jednak wyciągnąć z największej matni. Uspokoiłem się nieco, ale nadal wolałem utrzymywać bezpieczny dystans.
- Wybacz. Wciąż źle wspominam przeszłą wojnę między smokami. - powiedziałem nie widząc czy to ją przekona.
Sam siebie ledwo przekonywałem. Poza tym zawsze mogłem wepchnąć ją do gorących źródeł.
Nimerilia?
piątek, 11 lipca 2014
Od Setha C.d. Kastiel
Gdy tylko odeszliśmy kawałek od obozu, a zapach smażonego mięsiwa i dymu z ogniska już do nas nie dochodził, zapytałem szeptem.
- Dlaczego nie możemy z nimi negocjować? W końcu to tylko ludzie. - powiedziałem, ale dla pewności obejrzałem się za siebie.
- Taaa... tylko ludzie. Ludzie, którzy bez wahania rozbili w pył Środkowe Podziemie. Ludzie uzbrojeni po zęby w broń, o której nawet ci się nie śniło! Oni nie chcą negocjować Seth. Jest jedna zasada której się trzymają. Czego nie znasz, tego się boisz, a czego się boisz, to niszczysz.
Przystanąłem zaskoczony. Jakże chciałem odpocząć od wojen i bezsensownych rzezi. Najwyraźniej jednak los chciał inaczej. My smoki, swego czasu wyznawaliśmy podobne zasady. Na szczęście to już minęło. Nie chciałem mimo wszystko mówić mu, że zupełnie nie zgadzam się z tą teorią. W swoim czasie miałem zamiar przeprowadzić własny zwiad. Tymczasem jednak musieliśmy iść dalej. Ruszyłem pewniej i szybciej, gdyż przez przemyślenia zostałem nieco z tyłu. Nagle usłyszałem głośny szczęk metalu. Coś jak "Pstryk" i cisza. Skrzywiłem się i rozejrzałem.
- Kastiel... - wyszeptałem. - Chyba w coś... - nie dokończyłem, gdyż zaraz potem rozwyły się syreny alarmowe.
Uniosłem ręce do uszu. Jeszcze nigdy nie słyszałem podobnego jazgotu! Na Bogów! Cóż mógł tworzyć takie okropieństwo?! Nie dane mi było zbadać, gdyż z lasu zaczynali wychodzić uzbrojeni ludzie. Wykrzykiwali jakieś polecenia, ale przez hałas nic nie słyszałem. Czułem, że jeśli się ruszę, to coś na co nadepnąłem wybuchnie. Zastanawiając się czy zdążę przybrać formę smoka, przyjąłem z trudem postawę obronną.
- Otoczyć go! I niech ktoś mi wyłączy tą cholerną syrenę! - warknął jeden z nich celując mi w pierś z długiej, dziwnej rurki. - No proszę. Co też przywiało cię bratku do nas? - zapytał z paskudnym uśmiechem.
Wyglądał nie młodo. Miał lekko przerzedzone, brązowe włosy, haczykowaty nos i bystre, zielone oczy. Przez twarz przechodziła paskudna, stara blizna. Zaczynała się od czoła i biegła w dół do policzka. Ubrany był w strój wojskowy którego zieleń idealnie zlewała się z lasem. Do niego podszedł drugi mężczyzna, a raczej młody chłopak. Mógł mieć nie więcej niż 17-18 lat. Skierował na mnie jakieś urządzenie.
- Generale. On nie jest człowiekiem.
Kastiel?
- Dlaczego nie możemy z nimi negocjować? W końcu to tylko ludzie. - powiedziałem, ale dla pewności obejrzałem się za siebie.
- Taaa... tylko ludzie. Ludzie, którzy bez wahania rozbili w pył Środkowe Podziemie. Ludzie uzbrojeni po zęby w broń, o której nawet ci się nie śniło! Oni nie chcą negocjować Seth. Jest jedna zasada której się trzymają. Czego nie znasz, tego się boisz, a czego się boisz, to niszczysz.
Przystanąłem zaskoczony. Jakże chciałem odpocząć od wojen i bezsensownych rzezi. Najwyraźniej jednak los chciał inaczej. My smoki, swego czasu wyznawaliśmy podobne zasady. Na szczęście to już minęło. Nie chciałem mimo wszystko mówić mu, że zupełnie nie zgadzam się z tą teorią. W swoim czasie miałem zamiar przeprowadzić własny zwiad. Tymczasem jednak musieliśmy iść dalej. Ruszyłem pewniej i szybciej, gdyż przez przemyślenia zostałem nieco z tyłu. Nagle usłyszałem głośny szczęk metalu. Coś jak "Pstryk" i cisza. Skrzywiłem się i rozejrzałem.
- Kastiel... - wyszeptałem. - Chyba w coś... - nie dokończyłem, gdyż zaraz potem rozwyły się syreny alarmowe.
Uniosłem ręce do uszu. Jeszcze nigdy nie słyszałem podobnego jazgotu! Na Bogów! Cóż mógł tworzyć takie okropieństwo?! Nie dane mi było zbadać, gdyż z lasu zaczynali wychodzić uzbrojeni ludzie. Wykrzykiwali jakieś polecenia, ale przez hałas nic nie słyszałem. Czułem, że jeśli się ruszę, to coś na co nadepnąłem wybuchnie. Zastanawiając się czy zdążę przybrać formę smoka, przyjąłem z trudem postawę obronną.
- Otoczyć go! I niech ktoś mi wyłączy tą cholerną syrenę! - warknął jeden z nich celując mi w pierś z długiej, dziwnej rurki. - No proszę. Co też przywiało cię bratku do nas? - zapytał z paskudnym uśmiechem.
Wyglądał nie młodo. Miał lekko przerzedzone, brązowe włosy, haczykowaty nos i bystre, zielone oczy. Przez twarz przechodziła paskudna, stara blizna. Zaczynała się od czoła i biegła w dół do policzka. Ubrany był w strój wojskowy którego zieleń idealnie zlewała się z lasem. Do niego podszedł drugi mężczyzna, a raczej młody chłopak. Mógł mieć nie więcej niż 17-18 lat. Skierował na mnie jakieś urządzenie.
- Generale. On nie jest człowiekiem.
Kastiel?
Od Nimirelii C.d. Seth
- Mówią na mnie Lullaby. - przedstawiam się i gaszę magiczny ognik,
którym sobie dotąd przyświecałam. Teraz jego wątłe światełko nic mi nie
da, po za tym fosforyzujące grzyby (których, nawiasem mówiąc, ostatnio
tu nie było...) sprawdzają się znacznie lepiej.
W półmroku i wśród kłębów pary nie mogę zobaczyć z takiej odległości z kim dokładnie mam do czynienia. Zwłaszcza, że grzyby oświetlają Setha od tyłu. Wydaje mi się też, że oprócz niego jest tam ktoś jeszcze.
- A sprowadza mnie tu to, co zwabiłoby każdego ognistego smoka. - kontynuuję z lekkim uśmiechem, powoli zbliżając się do niewyraźnej postaci. Ani na chwilę nie spuszczam jej z oczu. Z każdym krokiem robi się coraz wyraźniejsza i w końcu staję twarzą w twarz z ciemnowłosym chłopakiem. Towarzyszy mu dziwny cień. Nie wydają się wrogo nastawieni, ale wiem dobrze, że pozory często mylą. Instynktownie przygotowuję się więc do wykonania uniku i odparcia ewentualnego ataku.
- Wydaje się, że to miejsce nie jest jednak tak do końca zapomniane. - stwierdzam, przystając. - W końcu my wiemy jak tu trafić.
- Prawdopodobnie od wieków nikt tu nie zaglądał. Jesteśmy pierwsi. - oznajmia Seth, chowając miecz. Jestem ciekawa po co w ogóle go wyciągał.
Czyżbym wyglądała aż tak groźnie?, zastanawiam się z rozbawieniem. Wciąż uważnie przyglądam się mojemu rozmówcy, próbując określić dlaczego jego twarz wydaje mi się znajoma. Zapewne po prostu kiedyś go gdzieś widziałam i jakoś tak wyszło, że go zapamiętałam. W końcu całkiem przystojny jest... Nie żeby coś.
- Właściwie to dobrze. - wzruszam ramionami i uśmiecham się. - Dzięki temu to miejsce ma swój urok. Gdyby oblegały je tłumy, zupełnie nie opłacałoby się tu przychodzić, nieprawdaż?
<Seth? :3>
W półmroku i wśród kłębów pary nie mogę zobaczyć z takiej odległości z kim dokładnie mam do czynienia. Zwłaszcza, że grzyby oświetlają Setha od tyłu. Wydaje mi się też, że oprócz niego jest tam ktoś jeszcze.
- A sprowadza mnie tu to, co zwabiłoby każdego ognistego smoka. - kontynuuję z lekkim uśmiechem, powoli zbliżając się do niewyraźnej postaci. Ani na chwilę nie spuszczam jej z oczu. Z każdym krokiem robi się coraz wyraźniejsza i w końcu staję twarzą w twarz z ciemnowłosym chłopakiem. Towarzyszy mu dziwny cień. Nie wydają się wrogo nastawieni, ale wiem dobrze, że pozory często mylą. Instynktownie przygotowuję się więc do wykonania uniku i odparcia ewentualnego ataku.
- Wydaje się, że to miejsce nie jest jednak tak do końca zapomniane. - stwierdzam, przystając. - W końcu my wiemy jak tu trafić.
- Prawdopodobnie od wieków nikt tu nie zaglądał. Jesteśmy pierwsi. - oznajmia Seth, chowając miecz. Jestem ciekawa po co w ogóle go wyciągał.
Czyżbym wyglądała aż tak groźnie?, zastanawiam się z rozbawieniem. Wciąż uważnie przyglądam się mojemu rozmówcy, próbując określić dlaczego jego twarz wydaje mi się znajoma. Zapewne po prostu kiedyś go gdzieś widziałam i jakoś tak wyszło, że go zapamiętałam. W końcu całkiem przystojny jest... Nie żeby coś.
- Właściwie to dobrze. - wzruszam ramionami i uśmiecham się. - Dzięki temu to miejsce ma swój urok. Gdyby oblegały je tłumy, zupełnie nie opłacałoby się tu przychodzić, nieprawdaż?
<Seth? :3>
czwartek, 10 lipca 2014
Od Kastiela C.d. Seth
- Na Zachód. - Wskazałem dłonią kierunek.
Seth tylko przytaknął z poważna miną i ruszyliśmy.
Jak na razie nie potrzebowaliśmy kryjówek ani przechodzenia cieniem. Mój nos, a w końcu jako wampir mam bardzo czuły węch, nie wyczuł żadnej istoty żyjącej poza Sethem. Szliśmy więc tak spokojnie. Nagle poczułem to. Zatrzymałem się gwałtownie tak, że Seth przypadkowo na mnie wpadł. Kiedy on rozmasowywał obolały nos ja wskoczyłem na większą skałę i się rozejrzałem. Tak jak czułem - to był obóz ludzi.
- Seth... - Wyszeptałem.
Machnął ręką, aby do mnie dołączył. On również dostał się na skałę.
- Wow... ile ludzi... - Wymamrotał jakby do siebie.
Nic nie mówiłem tylko uśmiechnąłem się pod nosem, a moje oczy zrobiły się czerwone.
- Idziemy dalej czy do ludzi? - Spytałem patrząc w jego stronę.
On również spojrzał w moja stronę, ale z wielkim zdziwieniem.
- Daj spokój, żartowałem. - Podniosłem ręce i zeskoczyłem z głazu.
Ups... Przypadkowo potrąciłem jeden z mniejszych kamieni, a ten zaczął spadać w stronę ludzi. Seth się temu przyglądał, a ja prychnąłem niezadowolony. Uniosłem rękę i po chwili po kamieniu nie było śladu.
- Chodźże już. - Powiedziałem.
Seth?
Seth tylko przytaknął z poważna miną i ruszyliśmy.
Jak na razie nie potrzebowaliśmy kryjówek ani przechodzenia cieniem. Mój nos, a w końcu jako wampir mam bardzo czuły węch, nie wyczuł żadnej istoty żyjącej poza Sethem. Szliśmy więc tak spokojnie. Nagle poczułem to. Zatrzymałem się gwałtownie tak, że Seth przypadkowo na mnie wpadł. Kiedy on rozmasowywał obolały nos ja wskoczyłem na większą skałę i się rozejrzałem. Tak jak czułem - to był obóz ludzi.
- Seth... - Wyszeptałem.
Machnął ręką, aby do mnie dołączył. On również dostał się na skałę.
- Wow... ile ludzi... - Wymamrotał jakby do siebie.
Nic nie mówiłem tylko uśmiechnąłem się pod nosem, a moje oczy zrobiły się czerwone.
- Idziemy dalej czy do ludzi? - Spytałem patrząc w jego stronę.
On również spojrzał w moja stronę, ale z wielkim zdziwieniem.
- Daj spokój, żartowałem. - Podniosłem ręce i zeskoczyłem z głazu.
Ups... Przypadkowo potrąciłem jeden z mniejszych kamieni, a ten zaczął spadać w stronę ludzi. Seth się temu przyglądał, a ja prychnąłem niezadowolony. Uniosłem rękę i po chwili po kamieniu nie było śladu.
- Chodźże już. - Powiedziałem.
Seth?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)