Seth rozglądał się wokół z miną męczennika. Taaak, zdecydowanie sporo go
ominęło. Kiedyś wszystko wyglądało inaczej. Zastanawiał się czy gdyby
jego arogancka rasa nie zachowała się w ten sposób, gdyby nie byli tak
zajęci eliminowaniem własnej rasy, to może... może Środkowe Podziemie
nie zostałoby zdobyte? Szybko jednak pozbył się dręczących myśli. Nie
pora ani miejsce były na to. Tymczasem z wysokości kilkunastu metrów
wszystko wyglądało jeszcze gorzej.
- Dlaczego ludzie nie pilnują tego miejsca? - zapytał nagle i zamachał nerwowo rękami.
Nie był przyzwyczajony do latania bez skrzydeł. Ale nie mógł powiedzieć, żeby mu się to nie podobało.
- Dlatego właśnie kazałem ci zgasić pochodnię. - wyszeptał nagle
Dowódca. - I jakbyś mógł, staraj się nie krzyczeć. Kto wie co czai się w
mroku.
Seth westchnął ale posłuchał. Wolał nie ryzykować, że za jego sprawą
popadną w kłopoty. Poza tym, strasznie ciągło go do otwartych
przestrzeni. Nie pamiętał właściwie kiedy ostatnio zobaczył niebo,
poczuł delikatny wiatr na skórze. Uśmiechnął się lekko i zamknął oczy z
zachwytem. Odetchnął pełną piersią i nagle zachwiał się, gdy poczuł pod
stopami stały grunt. Natychmiast stał się czujny. W końcu wylecieli z
wielkiej wyrwy w ziemi. Teraz pozostało już tylko dotarcie do kolejnego
wejścia prowadzącego w głąb Podziemi. Nie spieszno mu jednak było do
tego. Chciał jeszcze trochę pobyć w lesie. Usłyszał najróżniejsze
odgłosy nocy o których już zapomniał. Krzątaninę zwierząt i cykanie
świerszczy. Gdzieś w oddali musiał być staw, gdyż żaby rozpoczynały
koncert.
- W którą stronę teraz? - zapytał szeptem.
Starał się dostrzec coś w iście egipskich ciemnościach, ale póki nie był pod postacią smoka miał bardziej ludzkie oczy.
Kastiel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz