Seth zmrużył groźnie oczy. Reagował intuicyjnie i tylko siłą woli
powstrzymał się przed bardziej agresywnym zachowaniem. Przecież był tu
gościem i jakby to wyglądało, gdyby zaatakował gospodarza? Nie ładnie...
- Cóż, myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. - powiedział po chwili, gładząc podbródek.
Usiadł wygodniej na krześle, które zaprotestowało głośnym skrzypieniem.
- Zawsze lubiłem Zachód. Kiedyś właśnie tam mieli swe tereny smoki z
mojego klanu. Miło byłoby wrócić do domu. - rozmarzył się z zachwytem. -
Chętnie poszukałbym jakiś pozostałości mojej rodziny. Może znalazłbym
coś...
Po chwili spostrzegł, że nie miejsce ani czas na to.
- A ty? Co zamierzasz? - spojrzał na niego z dziwnym uśmiechem.
- Jestem Dowódcą. Na moich barkach ciąży odpowiedzialność za życie wszystkich, w tej części Podziemia.
Seth gwizdnął głośno.
- Ładnie. Jak to powiedział kiedyś mój Generał: "Nigdy nie bierz więcej,
niż jesteś w stanie znieść." - po chwili jednak uniósł dłonie w
obronnym geście. - Nie chcę cię obrazić. Zastanawiałem się tylko, przy
okazji, czy nie chciałbyś odwiedzić ze mną Zachodu. Przecież nie możesz
cały dzień tu siedzieć. Prawda?
Kastiel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz