sobota, 28 czerwca 2014

Od Argony

Północne podziemie... ciekawe... Stałam przed błękitną taflą jeziora. Gdzieś tam było jedne z wejść do podziemi. Zrobiłam lekko krok do przodu i wybiłam się metr nad ziemię. Zrobiłam zgrabne salto w powietrzu i rękami do przodu zanurkowałam w wodzie. Zimna ciecz zamknęła się za mną, a ja zaczęłam spokojnie machać rękoma. Nie umrę przez utonięcie, przecież to oczywiste.
Ujrzałam przesmyk w dniem jeziora. Bez wahanie popłynęłam w jego kierunku i już po chwili znalazłam się w labiryncie podwodnych korytarzy. Korzystając z moich niesamowitych zdolności do analizy wytypowałam optymalną trasę. Po pięciu minutach odnalazłam wyjście z wody i zarazem wejście do przedsionka podziemia.
Zwinnie wyskoczyłam z bajorka, położonego na środku jaskini i podeszłam do masywnych wrót. Nie było przy nich straży, więc po prostu pchnęłam je i weszłam do środka. Przywitała mnie ciemność, a wśród niej jedno światełko w oknie wykutego w skale zamczyska na końcu podziemia. Tam też się udałam. Tam też spotkałam pierwszego mieszkańca tego punktu.
Pojawił się, kiedy weszłam do hallu warowni. Był to wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna, ale na kilometr czuć było od niego pedalskim wampirem. Spojrzałam na niego z lekką pogardą. Teraz pamiętam czemu unikałam punktów. Zbyt dużo krwiopijców z ZUSu.
- No proszę, wchodzę do zamku, a tu Edward - mruknęłam beznamiętnie patrząc w oczy stworowi - Słyszałam, że w podziemiu mogą żyć takie potwory jak ja, więc postanowiłam je odwiedzić

(Kastiel?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz