Usłyszałam jak drzwi zamykają się za wampirem. Pozostawił mnie samą
wewnątrz zamku. Cóż za brak ostrożności. Przecież mogłam przejść na
stronę ludzi i chcieć zebrać informacje o mieszkańcach podziemia, by ich
zniszczyć. W tym momencie mogłam przeszukać zamek, wejść do jego
gabinetu i wykraść "tajne akta:. Wzruszyłam ramionami. A czego
spodziewałam się po wampirze?
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do wyjścia w ślad za Kastielem.
Wyjątkowo nie miałam ochoty pomagać ludziom. Wyszłam z zamku na pustą
ulicę. Teraz zostawało mi znaleźć sobie jakiś dogodny punkt
obserwacyjny...
(...) Budynek położony najbardziej w północnej części groty okazał się
idealny. Wybrałam dla siebie mieszkanie na ostatnim piętrze masywnego
bloku. Było ono spore, ale puste. Betonowe ściany były zimne i ponure.
Jego okna wychodziły na trzy strony, a tylną ściana była ścianą jaskini,
w której znajdowało się miasto. W ramach okiennych brakowało szkła,
więc było dość zimno. Idealne miejsce. Jakby przygotowane pod
szachownicę, po której będę przesuwać moje figury. Uśmiechnęłam się do
siebie. Czas wziąć się do roboty!
(...) Po kilku tygodniach do podziemia zaczęli przybywać masowo
uchodźcy. Stworzenia z rożnych stron świata tłoczyły się w jednej
jaskini, szukając choćby skrawka miejsca dla siebie. Kastiel musiał mieć
z nimi urwanie głowy. W końcu wśród tej bezimiennej masy
niepostrzeżenie do podziemia mogły wtargnąć Hybrydy.
Na razie nie miałam wiele do roboty. Niedawno skończyłam wyposażać
pomieszczenie i wszystko było już gotowe. Nie otrzymałam jeszcze żadnych
rozkazów, więc przypuszczałam, że ludzie jeszcze nie odkryli
lokalizacji podziemia, ani nie zbliżyli się zbytnio do żadnego z wejść.
Większość czasu spędzałam na patrolowaniu ulic i zbieraniu informacji o
wszystkich mieszkańcach podziemia, o dokładnym położeniu budynków.
Tego dnia również ruszyłam na zwiad. Szłam ulicami miasta niemal
wtapiając się w tłum. Wtem niespodziewanie wpadła na mnie jakaś kobieta
wyglądająca dość dziecinnie. Może przez białe uszy na głowie?
Garnek wypadł jej z rąk i potoczył się po drodze. Pobiegła za nim i
wzięła z powrotem do ręki, po czym podeszła do mnie i powiedziała
niepewnie "Przepraszam"
- Lepiej uważaj jak chodzisz - warknęłam cicho odnotowując w pamięci wygląd kotołaczki i jej niezdarność
- Ja... - zaczęła, ale machnęłam ręką
- Nieważne, nie mówmy o tym - przybrałam zimny, obojętny wyraz twarzy -
Powiedz lepiej czemu ten garnek śmierdzi szczurami? Czyżbyś jadła myszki
jak inne kotki?
Zobaczyłam jak kobieta lekko się czerwieni ze wstydu lub... oburzenia?
(Right?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz