poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Od Setha - Do Kastiela

Uśmiechnąłem się lekko. Nie lubiłem zabijać. Z zasady nawet tego unikałem. Ale niestety musiałem przyznać, że nie było innego wyjścia. Cóż... dzisiejszej nocy poleje się wiele krwi. Szybko zaczęliśmy śmiercionośny taniec. Kastiel, musiałem przyznać, jak na bez łuskowego ssaka uwijał się zaskakująco zręcznie. Nie pozostawałem mu  dłużny mimo, że wciąż nie podobała mi się opcja zabijania tych stworzeń. Nie widziałem wiele chwały w uśmiercaniu nie mogących się obronić dzieci. Ile oni mogli mieć lat? 30? 40? Może nieco więcej. Po prostu śmieszne... 
Generał z niedobitkami ludzi zaczął się cofać. Mimo okropnej sytuacji wydawał się zachowywać spokój. Dodawał tym sił reszcie zbieraniny, co w nim podziwiałem.
- Generale! Zmiotą nas! - wykrzyknął młodzik ten co wcześniej mnie skanował.
Miał teraz paskudną szramę na ramieniu z której sączyła się krew. Jeśli ktoś tego nie zatamuje, już długo nie pożyje.
Mężczyzna kiwnął tylko głową z zaciętą miną. Zmrużył niebezpiecznie oczy i szepnął coś do chłopaka. Ten jakby nieco zbladł, co wydało mi się dziwne. Co gorszego bowiem mogło go spotkać? Wyraźnie wahał się jeszcze chwilę, po czym kiwnął głową i zaczął biec w kierunku niewielkiego obozu. Nie zostało z niego wiele. Ot, kilka rozrzuconych namiotów, zniszczonych już nieco przez szaleńczą ucieczkę części oddziału. Miałem jednak wrażenie, że niebawem wrócą z jeszcze większymi siłami. Odwróciłem się do walczącego Kastiela, jednocześnie odtrącając nadciągającego żołnierza. Złamałem mu nogę uderzając niezbyt mocno Khakkharą.
- Może zarządzimy mały odwrót? Dranie wyraźnie coś kombinują. - powiedziałem, starając się przekrzyczeć ogólną wrzawę.
- Co!? - słowa zostały zagłuszone, bowiem w tym samym momencie Generał zarządził niewielkie bombardowanie.
Najwyraźniej za nic miał niedobitki żołnierzy zaścielających pole bitwy. W naszym kierunku mknęło kilka pocisków. Rozbijały się wokół, powodując istne piekło. Największe jednak straty ponieśli sami ludzie. Nigdy nie widziałem jeszcze takiej broni. Była niczym skondensowany smoczy ogień i musiałem przyznać, że zupełnie mi się nie podobała. Nawet nie chciałem wiedzieć jakim cudem ją stworzyli. To była na pewno magia. Uniknąłem z trudem wystrzelonemu pociskowi który wybuchł zaraz za mną. Powiew gorąca rzucił mnie do przodu. Poczułem na plecach niesamowity żar który jednak niewiele mógł zrobić. W końcu smoki były jako tako odporne na ogień. Zaryłem twarzą w błoto i chwilę zabrało mi zorientowanie się co tu robię. Tymczasem gdzieś daleko od strony obozu zobaczyłem nadciągające posiłki. Wydało mi się strasznie śmieszne, że tylu ludzi musi atakować tylko dwie istoty. Zaraz potem zrobiło mi się zimno, gdy coś wychynęło z namiotu. Było wielkie, paskudne i... na pewno nie należało do rasy ludzkiej. Spojrzałem na Generała który również powiódł za moim wzrokiem. Uśmiechnął się wyjątkowo paskudnie. Nie wiem jak, ale tym razem usłyszałem wszystko co powiedział.
- Podziwiajcie! Enigmę! Myśleliście, że pozostaniemy bezbronni?! MY i nasi naukowcy rozgryźli wasz kod genetyczny. - jak dla mnie to brzmiało zupełnie bez sensu, ale nie przerywałem. - Teraz możemy zmieniać normalne gatunki zwierząt w posłuszne nam bestie, które przyniosą waszą zgubę!
<Kastiel? xD Wiem pojechałam xD
Ps. wybacz, że tak długo odpisywałam ale niedawno skończyłam praktyki i dopiero wracam do siebie ^^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz