- I tak kończy się łażenie po nieznanych podziemiach. - powiedział z
niezadowoleniem w głosie, próbując zdjąć pajęczyny z płaszcza.
Niedawno udało mu się uwolnić z kamiennego "grobu" w którym siedział
zdecydowanie zbyt długo. Sam stracił już dawno rachubę i to co teraz go
otaczało, było przerażające w swej nowości. Nie wiedział, czy wojna
smoków już się skończyła. Zapadł bowiem w sen bez snów, gdy już znudziły
mu się monotonne rozmowy z cieniami.
- Nie ja kazałem ci się stamtąd ruszać. Źle ci było? Znacznie lepiej
gdybyś został, odpoczął i zapomniał. - zza jego pleców doszedł cichutki
szept należący do jednego z bardziej wygadanych cieni.
Seth warknął zirytowany. Już zdecydowanie zbyt długo słuchał ich rad.
Póki co, nie wychodziły mu one na dobre. Zaklął, gdy potknął się o
niewidoczny w ciemnościach kamień.
- Czy tu nie może być... no nie wiem, nieco jaśniej? Gdzie podziały się
te wszystkie znane mi tunele?! - wrzasnął, coraz bardziej wściekły.
- Nie chcę cię martwić, ale minęło już nieco czasu od twojego... jakby to ująć...
Seth uniósł rękę, uciszając stworzenie.
- Nie chcę tego słuchać. Absolutnie. Najlepiej przydaj się na coś i zejdź mi z oczu.
Cień burknął jeszcze coś pod nosem, po czym zniknął, rozpływając się w
ciemności. Zaraz potem zapanowała złowroga cisza. Smok natychmiast
pożałował, że tak szybko go wypędził. Nie należał jednak do osób które
planują ze znacznym wyprzedzeniem. Westchnął głośno i ruszył przed
siebie. Ominął jakiś zapomniany przez wszystkich posąg, przedstawiający
dziwną istotę, jakby skrzyżowanie węża z człowiekiem. Nie poświęcił mu
większej uwagi. Widział go bowiem już wystarczająco wiele razy. Była to
bogini którą czciło jedno z odłamów smoków. Chyba tych, które nie mogły
latać. Seth osobiście zawsze gardził tego typu rzeczami. Zatrzymał się
nagle, gdy serce podskoczyło mu niemal do gardła. Przed nim ziała
gigantyczna przepaść.
- Koniec drogi, czas polecieć. Mam nadzieję, że nie zapomniałem jak to
się robi. - zaśmiał się niewesoło i z lekkim trudem przybrał postać
srebrnego smoka.
Nie było tu zbyt wiele miejsca, ale poradził sobie. Nawet nie wiedział,
że zbliża się do granic Północnego Podziemia. Wylądował, gdy tylko
spostrzegł nikłe światełko majaczące gdzieś w oddali.
- Dzięki niech będą Bogom. W końcu jakaś cywilizacja. - powiedział,
ruszając jak najszybciej w kierunku głównej siedziby Podziemia.
<Kastiel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz