sobota, 28 czerwca 2014

Od Setha

- I tak kończy się łażenie po nieznanych podziemiach. - powiedział z niezadowoleniem w głosie, próbując zdjąć pajęczyny z płaszcza.
Niedawno udało mu się uwolnić z kamiennego "grobu" w którym siedział zdecydowanie zbyt długo. Sam stracił już dawno rachubę i to co teraz go otaczało, było przerażające w swej nowości. Nie wiedział, czy wojna smoków już się skończyła. Zapadł bowiem w sen bez snów, gdy już znudziły mu się monotonne rozmowy z cieniami.
- Nie ja kazałem ci się stamtąd ruszać. Źle ci było? Znacznie lepiej gdybyś został, odpoczął i zapomniał. - zza jego pleców doszedł cichutki szept należący do jednego z bardziej wygadanych cieni.
Seth warknął zirytowany. Już zdecydowanie zbyt długo słuchał ich rad. Póki co, nie wychodziły mu one na dobre. Zaklął, gdy potknął się o niewidoczny w ciemnościach kamień.
- Czy tu nie może być... no nie wiem, nieco jaśniej? Gdzie podziały się te wszystkie znane mi tunele?! - wrzasnął, coraz bardziej wściekły.
- Nie chcę cię martwić, ale minęło już nieco czasu od twojego... jakby to ująć...
Seth uniósł rękę, uciszając stworzenie.
- Nie chcę tego słuchać. Absolutnie. Najlepiej przydaj się na coś i zejdź mi z oczu.
Cień burknął jeszcze coś pod nosem, po czym zniknął, rozpływając się w ciemności. Zaraz potem zapanowała złowroga cisza. Smok natychmiast pożałował, że tak szybko go wypędził. Nie należał jednak do osób które planują ze znacznym wyprzedzeniem. Westchnął głośno i ruszył przed siebie. Ominął jakiś zapomniany przez wszystkich posąg, przedstawiający dziwną istotę, jakby skrzyżowanie węża z człowiekiem. Nie poświęcił mu większej uwagi. Widział go bowiem już wystarczająco wiele razy. Była to bogini którą czciło jedno z odłamów smoków. Chyba tych, które nie mogły latać. Seth osobiście zawsze gardził tego typu rzeczami. Zatrzymał się nagle, gdy serce podskoczyło mu niemal do gardła. Przed nim ziała gigantyczna przepaść.
- Koniec drogi, czas polecieć. Mam nadzieję, że nie zapomniałem jak to się robi. - zaśmiał się niewesoło i z lekkim trudem przybrał postać srebrnego smoka.
Nie było tu zbyt wiele miejsca, ale poradził sobie. Nawet nie wiedział, że zbliża się do granic Północnego Podziemia. Wylądował, gdy tylko spostrzegł nikłe światełko majaczące gdzieś w oddali.
- Dzięki niech będą Bogom. W końcu jakaś cywilizacja. - powiedział, ruszając jak najszybciej w kierunku głównej siedziby Podziemia.

<Kastiel?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz