poniedziałek, 30 czerwca 2014

Od Argony do Kastiela i Righy

Usłyszałam jak drzwi zamykają się za wampirem. Pozostawił mnie samą wewnątrz zamku. Cóż za brak ostrożności. Przecież mogłam przejść na stronę ludzi i chcieć zebrać informacje o mieszkańcach podziemia, by ich zniszczyć. W tym momencie mogłam przeszukać zamek, wejść do jego gabinetu i wykraść "tajne akta:. Wzruszyłam ramionami. A czego spodziewałam się po wampirze?
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do wyjścia w ślad za Kastielem. Wyjątkowo nie miałam ochoty pomagać ludziom. Wyszłam z zamku na pustą ulicę. Teraz zostawało mi znaleźć sobie jakiś dogodny punkt obserwacyjny...

(...) Budynek położony najbardziej w północnej części groty okazał się idealny. Wybrałam dla siebie mieszkanie na ostatnim piętrze masywnego bloku. Było ono spore, ale puste. Betonowe ściany były zimne i ponure. Jego okna wychodziły na trzy strony, a tylną ściana była ścianą jaskini, w której znajdowało się miasto. W ramach okiennych brakowało szkła, więc było dość zimno. Idealne miejsce. Jakby przygotowane pod szachownicę, po której będę przesuwać moje figury. Uśmiechnęłam się do siebie. Czas wziąć się do roboty!

(...) Po kilku tygodniach do podziemia zaczęli przybywać masowo uchodźcy. Stworzenia z rożnych stron świata tłoczyły się w jednej jaskini, szukając choćby skrawka miejsca dla siebie. Kastiel musiał mieć z nimi urwanie głowy. W końcu wśród tej bezimiennej masy niepostrzeżenie do podziemia mogły wtargnąć Hybrydy.
Na razie nie miałam wiele do roboty. Niedawno skończyłam wyposażać pomieszczenie i wszystko było już gotowe. Nie otrzymałam jeszcze żadnych rozkazów, więc przypuszczałam, że ludzie jeszcze nie odkryli lokalizacji podziemia, ani nie zbliżyli się zbytnio do żadnego z wejść.
Większość czasu spędzałam na patrolowaniu ulic i zbieraniu informacji o wszystkich mieszkańcach podziemia, o dokładnym położeniu budynków.
Tego dnia również ruszyłam na zwiad. Szłam ulicami miasta niemal wtapiając się w tłum. Wtem niespodziewanie wpadła na mnie jakaś kobieta wyglądająca dość dziecinnie. Może przez białe uszy na głowie?
Garnek wypadł jej z rąk i potoczył się po drodze. Pobiegła za nim i wzięła z powrotem do ręki, po czym podeszła do mnie i powiedziała niepewnie "Przepraszam"
- Lepiej uważaj jak chodzisz - warknęłam cicho odnotowując w pamięci wygląd kotołaczki i jej niezdarność
- Ja... - zaczęła, ale machnęłam ręką
- Nieważne, nie mówmy o tym - przybrałam zimny, obojętny wyraz twarzy - Powiedz lepiej czemu ten garnek śmierdzi szczurami? Czyżbyś jadła myszki jak inne kotki?
Zobaczyłam jak kobieta lekko się czerwieni ze wstydu lub... oburzenia?

(Right?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz